71

Francois du Toit powiedział jej o tym, jak pewien mężczyzna pojawił się w jego winnicy pod koniec stycznia 2012 roku, zajeżdżając tam białą toyotą corollą o około jedenastej rano.

W ręce miał papierową torebkę, w której była butelka. Był czarujący i przyjacielski, na stosowny jednak sposób, przez wzgląd na poniesioną przez nich niedawno stratę. Na wstępie złożył im kondolencje i wyglądało na to, że szczerze im współczuje. Miał swobodne maniery, mówił profesjonalnym, lecz jednocześnie nieoficjalnym tonem. Było to imponujące: był niezwykle młody, a jednocześnie tak pewny siebie. Przedstawił się:

– Nazywam się Ernst Richter. Jestem przedsiębiorcą. Chciałbym omówić z panem potencjalny biznes.

O jaki biznes chodzi?

Możemy gdzieś porozmawiać?

Oczywiście, zapraszam do mojego biura.

Francois du Toit podejrzewał, że chodzi o ubezpieczenie – ubezpieczenie zbiorów lub polisę na życie. A może dotyczyło to chemicznych środków do zwalczania szkodników; wielu przedstawicieli handlowych pojawiało się u nich w tej sprawie, jeszcze kiedy był w szkole. Przeszło mu przez myśl, że równie dobrze może zebrać informacje na przyszłość, nawet jeśli nie planuje niczego kupować teraz.

To mu nie zaszkodzi.

Ernst Richter usiadł w jego gabinecie. Sprzęty wypełniające to pomieszczenie, panująca tam atmosfera, wszystkie jego cechy świadczyły o tym, że nadal jest to gabinet jego zmarłego ojca, Guillaume’a; nie miał jeszcze czasu, żeby cokolwiek tam pozmieniać.

Richter położył papierową torebkę po jednej stronie biurka i przedstawił swoją propozycję w spokojny, racjonalny i przemyślany sposób. Powiedział, że ostatnich kilka miesięcy poświęcił na porządne rozeznanie branży winiarskiej i że niedawno wrócił z podróży po Dalekim Wschodzie, gdzie dostrzegł niesamowite możliwości biznesowe. A teraz szuka kogoś, kto może wraz z nim zrealizować te możliwości.

Przedstawił informacje dotyczące chińskiego rynku winiarskiego, statystyki i liczby, o których du Toit miał już pojęcie. W Gironde, a w rzeczywistości w całym francuskim przemyśle winiarskim, chiński rynek był gorącym tematem.

Richter twierdził, że wielkie możliwości leżały właśnie w tym rynku, a zwłaszcza ten konkretny i wyjątkowy potencjalny interes.

Najpierw podał liczby, jak dobry agent handlowy, który uważnie się przygotował na temat Francoisa du Toit i sytuacji w Klein Zegen: mogę zagwarantować panu dwa miliony randów. Dwa miliony zysku. Pierwsze pół miliona w ciągu tygodnia – to będzie depozyt. Kolejne pół miliona w ciągu sześciu miesięcy. A kiedy wywiąże się pan ze swojej części umowy, kolejny cały milion.

A co miałbym zrobić?

Musi pan zainwestować swoje zbiory w tę transakcję. I musi pan wyprodukować dla mnie wino.

Jakie wino?

Ernst Richter skinął głową, sięgnął po papierową torebkę i wyciągnął z niej butelkę. Postawił ją między nimi.

Była to butelka Château Lafite Rothschild rocznik 2010.

To wino, odpowiedział Ernst Richter.