69

Transkrypcja rozmowy: adwokat Susan Peires i Francois du Toit

Środa, 24 grudnia, 1604 Huguenot Chambers,

40 Queen Victoria Street, Kapsztad

FdT: Słyszała pani kiedykolwiek o Garym Boomie?

SP: Nie.

FdT: A on indeksie Bordeaux?

SP: Nie.

FdT: Gary Boom jest Południowoafrykańczykiem. Urodził się tutaj, w Kapsztadzie, w latach pięćdziesiątych. Za młodu był wielbicielem piwa. A potem pewnego dnia przyjaciel zabrał go na kolację i pozwolił, by spróbował różnych dobrych win, a on z miejsca zakochał się w tym trunku. Ale na picie dobrych win mógł sobie pozwolić, dopiero kiedy przeniósł się do Londynu i zrobił fortunę w City.

W latach dziewięćdziesiątych stawał się coraz bardziej niezadowolony z braku przejrzystości i kiepskiej obsługi przemysłu winiarskiego w Londynie. Podobno zamówił kiedyś całą skrzynkę Château Pétrus, a kiedy ją dostarczono, nie było go w domu. Dostawca zostawił ją przy tylnym wejściu. Château Pétrus! To przecież… To było warte tysiące funtów. Była to kropla, która przepełniła czarę goryczy, i Boom postanowił coś z tym zrobić.

Zatrudnił się u handlarza win i pracował u niego przez rok, żeby poznać tę branżę, a potem otworzył własną firmę. Indeks Bordeaux. Podszedł jednak do tego zupełnie inaczej. Indeks Bordeaux jest czymś w rodzaju giełdy papierów wartościowych na rynku winiarskim. Boom postanowił, że wszystko powinno być jasne i przejrzyste; wszyscy powinni być w stanie sprawdzić, po ile sprzedawane są wina. Jego klienci mogli kupować i odsprzedawać wina, ponieważ nabywanie tego trunku jest ostatecznie formą inwestycji.

I mówimy tu o dobrej inwestycji. Indeks win od 1992 roku radzi sobie lepiej niż giełda papierów wartościowych, a do początku pierwszej dekady XXI wieku rósł on w dosyć równomiernym tempie.

Ale wtedy wydarzyło się coś wielkiego na międzynarodowym rynku wina: Chiny.

Istnieje wiele teorii, ale wszystko sprowadza się do jednej rzeczy: chiński wzrost gospodarczy zrodził nowe pokolenie nowobogackich. Od początku XXI wieku wyrobili sobie stale rosnące upodobanie do zachodnich towarów luksusowych jako sposób na obnoszenie się swoim statusem. A czerwone wino – drogie, dobre, czerwone wino francuskie – jest jednym z najdłużej kultywowanych symboli statusu, jaki można sobie wyobrazić.

W 2011 roku Chiny były już piątym największym importerem francuskiego wina. Za dwa lata mogą podobno stać się największym konsumentem wina na świecie. Kolejnym istotnym wydarzeniem były roczniki 2005, 2009 i 2010 w Bordeaux. Fenomenalne lata. Z Chińczykami szastającymi pieniędzmi i ograniczoną ilością wina ceny zaczęły gwałtownie rosnąć. I nie przestawały szybować w górę. W 2011 roku Château Lafite Rothschild sprzedawano po 500 euro za butelkę. To ponad 2 tysiące randów. Za jedną butelkę. W 2012 roku cena wynosiła około 8 tysięcy randów za butelkę. A w tym roku, w grudniu, te butelki chodzą po 11 tysięcy za sztukę.

Chińczycy wykupują większość z nich. Przez wiele dekad Londyn i Nowy Jork były miastami, gdzie odbywały się największe aukcje win. W 2011 roku tytuł ten przejął Hongkong.

To bardzo istotne, by pani to zrozumiała.

Proszę również pamiętać, że zawsze marzyłem o tym, by produkować kupaż Bordelaise, coś w stylu wina Château Lafite Rothschild.