31

W 1977 roku Dietrich Venske wraz z Guillaume’em du Toit pracowali w spółdzielni KWV w Paarl – Venske w dziale księgowości, a Guillaume jako inspektor do spraw kwot. Byli młodymi kawalerami i obaj marzyli o tym, że „kiedyś będą wytwarzać wino”. Dopóki ten dzień nie nadejdzie, muszą pracować dla KWV. Guillaume kontrolował kwoty na wina i winogrona na plantacjach, a Dietrich wypłacał za nie pieniądze hodowcom winorośli.

Trzydzieści lat później młody Francois du Toit poprosił Venskego, by opowiedział mu o tym, jaki był jego ojciec w tamtych czasach. Venske pamiętał powoli rozwijającą się w KWV przyjaźń między nimi i to, jak postrzegał Guillaume’a, mężczyznę, który w jego pamięci jawił się jako „samotnik”, spokojny, powściągliwy i niesamowicie skryty.

Swoje obowiązki jako inspektora do spraw kwot wykonywał z rezygnacją i wyważonym stoicyzmem. Znosił spokojnie niechęć, którą jego rola wywoływała u wielu plantatorów, i po prostu wpatrywał się w dal, ilekroć ktoś pytał go, czy jest synem Jeana du Toit z Klein Zegen.

Wyglądało to tak, jakby nie chciał, by go rozpoznano, wspominał Venske. Jeszcze nie. Można było odnieść wrażenie, że praca ta jest dla niego wygnaniem z wyboru, przesłaniem, deklaracją skierowaną do jego ojca, Jeana: „Będę wykonywał pracę, dla której spośród wszystkich masz najmniejszy szacunek, i w ten sposób pokażę światu, jak niewielkim szacunkiem darzę ciebie”.

A może chciał w ten sposób powiedzieć: „Zniosę wszystko, czekając na to, co mam odziedziczyć. I będę robił to tak długo, jak będzie to konieczne”.

– Coś w tym stylu – potwierdził Dietrich Venske. – Może chciał w ten sposób zdemaskować Jeana jako zgorzkniałego i zazdrosnego mężczyznę, jakim tak naprawdę był. Być może Guillaume nie chciał produkować wina w żaden inny sposób niż jego własny, zgodny z jego jasną wizją. Gdyby tego naprawdę chciał, mógłby pracować w jednostce produkcyjnej KWV. Zrobił odpowiedni dyplom i oni wzięliby go do siebie, gdyby tylko był skłonny nieco zaczekać. Jednak kiedy to zasugerowałem, nawet mi nie odpowiedział. Kompromis nie wchodził w grę.

A mimo to – ciągnął Venske – Guillaume nie był nieszczęśliwy. Należał do świata winiarskiego, mógł napawać się nim oczami i uszami, pozyskiwał tam cenne nauki i potajemnie dopracowywał własne plany, przygotowując się na dzień, kiedy w końcu będzie mógł produkować własne wino. A spółdzielnia KWV była przyjemnym miejscem pracy – panowała tam braterska, uczciwa i tolerancyjna atmosfera, a jeszcze ta posada zapewniała niewątpliwe uznanie u szerszego ogółu.

Na początku Guillaume wynajmował pokój w Paarl. Potem kupił mały domek przy Nantes Street. Ale zawsze był tym inspektorem, który chętnie podróżował, który przeprowadzał inspekcje w okręgu Robertson, lubił pozostawać w ruchu i chętnie opuszczał miejsce zamieszkania.

Aż do 1979, kiedy to poznał Helenę Cronjé.