74

– Pieniądze przelano z zagranicznego banku. Na wyciągu z konta widnieje tylko kod SWIFT, ale można je sprawdzić na stronie internetowej swiftcodes.com i to właśnie zrobiłem – oznajmił major Kostek Boshigo.

– Richter otrzymał te przelewy od Guangdong China Banking Corporation w Guangzhou. To miasto w Chinach. I to jest naprawdę zła wiadomość, ponieważ mamy nikłe szanse na to, że podadzą nam informacje na temat pochodzenia tych pieniędzy oraz tego, do kogo należy to konto, . Przyjrzałem się też samym kwotom i jestem prawie pewny, że wpłacono je w dolarach. Jeśli pomnożymy sto dwadzieścia pięć tysięcy dolarów przez kurs przeliczeniowy z sierpnia dwa tysiące dwunastego roku, dostaniemy milion trzydzieści tysięcy i prawie tyle samo drobnych. To samo dotyczy września. A jeśli pomnożymy dwieście pięćdziesiąt tysięcy dolarów przez odpowiedni przelicznik z października, otrzymamy dwa miliony sto sześćdziesiąt tysięcy randów.

– A więc zapłacono mu w dolarach – stwierdził powoli Cupido.

– Yebo, tak.

– Przelew przesłano z banku w Chinach.

– Owszem.

– No to kiepsko.

– Też tak sądzę.

Benny Griessel siedział w gabinecie psychoterapeutki i wpatrywał się w pluszowego misia, podczas gdy ona odczytywała mu coś z grubej książki: „Bez leczenia lub przezwyciężenia tego, osoba cierpiąca na poczucie winy ocaleńca może zacząć staczać się po równi pochyłej, co może objawiać się próbami samoleczenia się narkotykami i/lub alkoholem; regresją w wychodzeniu z zespołu stresu pourazowego; poważną depresją; wzmożonym niepokojem i samobójstwem”.

Ta atrakcyjna kobieta o kojącym głosie spojrzała teraz na niego.

– Czy te słowa brzmią dla pana znajomo?

Griessel niechętnie skinął głową.

– Usiłuje pan to zapić. To właśnie jest próba samoleczenia. I ma pan rację, mówiąc, że adiutant van Vollenhoven nie zabiłby swojej rodziny, gdyby był alkoholikiem. Jednak nadużywanie alkoholu opóźnia tylko to, co nieuniknione.

– Vollie nie cierpiał z powodu poczucia winy ocaleńca, on…

– Poczucie winy ocaleńca jest jednym z czterech stanów lub podskali, które łączymy ze strachem przed skrzywdzeniem innych. Pozostałe trzy to: poczucie winy odchodzącego, poczucie winy związane z odpowiedzialnością oraz nienawiść do samego siebie. Policjanci i żołnierze to chyba jedyne dwie grupy ludzi, które są narażone na wszystkie cztery stany. Uważam, że…

– Nie mam pojęcia, co znaczą te wszystkie terminy.

– Myślę, że pan to wie, ale nie chce tego wiedzieć, ponieważ to rodzi w panu obawę, że może pan cierpieć na wszystkie cztery te stany. Podobnie jak van Vollenhoven. Poczuciem winy odchodzącego w tym przypadku jest ogarniający pana patologiczny strach, że coś złego stanie się pańskim najbliższym, jeśli pana z nimi nie będzie. Występuje on w łagodnej formie u większości matek, kiedy ich dzieci są daleko od domu.

Poczucie winy związane z odpowiedzialnością jest spotęgowanym poczuciem winy odchodzącego. O wszechmocy mówimy wtedy, gdy danej osobie wydaje się, że ona – i tylko ona – ma moc, dzięki której może zrobić wszystko i wszystkich ochronić. Jest to często spotykane u policjantów, ponieważ przyzwyczajają się oni do mocy ochraniania, wymierzania sprawiedliwości, a nawet do prawa do zabijania ludzi, którzy łamią prawo. Jednak jeśli chodzi o pańskich najbliższych, poczucie wszechmocy pana zawodzi. Widzi pan wszystkie te makabryczne rzeczy, ale nie jest pan w stanie obronić przed nimi swoich najbliższych. No i jeszcze nienawiść do samego siebie. To połączenie wszystkich tych stanów doprowadziło adiutanta van Vollenhovena do zabicia swojej rodziny i siebie.

– Jissis – jęknął pod nosem. Miała rację. Dokładnie to samo działo się w jego popieprzonej głowie i doprowadzało go do szaleństwa.

– Nie zapominajmy też dorzucić zespołu stresu pourazowego do tej piekielnej mieszanki – dodała. – Nie wybrał pan sobie łatwego zawodu.

Nagle przyszła mu do głowy pewna myśl.

– Ale jeden z moich kolegów… Jednego w szczególności nie trapią te wszystkie rzeczy.

Uśmiechnęła się życzliwie.

– Prezentuje pan teraz syndrom „dlaczego ja”. To jest normalne. Mam pewną teorię. Leczę policjantów już od sześciu lat. Myślę, że to wszystko wynika ze zdolności do altruizmu. Nie wszyscy wykazujemy ten sam poziom altruizmu. Ciekawym zjawiskiem jest to, że detektywi o wyższym poziomie altruizmu z jednej strony pracują w konsekwencji znacznie lepiej w określonych okolicznościach, a z drugiej częściej cierpią na depresję z tego powodu. To jest broń obosieczna.

– Nie jestem lepszym detektywem niż Vaughn.

– Powiedziałam, że ma to miejsce w określonych okolicznościach. To dosyć obszerny temat, ale pomówmy o tym przez chwilę: jest pan dobry w stawianiu się na miejscu przestępcy, prawda?

Wzruszył tylko ramionami.

Uśmiechnęła się.

– I tu znów mamy do czynienia z nienawiścią do samego siebie. Powinien pan zaakceptować swoje talenty.

Milczał.

– Umiejętność identyfikowania się z przestępcą jest formą altruizmu. W pewnych okolicznościach daje to panu przewagę w podejściu do rozwiązania sprawy. Ale to nie jedyna broń, jaką detektyw powinien posiadać w swoim arsenale. Myślenie analityczne, umiejętność przetworzenia ogromnych ilości danych, kompetencje społeczne, zdolność do interpretowania zachowań ludzi i uspokajania ich.

– To cechy Vaughna.

– Dokładnie. Dlaczego na całym świecie detektywi pracują w zespołach? Ponieważ nie ma dwóch ludzi o dokładnie tych samych talentach.

„Rzecz w tym, że nie mogę być Okropnym Vaughnem, jeśli ty nie jesteś Trzeźwym Benną. To tak jak gadają w filmach: tworzymy jedną całość”.

– W porządku – przyznał Benny Griessel.

– Czy mam rozumieć to jako oznakę akceptacji?

– Chyba raczej nie mam wyboru.

– To wielki krok do przodu.

– Jak mam przestać pić?

– Terapia jest jedynym skutecznym sposobem leczenia wszystkich czterech podskali, które kojarzymy ze strachem przed zranieniem innych. Możemy pomyśleć o antydepresantach jako rozwiązaniu doraźnym, ale podczas ostatniej wizyty był pan im przeciwny.

– Nie chcę żadnych tabletek. To tylko kolejny rodzaj uzależnienia.

– W takim razie będzie pan musiał poddać się terapii. I to intensywnej terapii.

– Jak długo ma to potrwać?

– A jak długo chce pan jeszcze być detektywem?

– Jissis.

– Celem terapii jest przeanalizowanie traumatycznych wydarzeń, aż zrozumie pan, że to nie pan odpowiada za krzywdy wyrządzane przez innych. Kłopot w tym, że pańska praca to jeden długi ciąg traumatycznych doświadczeń. Sam pan mi powiedział, jak odtwarza sobie ostatnie chwile życia ofiar, kiedy przybywa pan na miejsce przestępstwa. Nie jest to jednak tak straszne, jak się wydaje. Pracując ciężko, może pan opanować techniki, dzięki którym we właściwym czasie sam pan sobie z tym poradzi. Podkreślam, to wymaga ciężkiej pracy: spotkania terapeutyczne dwa razy w tygodniu przez następny miesiąc lub dwa. Potem możemy zmniejszyć ich częstotliwość.

Czy był tym zainteresowany?

– Kolejną rzeczą, która może być tu ogromnie pomocna, jest zaangażowanie w to rodziny.

– Oni też muszą tu przychodzić?

Uśmiechnęła się.

– Nie. Chociaż jedna sesja z pańską rodziną byłaby wskazana. Ale musi pan przynajmniej powiedzieć im o swoim stanie. Ich miłość i zrozumienie mogą wiele tu zmienić.

Kiedy opuścił budynek, było już ciemno. Zaczął wiać przenikliwy południowo-wschodni wiatr. Przyszedł esemes od Cupida. „Przyjedź do biura, kiedy skończysz wizytę”.

Z gabinetu psychoterapeutki w Stellenridge do siedziby DPDK jechało się piętnaście minut, ale jemu zajęło to dwadzieścia. Był wyczerpany i osłabiony.

Będzie musiał powiedzieć o wszystkim Alexie i dzieciom. O ile Alexa zechce przyjąć go z powrotem.

Anna nie chciała. Nawet kiedy wytrzeźwiał, zostawiła go dla tego gównianego prawnika ze srebrnym bmw i błyszczącymi garniturami. Może Alexa też miała gdzieś jakiś plan B. Skąd miał to wiedzieć?

Fok, lepiej nie zaglądać pod każdy kamień jak jakiś pawian. Nie potrzebuje paskudnej niespodzianki.

Mbali też musi o wszystkim powiedzieć.

Terapeutka była zdania, że nie poradzi sobie z tym na dłuższą metę bez wsparcia i zrozumienia dowódcy.

– Ja również się z nią skontaktuję, za pańskim pozwoleniem, rzecz jasna.

Komplikacje. Coś takiego może narobić sporo szumu, a wolałby, żeby ludzie nie zaczęli wpadać w panikę. Wolałby zająć się swoim życiem i pracą bez ludzi, którzy marudzą mu nad głową. Mbali z pewnością zacznie marudzić. Ona też należała do tych altruistycznych typów, choć ukrywała to lepiej od niego.

Problem w tym, że jeśli powie wszytko Mbali, ona się dowie, że Vaughn okłamał ją na temat tamtego wieczoru.

A może nie? Jeśli podejdzie do tego w odpowiedni sposób, sprytnie i ostrożnie… Mogliby powiedzieć, że był tylko lekko podpity w środę i to wtedy obtłukł sobie gębę.

Będzie musiał jednak omówić to najpierw z Vaughnem.

Będzie też musiał powiedzieć o tym doktorowi. To akurat powinno być łatwe, bo doktor pewnie powie: „Od jak dawna błagam cię, żebyś regularnie chodził do terapeuty? Ale nie, ty jesteś Afrykanerem. Zbyt bystry, silny i zbyt macho na takie rzeczy”.

Obaj wiedzieli, że to nie była prawda, doktor nabijał się tylko z niego.

Jemu po prostu nie podobało się to, że ktoś miałby grzebać w jego umyśle. Nigdy nie uznawał się za wystarczająco ważnego na takie coś.

Terapia dwa razy w tygodniu. Tylko on, pluszowy misiek i terapeutka.

Jissis.