Cupidowi trudno było usiedzieć na miejscu. Chciał już gdzieś ruszyć, ale poblakła, żółta teczka, którą przesłał posterunek Stellenbosch, była o wiele grubsza niż przeciętne akta osoby zaginionej.
Nie ruszył się więc z krzesła, przyciągnął akta do siebie i je otworzył. W środku znalazł zdjęcie przypięte zszywką do pierwszej strony, dwa zeznania w części A i dwa raporty techników policyjnych w części B. Część C była tak wyczerpująca, że przysiadł z wrażenia, ale wiedział, że media skupiające uwagę na posterunku Stellenbosch wywierały pewnie sporą presję na dowódcy i jego detektywach, by wykonać porządną robotę.
Z tyłu znajdował się podpisany formularz SAPS 55 (A), który zabezpieczał policję przed fałszywymi raportami i dawał jej członkom prawo do puszczenia w obieg zdjęcia i opisu osoby zaginionej.
Przyglądał się uważnie fotografii. Tę samą twarz widział w kostnicy. Zdjęcie pokazywało Ernsta Richtera w dżinsach i niebieskiej koszulce z napisem H.T.M.L i jego rozwinięciem poniżej, (expert in) How To Meet Ladies, co znaczyło „specjalista w nawiązywaniu kontaktów z kobietami”. Wyglądał tu młodo: może na jakieś trzydzieści lat. Na jego twarzy widniał uśmiech, gestykulował, kiedy zrobiono to zdjęcie; gładko ogolony; gęste, ciemne włosy sięgające prawie do ramion; szczupła budowa ciała. Miał długi nos po swojej matce, Bernadette, ale jego kości policzkowe były wyraźniej zarysowane, a usta wydatniejsze.
Tak właśnie wyobrażał sobie faceta, który prowadził stronę internetową z usługami alibi. Richter wyglądał na porządnego, normalnego człowieka; zwykłego faceta z sąsiedztwa, o ile oczywiście miałeś dom w dzielnicy zamieszkiwanej przez białych przedstawicieli klasy średniej. Ale w przypadku białasów, czego już się zdążył nauczyć, nie można było polegać na ich wyglądzie. Bywał bardzo zwodniczy. Odcyfrował pierwsze zeznanie spisane przez konstabla niemal nieczytelnym pismem. Zeznanie to złożyła 27 grudnia Cindy Senekal, określona mianem „przyjaciółki osoby zaginionej”.
Cindy twierdziła, że w środę 26 listopada wielokrotnie rozmawiała z Richterem przez telefon. Według niej był w „optymistycznym nastroju” i zachowywał się „normalnie”. Ostatnie połączenie telefoniczne miało miejsce o 16:00. Na 19:00 byli umówieni na kolację w Dorpstraat Deli w Stellenbosch. Kiedy spóźniał się już piętnaście minut, usiłowała dodzwonić się do niego, ale połączyła się tylko z pocztą głosową. Senekal próbowała ponownie jeszcze kilka razy i nagrała dwie wiadomości głosowe. Czekała w restauracji do 19:45, a potem wróciła do swojego domu. Tamtego wieczoru ponownie próbowała się z nim skontaktować, ale bezskutecznie. Senekal wyjaśniła, że telefon Richtera od około 20:30 łączył już tylko bezpośrednio z pocztą głosową. Ostatni raz dzwoniła do niego o godzinie 00:24. „Zadzwoniłam jeszcze raz, rano, o 6:50. Połączyłam się wtedy tylko z pocztą głosową. Pojechałam więc do jego domu. Drzwi były zamknięte. Nikt nie reagował na dzwonek. Ernst czasami spóźniał się na randki, ale nigdy jeszcze tak nie zniknął” – zapisano w zeznaniu.
Dołączono numer jego telefonu komórkowego oraz opis jego szarego audi TT.
Tuż po 8:00 Senekal pojechała do biura Alibi.co.za w Stellenbosch. Samochodu Richtera nie było na jego miejscu parkingowym. Weszła do biura i spytała o niego. Personel nie wiedział, gdzie jest Richter. Po rozmowie z dyrektor operacyjną Alibi, Desiree Coetzee, wróciła do swojego miejsca pracy. Senekal i Coetzee komunikowały się wielokrotnie tamtego dnia, czyli w czwartek 27 listopada, i żadnej z nich nie udało się skontaktować z Richterem. Uzgodniły, że Senekal pójdzie na policję, jeśli do 17:00 nie będzie żadnych wieści, co też uczyniła.
Drugie zeznanie 28 listopada spisał w siedzibie Alibi detektyw z posterunku Stellenbosch podczas przesłuchania dyrektor operacyjnej, Desiree Coetzee. Zawierało ono tylko kilka dodatkowych informacji: Richtera po raz ostatnio widziano 26 listopada, kiedy około 17:15 opuszczał siedzibę Alibi. Miał na sobie dżinsy, białe tenisówki i czarną koszulkę z białym napisem z przodu „Nie wdaję się w potyczki słowne z nieuzbrojoną osobą”. Jak zwykle był w dobrym humorze. W kalendarzu na komputerze nie miał już nic na ten dzień. Szare audi TT było jego jedynym samochodem. Jego koledzy nie słyszeli o żadnych prawdziwych wrogach, ale firma regularnie otrzymywała pogróżki, zwłaszcza od fanatyków religijnych. Pośród nich pojawiały się groźby śmierci pod adresem Ernsta Richtera, ale wszystkie, bez wyjątków, wysłano anonimowo z tymczasowych kont mejlowych lub ukrytych serwerów pocztowych.
Cupido westchnął. Tego właśnie się obawiał. Będą musieli zbadać każdą z tych pogróżek.
Coetzee stwierdza w swoich zeznaniach, że Richter nie przejawiał wysokiej absencji, choć czasami spóźniał się na spotkanie, „ale nigdy więcej niż godzinę”.
Trzecie zeznanie złożyła Bernadette Richter, matka ofiary, ale Cupido zawahał się, zanim zaczął je czytać. Coś tu się nie zgadzało. Odepchnął akta i oparł się na biurku.
Coś, co Senekal lub Coetzee zawarły w swoich zeznaniach?
Nie. To nie tam coś szwankowało.
Cupido wstał. Nienawidził siedzieć, nie umiał myśleć w tej pozycji. Wyszedł z biura i ruszył korytarzem bez konkretnego celu.
Fokken Benna, dlaczego znów musiał zacząć chlać? Gdzie się podziewał jego partner, kiedy on go potrzebował?
Naprawdę chciał porozmawiać z Griesselem o tej sprawie. Tworzyli zespół, byli niczym Yin i Yang albo Batman i Robin. Często sobie myślał, że tak świetnie im się razem pracuje, ponieważ on, Cupido, ze zwinnością tancerki porusza się w meandrach sprawy; był śledczym artystą we wszystkim, czego tylko się tknął – kreatywny, ekscentryczny i czasami nieco przewrażliwiony. A Benna był filozofem, myślicielem. Rany, ten to dopiero działał metodycznie. Mocno stąpający po ziemi, poza dop rzecz jasna, ale Benna pił tylko dlatego, że za dużo myślał, za bardzo zagłębiał się w pewne rzeczy. A w tej pracy było to bardzo niebezpieczne.
Działali zwykle tak, że Cupido z kosmiczną prędkością rzucał różnymi pomysłami, a Benna je filtrował. Był jego doradcą.
A teraz jego doradca był kompletnie nawalony, więc na razie musi poradzić sobie sam.
Tak więc coś nadal nie grało.
Coś, co zawarto w zeznaniach.
Miał wrażenie, że chodzi o jakiś element dzisiejszego popołudnia związany z kostnicą.
Zatrzymał się na chwilę w pogrążonym w ciszy i mroku korytarzu.
Daty!
Obrócił się i pobiegł cicho z powrotem do biura w tych swoich takkies, model Nike Air Pegasus. Otworzył kalendarz w Outlooku na komputerze i policzył dni od 26 listopada, kiedy zaginął Richter.
Dwadzieścia jeden dni do dzisiejszego poranka, kiedy Richtera odnaleziono na wydmach w Blouberg.
Problem polegał na tym, że zwłoki, które dzisiejszego popołudnia widział w kostnicy, z całą pewnością nie były tam zakopane przez ostatnich dwadzieścia jeden dni. Nie uległy one jeszcze takiemu rozkładowi, jaki nastąpiłby po takim okresie. Mógł nie żyć najwyżej od tygodnia.
Gdzie więc podziewał się Ernst Richter przez pierwszych czternaście dni od zaginięcia?
Sprawy się komplikowały.
Chciał zadzwonić do Cindy Senekal i z nią porozmawiać, najlepiej od razu.
Stłumił te zapędy i ponownie zabrał się za akta. Odsunął krzesło, położył stopy na biurku i rozsiadł się wygodnie. Oparł teczkę na brzuchu i zaczął czytać.
Trzecie zeznanie spisał ten sam detektyw podczas rozmowy z matką, Bernadette Richter. Nie wnosiło ono niczego nowego poza tym, że kobieta wyraziła głęboką obawę, ponieważ jej syn „nigdy wcześniej nie znikał”.
Cupido przekartkował dokumenty, aż trafił na dziennik śledztwa w części C.
Napisano tam, że rankiem 28 listopada o 11:25 dwaj detektywi ze Stellenbosch otworzyli siłą drzwi domu Richtera na osiedlu Mont Blanc w Paradyskloof i przeszukali go. Nie znaleźli żadnych śladów walki ani też wskazówek co do losów zaginionego.
Przeprowadzono również na tę okoliczność rozmowy z sąsiadami, jednak te nie wniosły nic nowego.
Tego samego dnia szare audi TT Richtera znaleziono zaparkowane i zamknięte na Stoffel Smit Street, w dzielnicy Plankenbrug w Stellenbosch.
Policjanci odwiedzili siedzibę producenta artykułów oświetleniowych znajdującą się w tamtej okolicy. Nikt jednak nie znał Ernsta Richtera.
Wezwano ludzi z centrum serwisowego Audi w Somerset West, by pomogli w otwarciu pojazdu. Następnie dokonano przeszukania samochodu. Tego samego dnia detektyw zlecił też sporządzenie raportu dotyczącego numeru telefonu komórkowego Richtera i opublikował komunikat na temat osoby zaginionej, który zawierał także oświadczenie przeznaczone dla mediów.
W kolejnym tygodniu pojawiają się wpisy na temat bezowocnych prób namierzenia autorów pogróżek kierowanych pod adresem Richtera i jego firmy, Alibi. Sprawdzono numery, które widniały w rejestrze połączeń wykonanych z telefonu Richtera, ale nie przyniosło to żadnych istotnych rezultatów.
Vaughn przeczytał dwa raporty zamieszczone w aktach sprawy, w części B. Pierwszy z nich był raportem przygotowanym przez techników na temat audi TT coupé. Zidentyfikowano tam tylko odciski palców Richtera, które zebrano wcześniej w jego biurze, oraz te należące do Cindy Senekal. Znaleziono też dwa inne odciski palców, ale nie pasowały do żadnych znajdujących się w policyjnej bazie danych. A to oznaczało, że osoba lub osoby, do których one należały, nie były wcześniej notowane. Na siedzeniu pasażera zabezpieczono ślady spermy. W raporcie zapisano, że miały one najwyżej dwa tygodnie. Nie znaleziono żadnych śladów krwi. Skórzany portfel Richtera odkryto w schowku. Zawierał trzy karty z Premier Banku, jego prawo jazdy, kartę Gautrain, którą można doładowywać, kartę z Makro, kartę ubezpieczenia zdrowotnego, dziewiętnaście własnych wizytówek, 786,74 randów w gotówce i siedem paragonów za jakieś zwykłe zakupy. W schowku znajdowały się też jeden skręt marihuany i mały woreczek foliowy zawierający dziewięćdziesiąt gramów marihuany, paczka bibułek papierosowych, dwa pudełka zapałek, długopis i dokumenty samochodu.
Kolejny raport dotyczył telefonu komórkowego Richtera. Wieczorem w dniu zaginięcia jego telefon łączył się z masztami przekaźnikowymi telefonii komórkowej Papegaaiberg i Golf Course do godziny 20:17, a potem wszelki kontakt się urwał. Lista wykonanych i odebranych połączeń pokazywała, że ostatnią rozmowę z Cindy Senekal Richter odbył o godzinie 16:08.
Tamtego dnia dzwonił również do dwóch kolegów oraz do swojej matki i odebrał połączenie od nich.
Cupido ściągnął stopy z biurka i odłożył akta sprawy.
Odnalazł numer Cindy Senekal i zadzwonił do niej.
„Cześć, tu Cindy. Wiesz, co masz robić po sygnale”.
Nagrał wiadomość, zostawiając jedynie swoje nazwisko i numer telefonu, ponieważ nie wiedział, czy matka Richtera poinformowała ją o tym, co się wydarzyło. Postanowił poszukać numeru telefonu dyrektor operacyjnej Alibi.co.za, Desiree Coetzee.
Jednak tej informacji nie znalazł w aktach.
Zaklął pod nosem, chociaż wiedział, że czasami tak się zdarzało. Detektyw widocznie miał zapisany ten numer w swoim notatniku lub na telefonie komórkowym. Pewnie nie spodziewał się, że akta sprawy zostaną przekazane Sokołom. Obrócił się do swojego komputera i kliknął w zakładkę Kontakt na stronie internetowej Alibi.co.za. Znalazł tam listę linków do FAQ, informacji dotyczących relacji z mediami oraz działu obsługi klienta. Ostatni zawierał trzy adresy mejlowe oraz bezpłatny numer kontaktowy.
Nie podano tam adresu fizycznego firmy.
Zadzwonił pod ten bezpłatny numer. Telefon dzwonił długo.
– Alibi kropka co kropka za, mówi Ashley, chętnie wymyślę dla ciebie alibi – poinformował go niezwykle uwodzicielski kobiecy głos.
Przedstawiając się, podał oficjalną nazwę Sokołów, czyli Dyrektoriatu Priorytetowych Dochodzeń Kryminalnych. Nie miał ochoty tłumaczyć się jakiejś młodej dziewczynie.
– Prowadzę dochodzenie dotyczące członka waszego personelu – zakomunikował jej. – Potrzebuję adresu waszej siedziby.
– Nie jestem upoważniona, aby udzielić panu takiej informacji.
– Jestem detektywem z Sokołów.
– Rozumiem, proszę pana – odpowiedziała niezwykle uprzejmie. – Ale otrzymujemy tutaj liczne telefony od osób, które twierdzą, że są z policji. Poinstruowano mnie, abym nikomu nie podawała naszego adresu.
– Może pani do mnie oddzwonić. Niech pani wejdzie na stronę Dyrektoriatu i zadzwoni na numer, który podano tam dla naszej siedziby w Kapsztadzie.
– Bardzo mi przykro, proszę pana, ale będzie pan musiał zadzwonić na numer naszego biura po ósmej trzydzieści.
– Może mi pani podać ten numer?
Odczytała go – był to numer stacjonarny ze Stellenbosch zaczynający się od cyfr osiem osiem zero. Cupido zapisał go sobie.
– Czy mogę panu pomóc w czymś jeszcze?
– Chciałbym rozmawiać z waszą dyrektor operacyjną, Desiree Coetzee. Czy może pani zadzwonić do niej i poprosić, by ona zadzwoniła do mnie?
– Nie mam jej numeru, proszę pana.
– Ma pani jakiegoś kierownika czy innego szefa?
– Zobaczę, co mogę zrobić, proszę pana. – W jej głosie było słychać brak entuzjazmu. – Coś jeszcze?
Odpowiedział, że nie, po czym się rozłączył.