Francois du Toit opowiedział adwokat Susan Peires o dniu w 1969 roku, w którym jego ojciec, Guillaume, oznajmił, że zamierza studiować hodowlę winorośli.
Wywołało to małą sensację.
Oupa Jean miał czterdzieści trzy lata. Jedynie z nazwy i w oczach świata był nadal plantatorem winorośli, z całym statusem, jaki przyniosło mu bycie właścicielem Klein Zegen. W domu był wyrzutkiem, a jego jedyna rola na plantacji ograniczała się teraz do podpisywania czeków. W mieście jego nieco gwiazdorska przeszłość w zasadzie poszła w zapomnienie. Osiągnięcie wieku średniego i całe lata używania życia osłabiły nieco jego atrakcyjność, ale nadal mógł chodzić po Stellenbosch jako ten wielki właściciel ziemski, człowiek z kwotą przyznaną przez spółdzielnię KWV. Studia Guillaume’a stanowiły dla niego zagrożenie. Jean wiedział w głębi duszy, że plantacja ma większy potencjał. Czasami słyszał, jak jego syn mówi o wyjątkowym winie z ich plantacji, o kultywarach, o własnych kadziach i dojrzewaniu wina. Miał swoje wątpliwości, ale jeśli jego syn wróci do winnicy i sprawi, że zacznie ona odnosić sukcesy, to on zostanie skompromitowany.
Najpierw więc odmówił sfinansowania winiarskich studiów Guillaume’a. Oznajmił swojej żonie Hettie i synowi, że nie przekaże nikomu plantacji, aż kopnie w kalendarz. Guillaume miał ją odziedziczyć dopiero, i to dosłownie, po jego trupie. Powinien więc poszukać sobie na razie jakiejś pracy, bo Jean nie zamierzał wykorkować w najbliższym czasie. Tak czy owak, nie potrzeba kończyć studiów, by wiedzieć, jak prowadzić plantację.
Ouma Hettie postawiła poważne ultimatum tylko dwa razy w życiu. Pierwszy raz właśnie tamtego dnia. Oznajmiła mężowi, że jeśli nie zapłaci czesnego za studia syna, ona zabiera dzieci i wyprowadza się od niego.
Jean krzyczał, przeklinał i rzucał groźbami, ale ona obstawała przy swoim, spokojna i niewzruszona.
Hettie wysłała Guillaume’a, by zapisał się na studia, a potem przyniosła rachunek Jeanowi. Siedziała w jego gabinecie i czekała, aż wypisze czek. Pisał niechętnie, targany wątpliwościami, ale ostatecznie to zrobił. Doskonale wiedział, że gdyby żona odeszła od niego, wszystko by się rozsypało. Dawał jej jedynie pieniądze na najpotrzebniejsze rzeczy, zmuszając tym samym Hettie do kombinowania i odejmowania sobie od ust, żeby mogła dać Guillaume’owi jakieś kieszonkowe.
Jean zmusił syna do płacenia za swoje decyzje również na inne sposoby. Coraz rzadziej z nim rozmawiał i odmówił przyjścia na jego ceremonię wręczenia dyplomów. (Kiedy jedenaście lat później Guillaume żenił się z Heleną Cronjé, matką Francoisa du Toit, Jean próbował zbojkotować i to wydarzenie. I to właśnie był ten drugi raz, kiedy ouma Hettie postawiła mu ultimatum).
Ostateczną zemstą oupy Jeana było to, że wypełnił swoją obietnicę: nie wypuścił plantacji ze swoich szponów przez kolejnych dwadzieścia lat.