Griessel walczył z pokusą rzucenia się na poszukiwania alkoholu.
Jissis, nie był aż tak zdesperowany.
Ale Vusi wkrótce się tu pojawi. Nie ma czasu do stracenia.
Minął kuchnię. Ogromna kuchenka ze stali nierdzewnej wyglądała na nową i nieużywaną. Lodówka z podwójnymi drzwiami. Drogi ekspres do kawy. Drobinki jedzenia na szklanych drzwiczkach kuchenki mikrofalowej dowodziły, że przynajmniej tego sprzętu używano. W tej otwartej przestrzeni nie było jednak widać stołu jadalnego. Po drugiej stronie znajdował się salon. Gigantyczny telewizor z płaskim ekranem, pod nim wąski stolik z dekoderem DSTV, PlayStation 4 i Xbox 360. Dwa fotele. Pod drugą ścianą stała nowoczesna, masywna gablotka z drewna.
Czyżby był w niej barek?
Oderwał od niej wzrok i poszedł na tyły domu. Na tym samym poziomie znajdowały się jeszcze dwie sypialnie i łazienka – oba pokoje były nieumeblowane. Otworzył wbudowaną w ścianę szafę. Znalazł tam jedynie odkurzacz.
Zawahał się u dołu schodów. Vusi pewnie za chwilę tu przyjedzie.
Wrócił szybko do gablotki w salonie i otworzył jej drzwiczki. Znalazł tam wino, whisky, brandy oraz wódkę i likiery. Większość butelek nadal miała plomby, jakby Richter przygotował się na przyjęcie, które nigdy się nie odbyło. Stało tam również wiele rodzajów kieliszków. Zobaczył też korkociąg, otwieracz do butelek i pół paczki solonych orzeszków.
Zauważył jacka daniel’sa przysłoniętego kilkoma butelkami wina: Klein Zegen Fire Opal. Schylił się, wyciągnął jacka i postawił butelkę na gablotce.
Łyknij sobie z flaszki, pomyślał. Nie brudź szklanki.
Chwycił szyjkę butelki, zagiął kciuk i palec wskazujący wokół zakrętki tak, by zerwać plombę, a potem zobaczył siebie – po raz pierwszy tego dnia dostrzegł swoją desperację i słabość, swoje pragnienie i swoją chorobę. Przypomniał sobie, jak wyglądały jego najmroczniejsze lata; przypomniał sobie kompletną zależność od trunków, bezsilność i zżerające go pragnienie. W głowie zawirowały mu wymówki z poprzedniego wieczora – chciał ponownie je przywołać, odnowić i wzmocnić – jednak zawiodły go w tamtej chwili. Telefony od doktora Barkhuizena, esemesy od Alexy, rozczarowanie jego dzieci, gdyby się dowiedziały…
Serce zalała mu fala emocji, oczy mu zawilgotniały. Jezu, czy naprawdę znów chciał wkroczyć na tę drogę i ponownie wszystko stracić? Dlaczego taki był? Taki słaby i uzależniony.
Ale nie masz zbyt wiele do stracenia, podpowiadał mu głos w jego głowie.
Tylko łyczek. Później pomyślisz o tym wszystkim.
Musi teraz zadzwonić do doktora. Wyciągnął telefon z kieszeni.
Trzasnęły drzwi samochodu. Przyjechał Vusi.
Pośpiesznie wsadził z powrotem butelkę do szafki i zamknął jej drzwiczki.
Usiedli przy stoliku na zewnątrz Basic Bistro przy Church Street.
Cupido desperacko pragnął przełamać niewygodną ciszę, która panowała między nimi od pięciu minut. Chciał też zrewanżować się za swoją wpadkę.
– Ile lat ma twój synek?
– Jedenaście.
Kelner przyniósł im menu.
– Zjesz coś? – spytał.
Przyglądała mu się przez dłuższą chwilę, jakby chciała określić jego motywy.
– A ty zamierzasz coś zjeść?
– Tak, jeśli chcesz…
– W porządku – odpowiedziała, kręcąc lekko głową. Nie wiedział, jak ma odczytać ten gest.
Zaczęli przeglądać menu.
Odłożyła swoje na stół i powiedziała:
– Miałam osiemnaście lat, kiedy zaszłam w ciążę. Stało się to tutaj, na moim pierwszym roku studiów. To była skomplikowana sytuacja. Ojciec mojego syna jest biały, to był w pewnym sensie jednorazowy numerek. Oboje byliśmy jeszcze dzieciakami i byliśmy przerażeni. – Mówiła o tym bez skrępowania, a jej ton sugerował, że jest jej wszystko jedno, co on zrobi z tą informacją. – Rodzice obojga z nas byli na nas wściekli. Jego, bo uprawiał seks z Koloredką, a moi, bo tak wiele poświęcili, by posłać mnie na studia. Mieli mi za złe zmarnowane możliwości.
– Skąd jesteś?
– Z Robertson. Jestem dziewczyną z małego miasta. A ty?
– Mitchells Plain.
Skinęła głową, jakby to miało jej coś wyjaśnić, a Cupida aż korciło, by spytać, co też to mogło być.
Kelner zebrał ich zamówienie. Cupido oznajmił:
– Może będę musiał wykonać kilka telefonów.
– W porządku, przecież to nie jest randka. – Nie radził sobie najlepiej z ukrywaniem swoich uczuć. Dostrzegła zakłopotanie wypisane na jego twarzy i dodała: – Wiem, że jesteś teraz w pracy.
Chciał ją spytać, jakim cudem taka dziewczyna jak ona trafiła do Alibi; czy ma chłopaka. Wiedział jednak, że to go zdradzi.
– Słyszałaś, że ktoś chce opublikować w internecie bazę klientów waszej firmy?
– Tak. Jeśli do tego dojdzie, będziemy skończeni.
– Ale dzisiaj rano powiedziałaś, że i tak już po was z powodu debetu na koncie.
Chwyciła widelec i zakręciła nim w palcach.
– Powiedzieć ci coś dziwnego? Kiedy Ernst zaginął, było o nas głośno w mediach i w tym czasie liczba klientów rejestrujących się w naszym serwisie wzrosła o trzydzieści dwa procent. Nie ma czegoś takiego jak zła prasa. Die een se dood is die ander se brood. Jak w tym powiedzeniu: jedne drzwi się zamykają, inne otwierają. Wiem, że to smutne, ale tak właśnie funkcjonuje cały świat. Dzisiaj też. Codziennie przed wyjściem z pracy sprawdzam statystyki. Dzisiaj rano znacząco skoczyły do góry: zarejestrowali się nowi klienci. Ale ta afera z bazą klientów z pewnością odstraszy od nas ludzi. Nawet jeśli to tylko blef.
– Myślisz, że to jest jakiś szwindel?
Wzruszyła ramionami.
– Kto miałby tego chcieć? Kto jest w stanie to zrobić? Macie jakichś podejrzanych?
– Zbyt wielu. Wszyscy ci pozwalniani informatycy…
– A co z Rickiem Groblerem?
Zamyśliła się nad tym ze spuszczonymi oczami i zaciśniętymi ustami.
– Nie sądzę.
– Dlaczego?
– Dlaczego miałby to robić? Co miałby w ten sposób zyskać?
– Ten ou jest nieźle wkurzony.
– Owszem, wściekał się o pieniądze, ale dane klientów… to jego konik. To stara szkoła. Bezpieczeństwo danych jest dla niego rzeczą świętą. Jest ogromnie dumny ze swojej pracy. I szczerze mówiąc, chyba mnie lubi. Zadurzył się we mnie jak uczniak.
Wie o tym, że jest piękna, pomyślał Cupido. A to wcale nie jest złe. On sam uważał, że należy zdrowo podchodzić do wyobrażenia o sobie.
– A więc już wiesz o pieniądzach, które Richter pożyczył od niego?
– Rick poinformował mnie o tym, kiedy Ernst spóźnił się z pierwszą płatnością. Przekazał to też Vernonowi Visserowi.
– Vernon Visser?
– Nasz dyrektor finansowy.
– Oh, ja.
– Poszliśmy porozmawiać z Ernstem. Byliśmy bardzo zmartwieni. Ale Ernst uspokajał nas, że wszystko jest w porządku i tylko musimy jeszcze przetrwać kontrolę ksiąg rachunkowych, której mieli dokonać nasi partnerzy inwestycyjni.
– A co z mejlem, w którym Grobler grozi Richterowi, że go udusi?
– Nie widziałam tego. Czy to dlatego Rick jest teraz podejrzanym? Z powodu tego mejla?
– Tak.
Znowu zacisnęła usta w zamyśleniu.
– Nie sądzę… Nie, to nie był on. Rick… On jest łagodny jak owieczka.
– Owieczka nie napisałaby takiego mejla. Jest przepełniony złością i agresją.
– Naprawdę? – zdziwiła się szczerze.
Skinął głową.
Zastanowiła się chwilę, po czym spytała:
– Ale nie jesteście pewni, że to on?
– Dlaczego tak mówisz?
– Bo jesteś tutaj i nie pytasz wyłącznie o Ricka.
Sprytna kobieta, pomyślał.
– Ile osób ma dostęp do bazy danych? I mogłoby umieścić ją w internecie?
– Dane są zabezpieczone przed hakerami z zewnątrz. Ale wewnątrz firewalla… Dostęp do nich mają wszyscy informatycy. Muszą mieć dostęp do tego, nad czym pracują.
– Uważasz, że to ktoś, kogo zwolniono?
Kolejne wzruszenie ramionami oznaczające „nie mój problem”.
– Nie obchodzi cię to?
– Obchodzą mnie wszyscy, którzy tam pracują. Ale nasz okręt tonął już od jakiegoś czasu, a kiedy Ernst zaginął… Bez niego nie ma dla nas przyszłości. Nasi inwestorzy i tak już są zakłopotani naszą sytuacją i jeśli prawda o naszych finansach wyjdzie na jaw, jeśli bank cofnie nam debet… To tylko kwestia czasu.
– Co zamierzasz zrobić?
– Rozsyłam swoje CV już od kilku tygodni.
Siedzieli przez chwilę w milczeniu.
– Moi koledzy uważają, że nie powiedziałaś nam wszystkiego – zagaił Cupido, wiedząc, że prędzej czy później będzie musiał poruszyć ten niewygodny temat.
– Tak twierdzi ten, który wygląda jak rosyjski polityk i tak też się zachowuje?
Cupido się uśmiechnął. Jeszcze nigdy nikt tak nie określił Griessela.
– Ten sam. Ale on nie zawsze taki jest; miał za sobą ciężki tydzień.
Wyprostowała się.
– Odpowiedziałam na wszystkie twoje pytania.
– O co powinienem jeszcze spytać?
Desiree Coetzee odłożyła widelec i przez dłuższą chwilę wpatrywała się w Cupida tymi swoimi ciemnymi oczami. Kiedy już miała się odezwać, przyniesiono ich burgery.
19:32, wiadomość na Twitterze:
KoniecZAlibi @ KoniecZAlibi
Klient Alibi: ID użytkownika: DoubleB. Opłacone przez Basila Simphiwe Bhangę. FNB: 62366255282. 9 alibi. #ErnstRichter #KtoZabiłErnsta #BrakAlibi
Konto miało już ponad cztery tysiące followersów. Ale jedynie czterech z nich – sami dziennikarze – byli na tyle poinformowani, by zastanawiać się, czy ten Basil Simphiwe Bhanga to Basil Simphiwe Bhanga, członek parlamentu z ramienia Afrykańskiego Kongresu Narodowego.
Tuż przed dwudziestą tego wieczoru Fillander wybrał w telefonie numer Sary Woodruff, starszej kobiety, z którą Richter trzykrotnie spotkał się na njaps w porze lunchu.
Telefon dzwonił długo, zanim ktoś w końcu odebrał.
– Halo? – odezwał się ktoś młodym głosem.
– Kto mówi? – spytał Fillander.
– Tu Soretha – odpowiedział tamten ktoś niepewnie. Fillander pomyślał, że to mogło być dziecko. W tle słyszał włączony telewizor.
– To twój telefon, Soretha?
– Nie, to telefon mamy. Ona jest w toal… jest w łazience.
– Mogę z nią porozmawiać?
– Chwileczkę. – Słyszał, jak woła: – Mamo! Telefon.
Fillander usłyszał mężczyznę, który zniecierpliwionym tonem spytał:
– Kto chce z nią rozmawiać?
– Nie wiem, pappa.
Miał mocne podejrzenia, co tam się dzieje. Sarah Woodruff była mężatką. Chciał wymyślić jakąś wymówkę, małe kłamstewko, żeby ją ochronić, ale był już zmęczony całym tym dniem, więc powiedział jedynie:
– Nieważne. Chyba dodzwoniłem się pod zły numer.
Po tych słowach się rozłączył.
Spróbuje jeszcze raz jutro rano.
Zadzwonił do Cupida, by spytać, w czym jeszcze może pomóc.