22

Desiree Coetzee powiedziała, że Ernst Richter przychodził i wychodził, kiedy mu się podobało.

– Chciał znać dokładny stan wszystkiego. Pilnował liczb, ale często powtarzał, że nie chce, by pochłonęła go biurowa harówka. Wyjaśnił, że właśnie w ten sposób utracił perspektywę. Nie planował więc zbyt wielu rzeczy w swym kalendarzu. Czasami przychodził rano, siadał w dziale obsługi klienta i sam odbierał telefony oraz zamówienia klientów na alibi. Zdarzało się, że mówił dzwoniącemu „Tu dyrektor zarządzający” i sam realizował całe zamówienie. W niektóre dni przysłuchiwał się tylko, jak inni rozmawiali z klientami, i udzielał im porad. Czasami przychodził późno, około dziesiątej lub coś w tym stylu, i ogłaszał, że wpadł na jakiś nowy pomysł, po czym szedł porozmawiać o nim z odpowiednim działem. Jednak jego największym konikiem było projektowanie graficzne; najwięcej czasu spędzał właśnie z naszymi grafikami. Dużo uwagi poświęcał ludziom zajmującym się pozyskiwaniem nowych materiałów. Często przychodził do nich i mówił, że obmyślił jakiś nowy trik.

– Czym dokładnie zajmowali się ci ludzie? – spytał Cupido.

– Cztery osoby z działu graficznego cały czas wyszukują prawdziwe dokumenty. Powiedzmy, że alibi klienta zakłada, że zatrzymał się on w hotelu Hilton w Sandton. Potrzebuje paragonu, który wygląda jak autentyczny. W takim przypadku ktoś z ekipy od pozyskiwania autentycznych dokumentów dzwoni do Sandton Hilton i prosi o połączenie z pokojem takim-a-takim, i czeka na linii. Następnie mówi osobie, która odbierze telefon, że zapłacą jej sto randów, jeśli zrobi zdjęcie swojego paragonu i prześle im to zdjęcie mejlem. Sporo czasu poświęcają też na wyszukiwanie w internecie takich rzeczy jak logo, odpowiednie czcionki i tego typu rzeczy. Ernst był dumny z efektów ich pracy i jakości tworzonych alibi. Często siedział godzinami z ekipą grafików nad wzorcowym dokumentem, by się upewnić, że będzie on doskonały. Był w tym bardzo dobry. Wszyscy graficy mówili, że jest mistrzem Photoshopa.

– Kto jest jego sekretarką?

– Nie miał już żadnej. Sekretarkę miał tylko przez jakieś trzy miesiące na samym początku. Zwolnił ją jednak, kiedy po raz pierwszy musiał zmniejszyć liczbę pracowników. Wyjaśnił, że i tak sam odbiera swoje mejle i telefony.

– Kto więc najlepiej wiedział, co się dzieje w jego życiu?

Zastanowiła się przez chwilę.

– Wychodzi na to, że ja – odpowiedziała.

Cupido skinął. Czuła się już teraz swobodnie. Pora zadać trudne pytania.

– Dziękuję, pani Coetzee, mamy już lepsze rozeznanie sytuacji. Ale teraz będziemy musieli zadać kilka trudniejszych pytań.

– Rozumiem. Niech pan pyta.

– Czy w firmie są jacyś ludzie, którzy byli wściekli na Ernsta Richtera?

– To znaczy… życzyli mu śmierci?

– Musimy zbadać wszystkie możliwości, proszę pani.

– Nie. Nigdy.

– Wygląda na to, że jest pani tego pewna.

– Bo jestem.

– Dlaczego?

– Ponieważ oni go lubili. To on tworzył Alibi. Bez niego… Nie mam pojęcia, co się teraz z nami stanie.

– Był jedynym właścicielem firmy?

– Nie, posiadał pięćdziesiąt jeden procent udziałów, ale to on był jej siłą napędową. I mózgiem całego tego przedsięwzięcia.

– Do kogo należy pozostałe czterdzieści dziewięć procent?

– Nie mogę tego wyjawić. Obowiązuje nas klauzula poufności.

– Z całym szacunkiem, pani Coetzee. To jest dochodzenie w sprawie zabójstwa. Będzie pani musiała odpowiedzieć na to pytanie.

– Muszę najpierw porozmawiać z naszymi prawnikami.

– Może pani teraz do nich zadzwonić?

Zawahała się krótko, po czym sięgnęła po telefon. Benny Griessel zastanawiał się, dlaczego w tych okolicznościach jest taka spokojna i opanowana.

Sierżant Reginald „Świstak” Davids był genialnym informatykiem Sokołów. Był chudy i drobnej budowy, z twarzą chłopca i wielkim afro.

– Cappie, zajmujesz moją przestrzeń – powiedział, grzebiąc w pudle z kablami.

Kapitan Frankie Fillander, który pochylał się nerwowo nad blatem roboczym Davidsa, cofnął się nieco.

– Gdzie te czasy, Świstak…

– Cappie?

– Kiedy nie dało się ciebie zrozumieć. Mówię ci, pewnego dnia spiszą cię za niesubordynację.

Davids jeszcze trzy miesiące temu miał poważną wadę wymowy. Ale dzięki operacji szczęki przeprowadzonej w szpitalu w Tygerberg mówił już teraz normalnie i nie jąkał się jak kiedyś. Jego przezwisko jednak przetrwało.

– Nie zrobią tego. Za bardzo mnie potrzebujecie.

– Windgatgeit – obruszył się Frank Fillander. – Sam cię zamknę za to, że jesteś taki zarozumiały.

Davids jedynie się roześmiał. Zamierzał podjąć próbę wskrzeszenia iPhone’a 5, którego technicy znaleźli w piasku niedaleko zwłok Ernsta Richtera.

– iPhone 5 nie jest tak wodoszczelny jak iPhone 6 ani jak Samsung S4 czy 5, ale piasek świetnie wchłania wilgoć, Cappie. Wiedziałeś, że jak telefon wpadnie ci do wody, powinieneś wsadzić go potem do ryżu?

– Do ryżu?

– Zgadza się. Zakop go w ryżu, bo ryż pochłania wodę. Piasek też tak działa. A ten telefon nie wygląda mi na mokry. – Davids wybrał kabel do ładowania telefonu i wsadził jedną końcówkę do portu USB w swoim laptopie, a drugą do telefonu.

– Rozumiem. Udało się?

– Cierpliwości, Cappie.

Fillander nie mógł się powstrzymać. Nachylił się ponownie do przodu, żeby spojrzeć na wyświetlacz telefonu.

Rozjaśnił się nagle i pojawił się na nim symbol Apple.

– Działa – powiedział Frank Fillander.

– Za wcześnie, żeby to stwierdzić. Najpierw musi się uruchomić.

Obserwowali telefon w milczeniu. Symbol zniknął i zastąpił go ekran logowania.

– Alleluja – ucieszył się Fillander.

– Dzięki, Świstak – rzucił Davids uszczypliwie.

– Dziękuję – odpowiedział Fillander. – Ale ty tylko podłączyłeś kabel.

– To nie było „tylko” podłączenie kabla. Musisz wiedzieć, który kabel.

Wskazał na blokadę ekranu i powiedział:

– Dalej mamy problem. Wciąż jest zablokowany.

– Potrafisz go odblokować?

– To iPhone 5s i jego właściciel używał swojego odcisku palca do odblokowania telefonu.

– Swojego odcisku palca?

– Apple touch ID, czyli odczyt odcisku palca. Super sprawa.

– Potrzebujemy jego palca?

– Cappie, prawdziwy geniusz z ciebie.

– W Salt River mamy dziesięć jego palców.

– Chyba nie każesz mi jechać do prosektorium, Cappie. To mnie kompletnie przeraża.

– Windgat, maar bang-gat, co? Jesteś taki pewny siebie, ale to wszystko tylko pozory. Dawaj ten iPhone i mów, co muszę zrobić.

Desiree Coetzee odłożyła telefon.

– Pozostali dwaj udziałowcy to Marlin Investments i Cape Capital, mają po dwadzieścia cztery i pół procenta udziałów – wyjaśniła.

– Kim oni są? – spytał Cupido.

– To spółki finansowane kapitałem podwyższonego ryzyka. Wyłożyli około połowę kapitału początkowego Alibi.

– A co z drugą połową?

– Wyłożył ją Ernst.

– Jaka to była kwota?

– Całkowity kapitał początkowy? Nie jestem pewna, ale coś około trzech milionów.

Zapikał telefon Cupida.

– Przepraszam – powiedział i wyjął komórkę z kieszeni. Dostał esemes od Vusiego Ndabeniego. Pytał, gdzie jest komputer Ernsta Richtera.

– Pani Coetzee, jakiego komputera używał Richter?

– Swojego laptopa, MacBooka Pro.

– Policjanci z posterunku Stellenbosch go zabrali?

– Tak.

– Kiedy?

– Kiedy zgłoszono zaginięcie Ernsta: jakieś trzy tygodnie temu. Dzwonili później z pytaniem, czy znamy hasło do tego laptopa. Nie byliśmy w stanie im pomóc.

– W porządku. – Cupido napisał esemes z odpowiedzią dla Ndabeniego.

Benny Griessel zadał w tym czasie swoje pierwsze pytanie:

– Twierdzi pani, że cały personel lubił Ernsta Richtera?

– Tak. Był dla nich bardzo miły.

– A dla pani?

– Również.

Griessel uznał, że w jej odpowiedzi nie wyczuwało się jakiegoś wielkiego entuzjazmu. Kontynuował życzliwym tonem:

– Dzisiaj rano pewnie wszystkim jest trudno.

– Zgadza się. Ludzie są zdruzgotani. Ale jak to mówią, przedstawienie musi trwać.

– Całkiem nieźle znosi pani szok.

– Nie mam wyboru. Tylko ja mogę… – Przerwała, a jej cudownie gładkie czoło zmarszczyło się z niezadowolenia. – Co pan usiłuje powiedzieć?

Cupido znad swojego telefonu spojrzał ze świeżym zaciekawieniem na Griessela, który wzruszył jedynie ramionami. Wiedział, że powiedział już wystarczająco wiele.

Coetzee, najwyraźniej urażona, skrzyżowała ramiona na piersi.

– Jeśli insynuuje pan, że ja nie… – Pokręciła głową, pochyliła się nad swoim biurkiem i skupiła wściekłe spojrzenie na Griesselu. – Zaginął trzy tygodnie temu. Po prostu zniknął. Jego samochód odnaleziono w Plankenbrugu. Tutaj, niedaleko. To jest Stellenbosch. Zna pan statystyki przestępczości tego miasta? Rozboje na uniwersytecie, zamaskowani bandyci napadający na plantacje, zabójstwo profesora uniwersyteckiego na Strandzie. Co pan by pomyślał? Jak długo zajęłoby panu wyciągnięcie pewnych wniosków? Przeżyłam swoją żałobę tydzień po jego zaginięciu, w zaciszu własnego domu. Wtedy dotarło do mnie, że coś się stało. Ale nie mogłam sobie pozwolić na publiczne okazywanie smutku, ponieważ musiałam wrócić do pracy i pokierować sześćdziesięcioma siedmioma osobami, które znalazły się w niezwykle trudnej sytuacji. Więc proszę mi wybaczyć, że nie załamałam się dzisiaj rano i nie spełniłam pana wysokich standardów emocjonalnych.