8

Vaughnowi Cupidowi nie podobało się prosektorium przy Durham Street w Salt River. Miejsce to wyglądało z zewnątrz nieciekawie: skupisko budynków z brązowej cegły pokrytych czerwonymi dachami za podniszczonym ogrodzeniem z betonowych słupów. W środku panowały jeszcze bardziej spartańskie warunki i przybijająca atmosfera: wąskie korytarze, zapachy i wspomnienia makabrycznych sekcji zwłok, w których musiał brać udział. Największą jednak awersję miał do identyfikacji ciał – okropna chwila ogromnego zakłopotania i niewyobrażalnego bólu przepełniającego najbliższych denata.

Pomieszczenie, w którym dokonywano identyfikacji, było niewielkie i praktycznie pozbawione umeblowania – stała tam jedynie prosta ławka, a przykurzona niebieska zasłona zakrywała lustro fenickie. Teraz musiał dzielić tę wąską przestrzeń z adiutantem Jamiem Keyterem z posterunku w Table View oraz z panią Bernadette Richter, matką zaginionego Ernsta.

Nie lubił Keytera.

Pani Richter była po sześćdziesiątce. Farbowała włosy na ciemny brąz i nosiła małe okulary w srebrnych oprawkach. Dorównywała wzrostem Cupidowi i była niezwykle spięta. Miała policzki przypominające okrągłe bułeczki i długi nos, jej twarz wyglądała na stworzoną do radosnego życia. Powaga tej sytuacji nie malowała się na niej zbyt dobrze.

Zapach jej perfum był przytłaczający w tym małym pomieszczeniu.

– Odsunę zasłonę i zobaczy pani ciało – poinformował ją Jamie Keyter.

Skinęła głową. Cupido widział, że kobieta drży.

– Jest pani gotowa? – spytał Keyter.

Jissis, pomyślał Cupido, co to za podejście?

– Proszę pani – powiedział – czy poinformowano panią, że nie musi pani tego robić?

– Nie.

Stłumił pragnienie posłania Keyterowi groźnego spojrzenia. Kontynuował:

– Jeśli jest ktoś inny… Członek rodziny albo ktoś, kto z nim pracuje…

– Jestem jego matką.

– Rozumiem, proszę pani, ale wiemy, jak bardzo jest to trudne. Jeśli pani…

– Nie. Miał tylko mnie. Zrobię to.

– Ma pani na to tyle czasu, ile tylko pani zechce.

Skinęła głową.

– Czy jest ktoś, kto może panią wesprzeć?

– Tak. Przyjaciółki czekają na mnie na zewnątrz.

– Dziękuję, proszę pani.

– Jestem gotowa.

Keyter zapukał niecierpliwie w okno. Zasłona przesunęła się powoli na bok.

Pani Richter stała kompletnie nieruchomo. Cała ich trójka wpatrywała się w ciało. Cupido zauważył, że nie zostało ono jeszcze przygotowane. Ziarenka piasku nadal obklejały twarz denata.

W pomieszczeniu panowała grobowa cisza. Z zewnątrz, gdzieś z korytarza, dobiegał dźwięk pchanego wózka, którego jedno skrzywione kółko popiskiwało denerwująco.

Stała nieruchomo tak długo, aż Cupido pomyślał, że jednak nie zidentyfikuje zwłok.

– To jest Ernst – oznajmiła ledwo słyszalnym głosem. A potem nogi się pod nią ugięły. Przytrzymał ją, kładąc jedną rękę na jej ramieniu, a drugą obejmując za plecy.

Zaczęła płakać dopiero, kiedy wyszli na parking i dołączyły do nich jej obie przyjaciółki. Przy białej hondzie jazz musieli się zatrzymać i zaczekać, podczas gdy kobiety pocieszały ją, przytulając się razem. Kiedy się uspokoiła, Cupido poinformował ją, że chciałby z nią porozmawiać.

– Ale już nie dzisiaj. – Po tych słowach wybuchnęła niekontrolowanym płaczem.

Przyjaciółki spojrzały na Vaughna z wyrzutem, jakby to on ściągnął na nią to wszystko.

Poprosił o jej numer kontaktowy oraz o adres. Podała mu te informacje, łkając. Zapisał je sobie w telefonie komórkowym.

Było wpół do ósmej wieczorem, kiedy honda odjechała spod kostnicy. Słońce jeszcze nie zaszło.

– Zrobiłeś się taki zgorzkniały, bo przejmujemy tę sprawę, czy może zawsze jesteś taki nieżyczliwy w stosunku do krewnych ofiary? – spytał Cupido Jamiego Keytera.

– A co ja takiego zrobiłem? – spytał tamten szczerze zaskoczony.

– Ja sam raczej nie należę do zbyt taktownych glin, ale fokkit, Jamie, sytuacja, kiedy matka przychodzi zidentyfikować zwłoki swojego dziecka, nawet już dorosłego, jest naprawdę bolesna. Każdy głupi domyśliłby się tego. Tu potrzeba nieco taktu. Ta kobieta była wyraźnie zdenerwowana, a ty wypaliłeś po prostu: „Czy jest pani gotowa?”. Co to w ogóle ma być?

– Dlatego spytałem, czy dobrze się czuje.

– Kurwa, Jamie, serio można to było załatwić inaczej. Przyniosłeś akta sprawy?

– Nie ma jeszcze żadnych akt. Nie miałem na nic czasu, bo nikt nie wie, czyja to sprawa, a najpierw musiałem załatwić identyfikację ofiary – wyjaśnił Keyter, przeklinając pod nosem.

– Od teraz to jest nasza sprawa, więc masz się zająć założeniem akt. Jeszcze dzisiaj wieczorem masz mi dać uzupełniony formularz A, a do jutra rana masz przygotować SAPS 5.

– Przesłuchałem na razie tylko jednego gościa, tego, który znalazł ciało.

– No to wpisz to wszystko do formularza A, jeśli nie chcesz, żebyśmy musieli załatwiać to wszystko jeszcze raz.

Zadzwoniła komórka Cupida. Wyjął ją z kieszeni i kiedy zobaczył, że to Benny dzwoni, poczuł wielką ulgę.

– Benna!

– Nie, Vaughn, tu mówi Arrie September z posterunku Cape Town Central. – Był to dawny kolega z pracy, który obecnie pełnił funkcję dowódcy posterunku nazywanego kiedyś Caledon Square. – Dzwonię z telefonu Benny’ego i właśnie stąd mam twój numer.

– A gdzie jest Benny?

– Trzymam go w celi. Moi ludzie zatrzymali go za zakłócanie porządku publicznego w stanie nietrzeźwym. Nie chciałbym dzwonić do jego przełożonego; możesz się domyślić, jakie to może wywołać kłopoty.

– Jissis, wielkie dzięki, Arrie. Zatrzymaj go tam, ale błagam cię, nie aresztuj go. Ma za sobą bardzo ciężki dzień. Już do was jadę. Będę za dziesięć minut.

– Podobno dopuścił się napaści na jakiegoś gościa.

– Napaść? Benny?

– Dowiem się wszystkiego, ale lepiej, żebyś tu przyjechał.

Po tych słowach September się rozłączył.

Cupido obrócił się do Keytera i zauważył, że tamten z uwagą przysłuchiwał się rozmowie.

W drodze na Buitenkant Street Cupido zadzwonił do major Mbali Kaleni. Słyszał grający w tle telewizor, kiedy odebrała. Pewnie była już w domu i gotowała ten swój kalafior.

Przekazał jej, że dokonano pozytywnej identyfikacji Ernsta Richtera i że teraz czeka na dokumenty z posterunków Table View i Stellenbosch.

– Rozmawiałem przed chwilą z Bennym. Jego telefon komórkowy szwankuje. Za kwadrans mam się z nim spotkać w centrum.

– Dziękuję, kapitanie. Dzwonił pan do Cloetego?

– To następny punkt na mojej liście rzeczy do zrobienia. – Co akurat było prawdą, ponieważ nazwisko Richter wydawało mu się znajome, ale nie był tak do końca pewny, kim był ten mężczyzna. Nie chciał jednak, by Kaleni o tym wiedziała.

Dlaczego wyznaczyła go na dowódcę MCO?

Dobrze znał Kaleni. Ta Zuluska była sprytna. Działała powoli i pedantycznie, ściśle trzymała się zasad, była strasznie wkurzająca i konserwatywna, ale bystra. Nieustannie knuła jakieś intrygi. Ciekawe, co kombinowała tym razem, i to włączając jego samego?

Wyznaczę Vaughna na dowódcę MCO i udowodnię mu, że jest beznadziejny? Pokażę mu, dlaczego to ja dostałam wyższe stanowisko, a nie on?

Chrzanić to. To on jej pokaże.

Kolejną osobą, do której zadzwonił, był kapitan Cloete.

– Vaughn? – Rzecznik prasowy policji odebrał swoim spokojnym i cierpliwym tonem, choć pewnie wiedział, że tak późny telefon oznacza kłopoty.

– John, słyszałeś o Ernście Richterze, który zaginął kilka tygodni temu?

– Tak – odpowiedział tamten z pewną rezygnacją w głosie.

– Właśnie zidentyfikowano go jako tego ou, którego ludzie z posterunku Table View wygrzebali z piasku dzisiaj po południu.

Nastąpiła dłuższa cisza.

– Jesteś tam, John?

– Zmawiałem szybką modlitwę.

– Uważasz, że jest aż tak źle?

– Zakładam, że śmierć nie nastąpiła z przyczyn naturalnych?

– Z pewnością mamy tu do czynienia z działaniem przestępczym, ale musimy postępować ostrożnie. Akta sprawy nie są jeszcze gotowe. Dostaliśmy ją zaledwie kilka godzin temu, a ja teraz jestem w drodze.

– Chwila… Podaj mi, co już wiesz.

– Zwłoki mężczyzny odnalezione tego popołudnia na wydmach na północ od Blouberg zidentyfikowano jako ciało Ernsta Richtera, który zaginął… i tu trzeba wstawić właściwą datę. Dochodzenie prowadzą Dyrektoriat Priorytetowych Dochodzeń Kryminalnych i Jednostka do spraw Ciężkich Przestępstw. Więcej informacji będzie dostępnych, jak tylko bla, bla, bla. Mam dosłownie tylko to.

W słuchawce znów na chwilę zapanowała cisza, kiedy Cloete robił notatki. Po czym odezwał się:

– Kto dowodzi MCO?

– Wygląda na to, że ja.

– To nie wystarczy, Vaughn.

– Co masz na myśli?

– Rozpęta się prawdziwa burza. To największa afera od czasów Pistoriusa i Dewani. Media oszaleją. Coś jednak muszę im przekazać.

Ta wiadomość nie ucieszyła Cupida.

– Kiedy Richter zaginął, razem z Frankiem Fillanderem zajmowałem się porwaniami z Somerset West, więc ominął mnie cały szum związany z tą sprawą. Możesz przesłać mi wycinki z gazet na ten temat?

Cloete dopiero po chwili zrozumiał:

– Nie masz pojęcia, kto to jest Richter.

– Jak już mówiłem, nie widziałem raportu na temat osób zaginionych. Zajmuję się tą sprawą od zaledwie dwóch godzin. Wiem, że Richter cieszył się złą sławą w związku z jakimiś działaniami internetowymi. Pornografia?

– Gdyby tylko chodziło o pornografię. To ten facet od Alibi. Posłuchaj, najszybciej i najłatwiej będzie, jeśli wyślę ci kilka linków, jeszcze zanim wydam oświadczenie. Bo jak już to wszystko się wyda, zapanuje prawdziwy chaos. Zarówno dla ciebie, jak i dla mnie.

Brygadier Arrie September otworzył dla Cupida celę i obaj weszli do środka. Benny Griessel leżał na plecach z rozdziawionymi ustami i zamkniętymi oczami. Chrapał jak stary niedźwiedź.

– Ai, fok, Benna – jęknął Cupido.

– Musimy go stąd zabrać, Vaughn – oznajmił September – zanim pójdę do domu. Obiecałem swojej kobiecie, że nie wrócę dzisiaj późno.

– Kto o tym wie? – spytał, siadając na gołej betonowej ławie tuż obok Griessela. Na policzku swojego kolegi dostrzegł fioletowego siniaka.

– Tylko ja i dwóch mundurowych, którzy go przywieźli. Ale oni będą siedzieć cicho.

– Ma za sobą wyjątkowo ciężki dzień. Nie wiem, czy słyszałeś już o Volliem Fishu.

– Słyszałem. Straszna tragedia, bru. Ale Benny pobił się z dwoma hase – powiedział September, określając cywili mianem królików. – A ekipa z knajpy Fireman’s jest bardzo niezadowolona z tego moleste. Zastanawiają się, czy nie złożyć skargi.

– Benna nie powinien zostać wysłany do domu Volliego Fisha. Nie doszedł do siebie po śmierci Żyrafy.

– Nie piśniemy ani słowem, ale jeśli złożą oficjalną skargę…

– Porozmawiam z nimi.

– Mogę podjechać twoim samochodem od podwórza?

– Jasne.

September wyszedł.

Cupido położył dłoń na ramieniu Griessela i lekko nim potrząsnął.

– Benna.

Griessel gwałtownie przestał chrapać.

– Pierdol się – burknął. – Wszyscy się pierdolcie.