Do Susan Peires dotarło, że pochyla się do przodu w swoim fotelu, bo tak ją wciągnęła opowieść Francoisa du Toit.
Była prawie pewna, że zrobił to jego brat, Paul. Ale teraz młody winiarz poinformował ją, że jego ojciec i brat nie żyją od stycznia 2012 roku, czyli od niemal trzech lat.
– Mógłbym prosić o wodę? – spytał.
Zorientowała się, że zatracając się we własnych myślach, przestała go na chwilę słuchać. Była zawiedziona, że przerwał opowieść.
– Och, przepraszam. Oczywiście.
Wcisnęła guzik „Stop” na dyktafonie i wstała, bo od tak długiego siedzenia ścierpły jej już nogi. Otworzyła drzwi i poprosiła asystentkę o karafkę z wodą i dwie szklanki.
Kiedy wróciła, on stał przed oknem i się w nie wpatrywał.
– To spora dawka tragedii jak na jedną rodzinną winnicę – przyznała.
– Dlatego właśnie powiedziałem, że nad Klein Zegen ciąży chyba jakaś klątwa. Czasami zastanawiam się, czy nie powinienem zmienić tej nazwy. – Uśmiechnął się blado.
Chciała się dowiedzieć, jak zginęli jego ojciec i brat, ale wiedziała, że zaraz wejdzie asystentka z wodą. Niech najpierw przyjdzie i opuści gabinet. Podeszła więc do niego i stojąc obok, popatrzyła na park Company’s Gardens widoczny w dole.
– W tym roku przyjechało tu chyba więcej turystów – stwierdził.
– Pewnie nad morzem łatwiej sobie poradzić z przerwami w dostawie elektryczności.
– Być może.
Przyniesiono wodę. Napełnił obie szklanki i usiadł. Ona zrobiła to samo.
Wziął głęboki wdech.
Włączyła ponownie dyktafon i skinęła na znak, by kontynuował.
– Już prawie skończyłem – oznajmił z niejakim zmęczeniem, jakby to była góra, na którą musiał się wspiąć.
Został tylko on, pomyślała. To on musiał wplątać się w coś z Ernstem Richterem. Stłumiła szybko lekkie poczucie rozczarowania i uśmiechnęła się do niego zachęcająco.
– W Nowy Rok dwa tysiące dwunastego roku Paula zwolniono z więzienia. Pa pojechał samochodem, by go odebrać.
Jego głos uległ zmianie; przyjął teraz głębszy ton, wykazywał napięcie wywołane emocjami.
– O ósmej wieczorem tamtego dnia wjechali w tył ciężarówki między Three Sisters i Beaufort West. Samochód stał zaparkowany na poboczu – ładnych kilka metrów od jezdni: był to prosty kawałek drogi. Szeroki. Kierowca ciężarówki ustawił trójkąty ostrzegawcze przed swoją ciężarówką i za nią. Ledwo co zapadł zmrok. Pa jechał bardzo szybko. Drogówka orzekła, że musiał pędzić około dwustu kilometrów na godzinę.
Wersja oficjalna głosi, że Pa zasnął za kierownicą. Niektórzy twierdzili, że doszło między nimi do jakiejś przepychanki. I nie mieli tu na myśli walki na słowa. Ale ja nie sądzę… Kiedy poskładałem wszystkie elementy razem, kiedy myślę o milczeniu Pa, kiedykolwiek pytałem go o moją przyszłość, kiedy biorę pod uwagę okoliczności wypadku i Paula – to, jaką był osobą… Polisa ubezpieczeniowa na życie miała pewnie jakąś klauzulę dotyczącą samobójstwa. Myślę, że Pa celowo wjechał w tył tamtej ciężarówki. Chyba dotarło do niego, że nigdy nie zrealizuje swoich marzeń, i nie chciał, by Paul wyrządził jeszcze jakąkolwiek krzywdę. Nie jemu, nie naszej winnicy ani mnie, ale mamie. Popełnił jednocześnie zabójstwo i samobójstwo, by nas chronić. I pozwolić na wypłatę odszkodowania. Tak właśnie myślę. I to samo podejrzewała Ma.