76

Poszli wszyscy razem do gabinetu Mbali, gdzie ona już na nich czekała. Usiedli wokół stołu konferencyjnego. Zebrał się tam cały zespół, do którego dołączył też Kostek Boshigo.

Cupido powiedział, że uzyskali już sporo informacji, ale na razie nic szczególnie istotnego. Podsumował główne punkty.

Po pierwsze. Piasek w finansowej klepsydrze Ernsta Richtera właściwie już się przesypał. W grudniu tego roku bank miał się domagać spłacenia debetu Alibi. Prywatne pieniądze Richtera już się wyczerpały. Alibi trzeba by zamknąć, a Richter zostałby bankrutem. Straciłby wszystko – firmę, samochód i swój wielki dom. I jeszcze więcej: był człowiekiem, który uwielbiał swój status i reputację. To również by stracił. Ze wszystkich rzeczy chyba właśnie to najbardziej ugodziłoby jego ego.

Po drugie. Zaczął podejmować działania przestępcze, żeby ocalić swój tyłek. Od listopada zeszłego roku Richter usiłował szantażować swoich własnych klientów. Podrobił dokument tożsamości i meldunek, żeby zdobyć telefon komórkowy. To dwa przestępstwa, o których wiedzieli. Kierując się starą zasadą detektywistyczną, która głosi: „Najlepszą prognozą przyszłego zachowania jest przeszłe zachowanie”, można ze sporym prawdopodobieństwem stwierdzić, że popełnił też inne przestępstwa. Zaliczamy do nich próby szantażowania innych ludzie, ale:

Po trzecie. Od listopada zeszłego roku na żadne z jego prywatnych kont nie wpłynął ani jeden przelew. Dlatego też mogą założyć, że żadna z tych prób szantażu się nie powiodła.

Po czwarte. Od lutego do listopada 2011 roku Richter podróżował po Azji Południowo-Wschodniej. W czerwcu i lipcu 2012 roku chiński bank przesłał mu trzy kwoty na łączną sumę czterech milionów dwustu tysięcy randów. Przelewów tych dokonano w dolarach. Jego matka nie miała o nich pojęcia. To było istotne. Biorąc wszystko pod uwagę, było wysoce prawdopodobne, że pieniądze te pozyskał w wyniku działań przestępczych, przypuszczalnie była to jakaś transakcja narkotykowa.

Po piąte. Wszystko powyższe sugeruje, że miesiąc temu, w listopadzie, Ernst Richter zrobił coś, by dorwać szybko większą sumę pieniędzy w celu ratowania Alibi. I właśnie to przyczyniło się do jego śmierci. Nadal jednak nie wiedzą, co to było.

Czy wszyscy jak na razie się z tym zgadzają?

Wszyscy przytaknęli.

– Jak dotąd, wszystko idzie dobrze – stwierdził Cupido. – Jak zamierzamy się dowiedzieć, co zrobił? Dokąd się udał? Z kim się spotkał? W zasadzie mamy tylko analizę miejsca, w którym według nas faktycznie doszło do przestępstwa, a to nie jest zbyt precyzyjne. Jest jeszcze laptop, który skradziono z szafy z dowodami na posterunku Stellenbosch i który może prowadzić do zabójcy lub zabójców. Mamy też inne telefony, które wykonał z komórki – tej, do której kupna wykorzystał podrobiony dowód tożsamości – i mamy też chiński bank. Nie jest to szczególnie pomocne, więc równie dobrze możemy po prostu o tym zapomnieć.

– Dlaczego? – spytała Mbali.

– Pani major, bank jest na drugim krańcu świata, w Chinach. To państwo komunistyczne; nie możemy ot tak sobie zadzwonić do nich i powiedzieć: „Hej, pêllies, był sobie taki jeden facet, który prowadził stronę internetową dla niewiernych mężów, i tego faceta ktoś zabił, więc może pokażecie nam wszystkie wasze tajne papiery bankowe”.

– Myślę, że się mylisz – odparła Mbali.

Cupido powstrzymał się od komentarza. Uniósł jedynie brwi z powątpiewaniem.

– Chińczycy są naszym największym partnerem handlowym – zaczęła tłumaczyć. – Nasz prezydent był u nich niedawno. Chcą wybudować u nas elektrownie atomowe. Jeśli brygadier porozmawia z komendantem krajowym, komendant z ministrem, a minister z ambasadorem Chin, rezultat tych rozmów może cię zaskoczyć.

Cupido zmarszczył brew.

– Z całym szacunkiem, pani major, dosyć dużo tych „jeśli”.

– Nie takie rzeczy już się zdarzały – odparła z cichą pewnością siebie.

– My… Byłoby świetnie. – Zebrał się w sobie ponownie i zwrócił się do całego zespołu: – Tymczasem musimy zbadać sprawę połączeń telefonicznych z komórki zarejestrowanej na fałszywy dowód osobisty oraz sprawę laptopa. Wujku Frankie, jesteś człowiekiem rodzinnym, więc możesz wziąć wolne w niedzielę, jeśli chcesz, ty też, Benna…

– Nie – odpowiedział Benny Griessel głośniej, niż zamierzał. Pomyślał, że jeśli miałby jutro siedzieć bezczynnie zupełnie sam w domu Alexy, zwariowałby pewnie i od razu sięgnąłby po butelkę. Chciał dodać jeszcze „proszę”, ale się powstrzymał.

– Spoko – rzucił Cupido. – No to do zobaczenia jutro. Spotkajmy się o dziewiątej.

Kiedy wszyscy już poszli, a przez okno wychodzące na Boston Street wpadało do jej gabinetu delikatne, bladozłote światło, major Mbali Kaleni zamknęła drzwi do siebie. Usiadła ponownie i otworzyła trzecią szufladę biurka. Pod kosmetyczką z produktami na wypadek sytuacji awaryjnych leżała tabliczka czekolady. Lindt Excellence, 70% kakao. Gorzka czekolada. Wiele badań dowodziło, że jest dobra na serce i na poprawę humoru.

Szanowała profesora Tima Noakesa. Był mądrym mężczyzną. Ale nie należy zapominać, że jednak mężczyzną. A mężczyźni nie rozumieją tak naprawdę serca kobiety.

Raz na tydzień musiała też nakarmić swoje serce, po kilku dniach niskowęglowodanowej i wysokotłuszczowej diety promowanej przez profesora Noakesa, z jej pełnotłuszczowym jogurtem, mięsem, rybami, kurczakiem i kalafiorem.

Położyła czekoladę na biurku. Zajmie się nią we właściwym czasie.

Musi wykonać jeszcze tylko jedno, ostatnie zadanie.

Podniosła słuchawkę telefonu i wybrała numer brygadiera Musada Maniego.

– Dobry wieczór, Mbali – powitał ją głębokim głosem. W tle usłyszała szybko ściszany telewizor.

– Dobry wieczór, panie brygadierze, z przyjemnością melduję, że mamy nowy trop w sprawie Richtera. To jeden z tych, który może okazać się czymś istotnym albo czymś kompletnie bez znaczenia, ale potrzebujemy pana pomocy, by zbadać to jak najlepiej.

– Tak?

Przekazała mu informacje o płatnościach, które Richter otrzymał z chińskiego banku. Poprosiła go, by zadzwonił do komendanta krajowego policji, by wniosek o współpracę dotarł do ambasadora Chin oficjalnymi kanałami.

– Zrobię, co w mojej mocy.

Dopiero po tej rozmowie nastąpił rytuał odpakowania czekolady.

Griessel nie skręcił w prawo na skrzyżowaniu Voortrekker Road i Mike Pienaar Boulevard, by pojechać drogą N1 do centrum.

Zamiast tego pojechał prosto do Parow.

Podjął tę decyzję pod wpływem impulsu. Coś go tam ciągnęło, a był zbyt zmęczony, by się temu opierać. Z Voortrekker skręcił w prawo w Tallent Street, a potem w lewo na Second Avenue. Zwolnił i zatrzymał się przed domem, w którym dorastał. Wyłączył silnik i otworzył okno.

Do wnętrza samochodu wdarł się powiew wiatru wraz z dźwiękami podmiejskiego Parow, gdzie zarówno domy, jak i ogrody były małe, gdzie pracownicy fizyczni, tacy jak jego ojciec, mogli pozwolić sobie na zakup nieruchomości.

Ich dom – od dawna należący już do kogo innego – otaczał mur w kolorze kremowym, ale był to nadal ten sam dom. To tutaj w świetle latarni ulicznych grywał do późna w krykieta. Tutaj, w tym środkowym pokoju, godzinami uczył się grać na gitarze basowej. Ileż to godzin spędził tu na rozmyślaniach o nastoletniej miłości i marzeniu o niej? To tutaj marzył o sławie, bogactwie i szczęściu, które miała mu przynieść przyszłość.

Siedział tam prawie czterdzieści minut i snuł wspomnienia. Wypalił dwa papierosy i zatęsknił za prostotą tamtego życia, zdumiony drogą, którą do tej pory przebył. I tym, jak wielkim rozczarowaniem jest jego życie.

Potem pojechał do domu. Był to tak naprawdę dom Alexy, choć mówiła o nim „nasz dom”.

Centrum miasta jarzyło się bożonarodzeniowym oświetleniem.

Pomyślał o ostatnim Bożym Narodzeniu, które jego rodzina spędziła razem, kiedy był jeszcze względnie trzeźwy. To było chyba z dziesięć lat temu. Wraz z Anną przywieźli tam dzieci, by mogły nacieszyć się widokiem tych świateł.

Wolałby, żeby tegoroczne święta raczej go ominęły. Zapowiadało się, że spędzi je samotnie. Dzieci były z Anną, jak zresztą każdego roku, ponieważ ona i ten jej adwokacik tworzyli „ciepłą, rodzinną atmosferę, gdzie nikt nie żył w grzechu”. Jakby ona i ten jej orzeł Temidy nie rozrabiali przed ślubem. I jakby on wraz z Alexą nie był w stanie stworzyć rodziny.

Na stole stał kurczak z brokułami z przyczepioną do niego notką: „35 minut na 180 stopni. Musisz jeść”. Pismo Alexy.

Czyli tu była. Ale teraz znowu jej nie ma.

Przez grubą warstwę zmęczenia poczuł promyk nadziei. Jutro doktor zadzwoni do Alexy.

Włączył piekarnik i zaczekał, aż potrawa będzie gotowa. Zjadł danie prosto z opakowania. Potem wziął prysznic i położył się do łóżka.

Wysłał esemes do Alexy, mimo że doktor polecił mu, by „dał jej spokój”. Napisał „Jeden dzień bez drinka” i czekał, leżąc w łóżku. Może mu odpisze.

Telefon jednak milczał. Spał niespokojnie, ponieważ odstawienie alkoholu, trudy minionego dnia i cała reszta nie chciały go opuścić niezależnie od tego, jak bardzo był zmęczony.

Mbali leżała już w łóżku z iPadem, kiedy oddzwonił do niej Musad Manie.

– Pani major, mamy mały problem – zakomunikował.

– O co chodzi, panie brygadierze?

– Komendant rozmawiał z ministrem, a minister podobno z kilkoma ze swoich kolegów. Chciał działać właściwymi kanałami i trochę to potrwało, zanim wiadomość wróciła do komendanta. Mbali, wiesz, że jeden członek parlamentu z ramienia Afrykańskiego Kongresu Narodowego, dwóch członków Rady Wykonawczej z prowincji, zastępca ministra spraw zagranicznych i burmistrz pewnego miasta, również z ramienia ANC, są zaplątani w sprawę Alibi jako klienci tej firmy?

– Cloete informuje mnie na bieżąco. Inni ludzie też mi donoszą o postępach sprawy.

– Cóż, podobno najwyższe kręgi mają gdzieś innych ludzi. Ale jednak interesuje ich całe to zamieszanie. Mam więc ci przekazać, że owszem, zwrócą się do Chińczyków z prośbą o pomoc. Ale oczekują, że my złapiemy osobę lub osoby, które umieściły bazę klientów Alibi w internecie. Oczekują, że zastosujemy wobec nich najwyższy wymiar kary. Będą też monitorować nasze postępy w tej sprawie i ocenią to, jak sobie z nią poradziliśmy. Dotyczy to działań moich, twoich i twojego zespołu.

– Tak, panie brygadierze. Zrobimy, co w naszej mocy.

Rozłączyła się i zaklęła głośno Hayi. Postanowiła, że przekaże tę wiadomość Vaughnowi Cupidowi dopiero rano. Pozwoli mu się najpierw porządnie wyspać.