Na pierwszej randce zauważyłam, że nie oblizał łyżeczki po pomieszaniu kawy; Delia by to pochwaliła.
– Podobają mi się powieści detektywistyczne, w których najmniej ważny jest sprawca. Dialog, zdanie, czasem nie przypominam sobie nic więcej. „Ale pan wysoki!”, „To nie moja wina” czy „Trupy bywają cięższe niż złamane serca”. To z Chandlera.
Za dużo mówił. Patrzył na mnie jak przez te lornetki w swoim gabinecie.
– Przede wszystkim podoba mi się Simenon – powiedział miękko, jakby się bał, że się mi sprzeciwi.
Simenon miał poczucie humoru, a on najwyraźniej nie. Może na tym kończy się wszystko, co mogłoby nas łączyć: brak poczucia humoru i upodobanie do powieści detektywistycznych. Ponadto nurkował dla sportu. Zanurzał się w głębinach oceanu w czarnym, przylegającym do ciała kostiumie, z butlą tlenu na plecach, i oglądał ryby. Jakże to egzotycznie brzmiało tu, na Boulevard Saint-Germain.
Nie pociągało mnie nurkowanie, tylko morze. Lubiłam patrzeć na jego zmieniającą się powierzchnię, nie interesowało mnie od środka. Może, pomyślałam, tak samo traktuję ludzi?
Mimo swojego wieku – pięćdziesiątki? sześćdziesiątki? – Philippe miał dobrze zarysowane ramiona i płaski brzuch. Musi być bardziej atrakcyjny nago niż w ubraniu, przyszło mi do głowy. I zdumiała mnie własna myśl.
Zapytałam go, co robi, gdy nie pracuje, oprócz nurkowania. Uniósł brwi. Nie prowadził bujnego życia towarzyskiego. Był zmęczony widokiem wielu ludzi. Bywały dni, kiedy przez jego gabinet przewijało się dwadzieścia osób. Jedna co piętnaście minut. (Ja siedziałam tam znacznie dłużej).
– Przy tylu pacjentach musisz mieć wiele historii do opowiedzenia – bezwiednie przeszłam z nim na ty.
I miał: staruszka, która do niego przyszła, bo nie widziała dobrze przez swe okulary. Podczas gdy badał jej oczy, kobieta powiedziała: „Przez okulary niedzielne owszem, widzę dobrze”. „Dlaczego ich więc pani nie używa?” „Są tylko na niedzielę” – wyjaśniła.
Albo mężczyzna, który wszedł bardzo poruszony i powiedział, że się metalizuje – metalizuje mu się całe ciało i teraz, kiedy proces dotarł do oczu, w rezultacie nie widzi. Philippe podszedł do tego spokojnie. Zbadał mu oczy – obejrzał je pod tą podświetlaną lupą, przez którą przyglądał się moim, pomyślałam. I przypomniał mi się jego zapach. – „Mam dla pana dobrą wiadomość – rzekł. – Nie mogę powiedzieć nic o reszcie ciała, ponieważ jestem tylko okulistą. Ale pańskie oczy nie są zmetalizowane. Ponadto mogę pana zapewnić, że się nie zmetalizują”. Mężczyzna ucieszył się i podziękował.
Inny pacjent, posadzony przed tablicą okulistyczną, zaczął czytać: „Dwa, sześć, dziewięć, pięć”. „Nie widzi pan, że to litery?” – zapytał Philippe. „A, tak” – odparł tamten i wyrecytował dokładnie wszystkie litery, aż do ostatniej linijki, która dla mnie była zbyt drobna, żebym mogła ją odczytać.