O 8:08 @KoniecZAlibi napisał tweet: Zostały 4 godziny. Klient Alibi: ID użytkownika: JohnDwa. Opłacone przez: Johannes Frederickus Nel. Autor? ABSA: 4155791155. 19 alibi. #KtoZabiłErnsta
W ciągu trzech minut pierwszy dziennikarz zadzwonił do głównej siedziby Ad Altare Dei, wydawcy książek religijnych z Kapsztadu, by spytać, czy Johann Nel, autor książki Dzień po dniu oraz czternastu innych bestsellerów, chciałby wygłosić jakiś komentarz.
Menadżer oddziału regionalnego Premier Banku i jego prawnik byli podobni do siebie jak dwie krople wody – obaj byli grubymi mężczyznami w średnim wieku, obaj łysieli i nosili okulary. Jedyne, co ich różniło, to to, że menadżer był przestraszony, a jego prawnik oburzony.
Griessel nie miał pojęcia, dlaczego prawnicy podczas rozmów z detektywami tak często się oburzali. Podejrzewał, że był to element strategii obrony i mogło to też pewnie wynikać z ich zwyczaju podskakiwania w sądzie z okrzykiem: „Sprzeciw, Wysoki Sądzie”.
Wraz z Mooiwillemem rozmawiał z nimi w jednej z małych sal konferencyjnych w siedzibie Sokołów. W pomieszczeniu było stanowczo za gorąco. Ktoś zapomniał włączyć klimatyzację w Dyrektoriacie Priorytetowych Dochodzeń Kryminalnych po tym, jak wczoraj Eskom, jak to ma w swoim zwyczaju, wstrzymał znów tymczasowo dostawę energii elektrycznej. Dwóch grubasów pociło się obficie, menadżer wycierał sobie czoło i kark chusteczką.
Pot spływający z prawnika kapał na stół.
– To było na początku maja – odezwał się menadżer banku, a jego głos zabrzmiał zaskakująco piskliwie jak na takiego potężnego mężczyznę. Być może to efekt stresu.
– Tego roku? – spytał Griessel.
– Zgadza się. Ósmego maja.
– Ma pan dobrą pamięć.
– Zapisałem to.
– Jak się z panem skontaktował?
– Zadzwonił na moją komórkę. – Wytarł czoło chusteczką i zamilkł.
– Widział pan jego numer?
– Nie, to było jedno z tych połączeń z nieznanego numeru. Ale kiedy wysłał esemes, zobaczyłem numer.
– Proszę, niech pan nam o tym opowie – zachęcił go Liebenberg.
– Aha. W porządku. Zadzwonił do mnie kilka minut po trzeciej. Kiedy spytał, czy jestem sam, odpowiedziałem, że tak. Spytał mnie potem, czy moja żona wie, że mam skelmpie. Wtedy ja spytałem, kto mówi. Odparł, że to nie ma znaczenia, i ponowił pytanie, czy żona wie, że mam kogoś na boku. Rozłączyłem się. Wtedy wysłał mi esemes, w którym napisał, że jeśli nie chcę, by żona dowiedziała się, gdzie byłem w piątek jedenastego kwietnia, lepiej żebym odebrał telefon, kiedy on znów zadzwoni. I znów zadzwonił. Oznajmił, że rozłączanie nic nie da i że tylko pogorszę swoją sytuację. Spytałem, czego chce. Zażądał kredytu w wysokości miliona. Odmówiłem. Na co on powiedział, że zadzwoni do mojej żony. Odparłem, żeby to w takim razie zrobił, a on po tych słowach się rozłączył.
Menadżer przyłożył chusteczkę do czoła, a potem otarł nią górną wargę.
– To wszystko? – spytał Liebenberg.
– Tak, to był ostatni raz… ale chciałem się dowiedzieć, kto to był. Zastanawiałem się potem tego wieczoru, kto mógł o tym wiedzieć. Byłem przekonany, że nikt, ponieważ… Okoliczności naszego… – Prawnik uniósł dłoń, chcąc przestrzec swojego klienta, by ten ważył słowa. Menadżer skinął głową. – Ja… Byliśmy bardzo dyskretni. Nikt nie mógł znać daty ani godziny, za wyjątkiem ludzi z Alibi. To była jedyna możliwość. Następnego dnia zadzwoniłem do nich, ponieważ chciałem powiedzieć komuś, że jeden z ich ludzi szantażuje klientów. Powiedziałem, że chcę rozmawiać z ich szefem. Nie chcieli mnie z nim połączyć. Wpisałem potem nazwę firmy w wyszukiwarkę internetową, ponieważ chciałem sprawdzić, kto jest ich dyrektorem. Dowiedziałem się, że to ten Ernst Richter. Wygooglowałem go i znalazłem na YouTubie nagranie z serwisu informacyjnego o tym całym Ernście Richterze z okresu, kiedy założył Alibi. Obejrzałem je i rozpoznałem jego głos. Tylko tyle.
– I nie zrobił pan nic więcej?
– Nie. To znaczy tak. Chciałem usunąć swój profil na portalu Alibi, ale okazało się, że to niemal niemożliwe. Mogłem jedynie zrezygnować z ich usług.
– Nigdy się pan z nim nie kontaktował?
– Nie.
– Nie zrobił pan nic więcej?
– Nie.
– Dlaczego pan do nas przyszedł? – spytał Griessel.
Prawnik odpowiedział:
– Chcemy wszystko wyjawić.
– Po co? – dociekał Griessel.
– Ponieważ… – zaczął menadżer tłumaczyć, ale prawnik ponownie go uciszył, unosząc dłoń.
Menadżer nerwowo przetarł kark chusteczką i pokręcił głową.
– Chyba nie zaszkodzi, jeśli im powiem, że wiem, że w dzisiejszych czasach mogą sprawdzić wszystkie numery, pod które dzwonił Ernst Richter ze swojej komórki. – Spojrzał na Griessela. – Nie chcę, żebyście pewnego wieczoru pojawili się w moim domu z tysiącem pytań, kapitanie. Jestem pewien, że pan to zrozumie. Właśnie dlatego tu jestem.
– A więc groził panu, że zadzwoni do pańskiej żony? – Griessel nie uwierzył w tę część opowieści.
– Tak.
– Ale nie chce pan, żebyśmy przyjechali do pańskiego domu?
– Kapitanie… – Menadżer westchnął przeciągle i głęboko. – Gdybym pozwolił, by mnie szantażował, gdybym poświęcił swoją etykę zawodową… co mi pozostanie jako bankierowi? Do czego to doprowadzi? Moje małżeństwo…
Prawnik położył dłoń na ramieniu menadżera.
Menadżer jednak ją strząsnął, po czym dodał:
– Od dwunastu lub trzynastu lat w moim małżeństwie nie dzieje się najlepiej. Jeśli będę musiał, obejdę się bez niego. Moje dzieci nie mieszkają już w domu, jakoś sobie z tym poradzą. Nie chcę nikogo skrzywdzić, ale jeśli nie ma innego wyjścia… Moja praca… Nie mogę funkcjonować bez pracy. To dzięki niej jestem tym, kim jestem.
O 8:47 Vaughn Cupido dostał esemes od Desiree Coetzee:
Mężczyzna nazywa się Werner Habenicht. Jest prezesem firmy ShipSure. www.shipsure.com. Numer telefonu komórkowego 093 448 9091. Dziękuję za wczorajszy wieczór. To było całkiem lekker.
Cupido wielokrotnie przeczytał ostatnie osiem słów. Powtarzał je sobie i analizował.
Nie musiała wcale ich pisać. Ale najwyraźniej chciała to zrobić. Pomyślała: „Zachęcę go trochę. Polubiłam go”. „To było całkiem lekker”. Jakby nieco zaskoczyło ją to, jak lekker to było. To „całkiem” może też znaczyć „to było bardzo lekker, ale nie chcę wyrazić tego tak mocno”.
No jasne, że to było lekker, Desiree Coetzee. Jestem Vaughn Cupido, duma Sokołów.
Wstał, by sprowadzić Świstaka i przekazać Griesselowi informacje na temat Habenichta.
Było już po dziewiątej, kiedy Frank Fillander zadzwonił do Sary Woodruff. Odebrała słowami:
– Louise. Halo?
Pytanie zadane melodyjnym głosem brzmiało figlarnie, jakby chciała powiedzieć: „A któż to może dzwonić?”.
Po chwili niepewności, kiedy usłyszał inne imię, dotarło do niego nareszcie, że Sarah Woodruff to pseudonim.
– Czy mogę rozmawiać z Sarą? – Celowo tak sformułował pytanie, bo jeśli nie była sama, dałoby jej to szansę na powiedzenie, że to pomyłka. – Sarą Woodruff.
Nie wiedział, jak ma zinterpretować długą ciszę, która zapanowała po drugiej stronie słuchawki.
– Kto mówi? – spytała ledwie słyszalnym szeptem.
– Louise, tu kapitan Frank Fillander z policyjnego Dyrektoriatu Priorytetowych Dochodzeń Kryminalnych. Chciałbym porozmawiać z tobą o Ernście Richterze.
Nie odpowiedziała.
– Myślę, że rozumiem okoliczności – kontynuował. – Możemy się gdzieś spotkać? W ciągu kilku godzin?
Potrzebowała chwili, żeby to wszystko przetrawić.
– Czy zagwarantuje mi pan dyskrecję?
Jimmy, wysoki i chudy członek duetu Długi i Gruby, zadzwonił do Ndabeniego tuż przed dziewiątą.
– Rozwiązaliśmy jedną z największych zagadek tego śledztwa, Vusi.
Ndabeni nie potrafił stwierdzić, czy Jimmy przypadkiem znów się z nim nie drażni.
– Świetnie – odpowiedział.
– Tym razem nie robię cię w konia. Zaoszczędzimy wam sporo pracy.
– To miło z twojej strony, Jimmy.
– „To miło z twojej strony, Jimmy”? To wszystko, na co cię stać?
– Mogę postarać się bardziej, o ile się dowiem, jakąż to zagadkę rozwiązaliście.
– To zrozumiałe, Vusi. Oto co odkryliśmy. Możecie odpuścić sobie hodowców warzyw i owoców. Uważamy, że powinniście skupić się na winogronach, ponieważ skończyliśmy analizę ziemi znalezionej w kieszeniach ofiary i znaleźliśmy w niej znaczącą proporcję przegniłych liści winorośli. Nie jesteśmy w stanie określić, o jaki gatunek winorośli chodzi. Będziemy musieli przeprowadzić analizę DNA, a to może potrwać całe tygodnie. Ale w grę wchodzą okolice Stellenbosch, a tam są praktycznie same winnice.
– Świetnie, Jimmy.
– Nareszcie zasłużyliśmy na „świetnie” z twoich ust.
O 9:08 użytkownik @KoniecZAlibi napisał tweet: Za 3 godziny zostaną opublikowane wszystkie daty wszystkich alibi wszystkich klientów. URL podam wkrótce. #ErnstRichter #KtoZabiłErnsta #BrakAlibi
Liczba followersów: 31 714.