Transkrypcja rozmowy: adwokat Susan Peires i Francois du Toit
Środa, 24 grudnia, 1604 Huguenot Chambers,
40 Queen Victoria Street, Kapsztad
FdT: Ponieważ byłem rok młodszy od Paula, miałem wrażenie, że przyglądam mu się z pewnej odległości.
Kiedy poszedłem do szkoły średniej, nikt nie wierzył, że jestem jego bratem. On był o wiele bardziej… Nigdy nie zazdrościłem mu talentu do rugby. Podziwiałem go za to. Zazdrościłem mu jednak trochę jego… Świetnie dogadywał się z ludźmi, nawet po tym, jak wszystko zaczęło się psuć. Oni… Nie byli w stanie nie lubić Paula i wszyscy chcieli, by on lubił ich. Był niezwykle przystojny, niczym postać z obrazu Michała Anioła. Żywe srebro, ciągle w ruchu, ani chwili nie usiedział w miejscu; zawsze przejmował inicjatywę, zawsze coś rozpracowywał. Był też niezwykle czarujący. Jeśli zauważał, że ktoś go nie lubił, postanawiał to… Później odkryłem, że był genialnym manipulatorem, ale w tamtych czasach, kiedy byłem w ósmej, a potem w dziewiątej klasie, miałem go za geniusza. Fajnie było być jego bratem. Kiedy poszedłem do gimnazjum Paula Roosa, wszyscy uczniowie ostatniej klasy przyszli zobaczyć mnie, tego gorszego chłopaka du Toitów. Przejawiali swego rodzaju zafascynowanie i chyba też ulgę, że w jednej rodzinie nie pojawił się drugi taki okaz jak Paul. To było sensowne i zrozumiałe; to pasowało do ich pojęcia równowagi świata.
Jedyną kwestią co do Paula… Jedyną rzeczą, z powodu której czułem się winny, choć wiedziałem, że to bez sensu, było to, kiedy on mówił ludziom, że pewnego dnia zostanie hodowcą winorośli i że odziedziczy Klein Zegen. Powtarzał to często, wszystkim, którzy tylko mieli ochotę go słuchać. Ciążyło mi to w piersiach, ten niepokój, uczucie, że to nie jest właściwa kolej rzeczy, bo przecież jego to wcale nie interesowało. Nie kochał plantacji, winnic ani wina tak jak ja. Dlaczego to on miałby dostać to wszystko? Dlaczego nie miałaby mu przypaść jedynie sprawność sportowa i osobowość? Dlaczego miałby dostać również i winnicę?
Jednak w jakiś sposób udało mi się z tym pogodzić.
Cała ta sprawa z nauczycielką… Tak właściwie to niewiele o tym wiedziałem. Jak pewnie może pani sobie to wyobrazić, szkoła i moi rodzice starali się to wyciszyć. Po raz pierwszy doznałem prawdziwego szoku i dotarło do mnie, że naprawdę ma nierówno pod sufitem, podczas ferii bożonarodzeniowych tego samego roku. Skończył dziesiątą klasę i rozegrał swój pierwszy mecz dla pierwszej drużyny. Proszę pamiętać, że on miał jedynie 16 lat, pisano o tym w gazecie „Eikestad News”.
A wracając do tamtych ferii… Nowa piwniczka na wino mojego ojca była już prawie ukończona. Uwielbiałem to miejsce. Przesiadywałem tam w mrocznym chłodzie, podziwiałem wszystko dokoła, chłonąłem wszelkie aromaty i rozmyślałem o winach, które wyprodukujemy. Tak czy inaczej, pewnego grudniowego popołudnia wyszedłem z piwnicy. Za nią leżały zwały piasku, kamieni oraz cegieł, których jeszcze stamtąd nie usunięto, i właśnie w tamtym miejscu usłyszałem, że ktoś cicho płacze. Kiedy poszedłem sprawdzić, kto to jest, znalazłem tam Paula z dwójką dzieci robotników. Abie miał około 9 lat, a jego siostra Miranda około 14. Paul był zajęty… Nie musimy wchodzić tu w szczegóły. Paul zmuszał ich do tego, żeby oni… ze sobą nawzajem. Chude dzieciaki stały tam nago. To Miranda płakała i błagała, by ich puścił. Poczułem się… Mały Abie miał zakrwawiony nos. Paul musiał pewnie go uderzyć albo coś w tym stylu. Przeżyłem ogromny szok i to Paul najbardziej mnie przestraszył. Zanim mnie zauważyli… Przeraził mnie wyraz malujący się na jego twarzy. Nawet nie potrafię tego opisać. Zrozumiałem wtedy, że on jest… chory. Wtedy po raz pierwszy dotarło do mnie, że z nim naprawdę jest coś nie tak.
Przypomniałem sobie potem, że kiedy mnie zauważył, nie był nawet zaskoczony. Zaczął kłamać jak z nut, że znalazł ich tam w takim stanie, że są hotnots, którzy robią świńskie rzeczy, ale Miranda wykrztusiła, szlochając, że to wcale tak nie było, i zaczęła błagać, bym im pomógł.
Paul wtedy zaklął, kazał im zbierać swoje łachy i spieprzać. Potem zaczął mi grozić. Powiedział, że jeśli choć pisnę o tym słówko, powie matce i ojcu, że to ja robiłem te… okropne rzeczy. Nie wiedziałem, co… Nigdy wcześniej nie widziałem go w takim stanie. Przypominał mi przypartego do muru psa – obnażone szczęki, groził mi i warczał na mnie. Nie odezwałem się ani słowem. Byłem kompletnie osłupiały i zawiedziony. Paul był moim największym bohaterem, a w jednej chwili… Zaśmiał się i spytał, czy widziałem wyraz twarzy Mirandy. Potem na powrót stał się tym czarującym Paulem.
Przez dwa dni strasznie mi to ciążyło. Potem Pa posłał mnie po jednego z pracowników. Nad strumieniem spotkałem Mirandę. Siedziała tam i płakała, wpatrując się w wodę. Na mój widok uciekła. Musiała pewnie pomyśleć, że jestem taki sam. To było… To pewnie zdradza coś na temat mojej psychiki, ale nie chciałem, by myślała, że ja też taki jestem. Poszedłem więc porozmawiać z moją matką. Nie wiem, dlaczego nie zdecydowałem się na rozmowę z ojcem. Jednak dzisiaj wiem, że dobrze zrobiłem, wybierając ją.