Transkrypcja rozmowy: adwokat Susan Peires i Francois du Toit
Środa, 24 grudnia, 1604 Huguenot Chambers,
40 Queen Victoria Street, Kapsztad
FdT: Pa nadal stanowi dla mnie tajemnicę.
Nigdy tak naprawdę nie mówił o tym wszystkim. Ouma Hettie mówiła, ale nigdy nie było wiadomo, czego nie powiedziała. Słyszałeś jedynie, co zobaczyła i czego doświadczyła, i to tylko z określonej perspektywy. To właśnie kolejna rzecz, której się nauczyłem i której doświadczyłem w ciągu ostatniego roku: oczami drugiej osoby nigdy nie zobaczysz wszystkiego. A nawet jeśli będziesz próbować, będzie to zniekształcony widok. Tak więc ouma Hettie spojrzała na to oczami kobiety, która była… rozzłoszczona, prawdopodobnie. Nie mam pojęcia, czy to cała prawda.
Moja matka mówiła coś od czasu do czasu, ale ona również pochodzi z rodziny winiarskiej; to zamknięta społeczność i o pewnych rzeczach nie mówi się na zewnątrz, tylko utrzymuje wspólny front. Oom Dietrich. To nasz najbliższy sąsiad z winnicy Blue Valley. Dietrich Venske. On i ojciec pracowali długo razem w tamtych czasach. Rozmawiam z nim sporo o moim ojcu. Twierdzi, że zniszczenia były widoczne już wcześniej. A Pa mówił mu sporo rzeczy.
Tak czy inaczej, mój ojciec dorastał w winnicy w latach sześćdziesiątych. Taki obraz mam w głowie: mój ojciec musiał się przyglądać, jak ouma toczy boje z oupą Jeanem. Pa pewnie słyszał te burzliwe kłótnie wywołane romansami swojego ojca i pewnie doświadczył odrzucenia przez niego. Musiał się przyglądać, jak ouma starała się wychowywać jego dwie młodsze siostry i tak kierować pracownikami, by wszystko w winnicy było zrobione.
A ponieważ ojciec był osobą wrażliwą i miał serce, czuł, że chce pomóc oumie. Miał około 15 lat, kiedy znów usłyszał, jak się kłócą, i nie mógł już tego dłużej wytrzymać. Poszedł do oupy Jeana i powiedział mu, że ma przestać sypiać z innymi kobietami, ma skończyć z piciem, wyżywaniem się na oumie i zaniedbywaniem winnicy.
Oupa nazwał go snotkop i spytał, co taki dzieciak jak on może o tym wiedzieć. Kazał mu się wynosić, zanim spuści mu lanie. Ojciec na to: „No to mnie uderz”. Oupa wymierzył mu policzek. Pa stał tam i spytał: „To wszystko, na co się stać? Znęcanie się nad kobietami i dziećmi?”. Wtedy oupa przywalił mu pięścią. Ouma zaczęła krzyczeć i płakać, ponieważ ojcu poleciała z nosa krew. Jednak on powiedział: „Uderz mnie, a ja i tak podniosę się za każdym razem”.
Oupa wyparzył stamtąd i nie było go przez cały tydzień. Nikt się nigdy nie dowiedział, gdzie się podziewał w tym czasie. Ouma Hettie mawiała czasami, że był to najlepszy tydzień jej małżeństwa. Ale wtedy oupa wrócił i przeniósł się do innego pokoju, i tak już mieszkali do końca jego życia. Było to swego rodzaju zawieszenie broni między wszystkimi, nikt go jakoś specjalnie nie ogłaszał, tak po prostu wyszło. Oupa wychodził i przychodził, jak mu się podobało, coraz mniej rozmawiał z żoną i dziećmi i coraz rzadziej poświęcał swój czas winnicy. Ouma i Pa stopniowo przejmowali na siebie coraz więcej obowiązków związanych z prowadzeniem hodowli.
Ale to oupa Jean nadal miał tam ostatnie słowo i zarządzał pieniędzmi.
Myślę, że praca w winnicy była dla mojego ojca pewnego rodzaju ucieczką. Na początku pracował z robotnikami – należy pamiętać, że robotnicy w winnicach pracują od wielu pokoleń na tej samej plantacji. Wiedzą wszystko na temat przycinania, spryskiwania i zbiorów, wiedzą, kiedy i jak należy to robić. Uczył się wszystkiego od nich krok po kroku, metodycznie.
Robiąc to wszystko, pokochał winnicę i winorośle. Robotników łączyła bardzo naturalna relacja z winnicą. Oni chyba lepiej rozumieją powolne zmiany pór roku, a także wpływ wiatru i deszczu, niskich i wysokich temperatur oraz gleby na terroir. My, biali Południowoafrykańczycy, chcemy wszystko od razu, zgodnie z planem dnia lub miesiąca; wpatrujemy się bez końca w małe kwadraciki kalendarza na ścianie biura. Kiedy KWV ogłasza zbiory, ruszamy do nich. Nie dysponujemy tysiącletnim doświadczeniem w robieniu wina jak Francuzi. Zwłaszcza w tamtych czasach nie mieliśmy cierpliwości ani woli do wytwarzania wyjątkowo dobrych win. Brakowało nam tego zrozumienia długofalowych działań, przyrody, cykli i procesów.
Mój ojciec nauczył się tego wszystkiego od pracowników winnicy. Zauważył, że winogrona są co roku inne, i zawsze go to zastanawiało. Kiedy był w klasie maturalnej, sam zawiózł ciężarówkę z winogronami do spółdzielni KWV, ponieważ chciał się dowiedzieć, co dokładnie z nimi robią, co się dzieje z owocami z naszej plantacji. Widział, jak wrzucano je wszystkie razem do kadzi, jak nasze winogrona tracą swoją tożsamość, i to go dręczyło.
Chyba zaczął docierać do niego potencjał jego rodzinnej winnicy, ponieważ Klein Zegen było niezwykłą plantacją, a najdziwniejsze, że na przestrzeni wielu pokoleń ani jeden z du Toitów tak naprawdę tego nie wykorzystał. Oni tylko zarabiali na życie. Przy czym niektórzy na całkiem dostatnie.
Plantacja leżała daleko w Dolinie Blaauwklippen, wysoko na zboczu góry. Latem robiło się tam chłodniej niż na równinie, winnica była dobrze osłonięta przed wiatrem południowo-wschodnim, więc winogrona miały więcej czasu, by dojrzeć, zachowując niższą zawartość cukru. Ziemia była tam kamienista i twarda, coś pomiędzy tą z regionu Chianti we Włoszech i glebami żwirowymi regionu Bordeaux – wyjątkowa gleba do hodowli winorośli, o ile zasadziło się na niej właściwe kultywary.
Pa nie miał tej wiedzy. A przynajmniej nie wtedy. Miał chyba jednak przeczucie. Jakby gdzieś w głębi duszy odkrył, że ten kawałek ziemi może osiągnąć znacznie więcej. A miłość to zabawna rzecz. Pasja. Sprawia, że zaczynasz zastanawiać się nad czymś, uwalnia twoją kreatywność i dzięki temu dostrzegasz inne możliwości i rezultaty. Skłania cię, byś przerwał to, co robisz, skupił się i myślał. Pomaga podejmować decyzje dotyczące twojej przyszłości.
Pa postanowił, że chce studiować rolnictwo, a dokładniej uprawę winorośli. Kiedy teraz o tym myślę, zastanawiam się, na ile to się przyczyniło do złamania jego serca.