47

Jego brat, Paul, pierworodny syn, który miał odziedziczyć winnicę du Toitów, zawsze był szalonym i nieprzewidywalnym dzieckiem.

Śliczny chłopiec z tymi jasnymi blond włosami, ładną buzią i gibkim ciałem dającym obietnicę sukcesów sportowych, które potem przeszły najśmielsze oczekiwania.

Jego sprawność sportowa była zdumiewająca, a naturalny talent ewidentny. Tak bardzo wybijał się ponad swoich rówieśników, że do Guillaume’a dzwoniono nawet z Pretorii w sprawie przyszłości syna jako zawodnika rugby. Padały deklaracje wysokich stypendiów sportowych, jeszcze kiedy chłopiec był w szkole podstawowej.

Połączenie jego urody i możliwości oczarowywało wszystkich, od kolegów ze szkoły po nauczycieli, i przez to odrzucali oni inne znaki, przejawy mniej pozytywnych cech, jako dziwactwa geniusza czy rozkwitającej przyszłej gwiazdy. Ludzie wręcz czuli się niemal uprzywilejowani tym, że na ich oczach rodzi się sukces. Pewnego dnia będą mogli się pochwalić, że znali go w podstawówce.

Młody Paul du Toit nie zwracał kompletnie uwagi na instrukcje udzielane mu na boisku do rugby; nie żywił żadnych uczuć wobec drużyny, nie przejmował się swoją pozycją. Każdy mecz traktował jako pokaz osobistego geniuszu; jego gra była zawsze egoistyczna i narcystyczna. O ile pomagało mu to wygrywać, trener nie krytykował takiego zachowania.

W szkole okazywał nieposłuszeństwo, buntował się przeciwko nauczycielom. Kiedy miał trzynaście lat i był w siódmej klasie, jego nowy nauczyciel – doświadczony pedagog, który nie wielbił Wielkiego Boga Rugby – sprzeciwił się specjalnemu traktowaniu chłopca i wezwał Helenę na rozmowę. Helena poszła na spotkanie z nim z otwartym umysłem. Jednak po powrocie do domu postanowiła nie rozmawiać na ten temat ani z synem, ani z mężem.

Po części wynikało to z tego, że Guillaume był całkowicie pochłonięty odbudową Klein Zegen, jak zresztą i ona sama.

Była też świadoma tego, że Paul i od niej przejął buntownicze geny: inaczej niż jej konserwatywny ojciec uważała, że indywidualność Paula należy ochraniać. Później mogą się zająć jej ukształtowaniem i ukierunkowaniem. Jej podejrzliwość wobec wszelkich oficjalnych systemów i uniwersalnego podejścia do uczniów stosowanego we wszystkich szkołach podstawowych sprawiła, że opierała się temu, by uwagi nauczyciela potraktować poważnie. Dzieciom należy pozwolić być dziećmi – nieco dzikimi, nieco swobodnymi. Przecież czeka ich wiele lat dorosłości wraz z jej ograniczeniami.

Helena rozmyślała już wcześniej nad złożonością sytuacji, w którą zaplątało się jej cudowne dziecko. Gloryfikacja jego talentu do rugby w tym kraju, a zwłaszcza w tym mieście, w tak młodym wieku z pewnością będzie miała na niego ogromny wpływ. Oni – szkoła i cały jej personel – nie powinni oczekiwać, że wynikną dla nich z tego same korzyści.

Robiła, co w jej mocy, by Paul stąpał mocno po ziemi, zachęcała go do udziału w różnych zajęciach i interesowaniu się rzeczami, które leżały poza jego talentami. Bez powodzenia.

Być może kompletna normalność młodszego brata, Francoisa, również miała wpływ na to, jak rodzice reagowali na Paula. Francois ustanawiał przeciwwagę dla burzliwej natury Paula. To on interesował się hodowlą winorośli, winnicą i samym winem, był lepszym uczniem, sporo czytał i ledwo się załapał do drugiej drużyny w rugby i w krykiecie. Zachowywał skromność w obliczu cudownych sukcesów brata i wystarczało mu grzanie się w blasku jego sławy.