77
UPIĘTE WŁOSY. FALBANIASTA biała suknia. Złota obrączka na palcu. Stopy miała bose, ale nawet tego nie czuła, Mia była zupełnie nieprzytomna, gdy porywacz wyprowadził ją z chaty i kazał iść przez las. Do pleców przyciskał jej lufy dwóch pistoletów.
Glocków.
Wiem, że je lubisz, Mio.
Sama takie masz, prawda?
Wiatr owiewał lekko jej twarz. Alexander uniósł wiszącą nisko gałąź i sprowadził ją nad jezioro.
Niech będzie, co ma być.
Radziła sobie, jak mogła, prawda?
Nie piła.
Nie brała tabletek.
Była zdolną dziewczynką.
Taką dzielną.
Teraz już nie będzie musiała się męczyć.
Pomyślała o ułożonych na stole tabletkach.
Tak, na północy, u wybrzeży Trøndelagu.
Hitra.
Dom, który kupiła, by zniknąć.
Ale on jej przeszkodził.
Munch.
Pojawił się z teczką pełną dokumentów.
Martwa dziewczynka.
Sześciolatka.
Powieszona na drzewie z tabliczką na szyi.
Podróżuję sama.
Stara sprawa. Więc odłożyła swoje plany. Pozwoliła, by ją wykorzystali, tak jak mieli w zwyczaju.
Niech ich wszystkich piekło pochłonie.
Chłopak kazał jej iść dalej przez las, aż w końcu stanęli na brzegu.
Ten mrok.
Całe to cholerne zło.
Nie miała już na to siły.
Chodź, Mio, chodź.
Alexander wszedł do wody, trzymając pistolety w rękach.
– To było tutaj, Mio.
Ledwie słyszała jego głos.
– To samo jezioro. Wtedy oczywiście skuwał je lód.
Jego młoda twarz rozjaśniła się w uśmiechu.
– To tutaj siedziałem. Z sarnim porożem na głowie. Czekałem na Bambiego, ale on nie przyszedł, prawda?
Mia otworzyła oczy w chwili, gdy chłopak wycelował w nią oba pistolety.
– Ruszamy?
Wiatr szeleścił w koronach drzew.
– Razem? Do Nangijali?
Ptaki.
Trzepot skrzydeł nad wodą.
Chodź, Mio, chodź.
Mia Krüger otworzyła szeroko oczy i poczuła się nagle dziwnie przytomna. Spojrzała na uśmiechniętego młodzieńca przy brzegu. Stalker. Pieprzony stalker, który sobie uroił, że ona jest aniołem. Który zabijał, jak sądził, dla niej. Napatrzyła się w życiu na mnóstwo takich ludzi. Te ciche dzieci, na które nikt nie zwracał uwagi. To zło czające się za maskami niewinności. I co, miała teraz tak umrzeć?
Mowy, kurwa, nie ma, Mio.
Nie w ten sposób.
– Nie.
– Co? – zapytał chłopak z zaskoczeniem, przekrzywiając lekko głowę. – Nie chcesz?
– Nie – powtórzyła Mia z powagą.
– Jesteś pewna? – spytał Alexander, wchodząc kilka kroków głębiej.
– Tak.
– Nie chcesz mi towarzyszyć?
– Nie.
Szelest wiatru w koronach drzew.
– Chcesz żyć?
Mia pokiwała powoli głową.
– OK. – Chłopak się uśmiechnął, wyciągając do niej rękę.
Podał jej glocka.
Jeden z dwóch.
– Bardzo mnie to cieszy, Mio – oświadczył Alexander, wchodząc jeszcze kilka kroków głębiej do zimnej wody. – Ale wyświadczysz mi przysługę, prawda?
– Jaką?
– Zastrzel mnie.
Nie przestawał się uśmiechać.
– Zrobisz to dla mnie, prawda?
Mia nie była przygotowana na huk, który się nagle rozległ.
Na trzepot skrzydeł zrywających się z drzew ptaków.
– Zastrzel mnie – uśmiechnął się chłopak, znów naciskając spust.
Tym razem zabolało.
Kula ugodziła ją w udo, po czym zatrzymała się na kamieniach za jej plecami.
I chwilę potem.
Jeszcze raz.
Kolejny pocisk przeszył suknię ślubną na wysokości biodra, Mia zobaczyła czerwień rozlewającą się po białej tkaninie.
– Zastrzel mnie, Mio.
Chłopak zrobił kolejny krok w wodzie i znów nacisnął spust.
Kula drasnęła jej łydkę.
Mia wycelowała glocka w jego uśmiechniętą twarz.
– Alexandrze – powiedziała ostrożnie.
– Ty czy ja?
Po ciemnej wodzie rozchodziły się kręgi.
– Kocham cię, Mio – oświadczył chłopak i uniósł lufę, tym razem celując jej prosto w głowę. Palec trzymał na spuście.
Mia podjęła błyskawiczną decyzję.
Strzeliła.
I trafiła młodzieńca między oczy.