20 grudnia 2013
Bruksela

– Pierwsza klasa? – zdziwił się Mahmoud. – W drugiej nie było miejsc?

Położył plecak na ziemi i spojrzał przez okno przedziału. Szary peron zapełniał się podróżnymi. Klara zajęła miejsce przy wejściu i odsunęła z czoła pasemko włosów.

– Nie wiem. Pomyślałam, że w pierwszej klasie będzie mniej ludzi. Wszystko wskazuje na to, że jesteś poszukiwany przez policję.

– Niedługo i ciebie będą szukać – mruknął Mahmoud.

Nie chciał, żeby Klara z nim jechała, ale sama to zaproponowała i nalegała, żeby ją zabrał. Zrobiła to w taksówce, jak już wszystko jej wyznał. Powinien był to zrobić kilka lat wcześniej, za pierwszym razem, gdy ją ujrzał, a nie dopiero teraz, w Brukseli, po tym wszystkim, co się wydarzyło. Czuł się jak idiota albo zwykły samolub. Narażanie jej na niebezpieczeństwo było ostatnią rzeczą, jakiej chciał.

W końcu Klara zrezygnowała. Rozłożyła ręce i powiedziała:

– Okej, zrobimy, jak uważasz.

Wróciła z kasy i wtedy się okazało, że kupiła bilety dla nich obojga. Chyba w ogóle się nie zmieniła. Dalej robiła, co chciała. Mimo to Mahmoud poczuł ulgę. Czuł się taki samotny, ścigany. Ostatnia doba przypominała prawdziwy koszmar. Teraz pojadą pierwszą klasą TGV do Paryża, tam złapie oddech. Wiedział, że jest jej winien więcej i że nigdy nie zdoła się w pełni odwdzięczyć.

– Co powiedziałeś? – spytała Klara.

– Powiedziałem, że jeśli będziesz się mnie trzymać, to i ciebie zaczną niedługo poszukiwać.

– Whatever – odparła, popijając wodę kupioną na stacji.

– Może być znacznie gorzej. Zauważyłem, że oni nie wkładają palców między drzwi.

Mahmoud wyjrzał na peron. Zardzewiałe tory i chwasty skute mrozem, graffiti i opuszczone szare budynki.

Odwrócił się w końcu od okna i poczuł na sobie wzrok Klary. Spojrzał jej prosto w oczy. Kiedyś był wobec nich bezbronny, ich błękitna głębia sprawiała, że Klara zdobyła nad nim nieograniczoną władzę. Pociąg wytoczył się ze stacji i przyspieszył. Krajobrazy za oknem zaczęły przypominać spękane płótno.

– Zmieniłeś się – powiedziała Klara. – Wyglądasz zupełnie inaczej.

Mahmoud podrapał się po zarośniętym policzku i przeciągnął dłonią po przepoconych, potarganych włosach.

– Nie chodzi mi o włosy – sprecyzowała Klara. – A właściwie nie tylko o włosy. Wszystko w tobie jest inne: postawa, oczy. Postarzałeś się.

– To była bardzo długa doba – odparł Mahmoud.

Klara skinęła głową.

– Kilka tygodni temu widziałam cię w CNN. Gabriella przesłała mi nagranie. Dobrze ci się wiedzie.

– Mam wrażenie, że to było sto lat temu.

– Świetnie wypadasz w telewizji. Kamery cię kochają – powiedziała Klara i mrugnęła do niego. – Ale teraz media zainteresują się tobą o wiele bardziej, niżbyś sobie tego życzył.

Mahmoud roześmiał się głośno.

– No, w końcu udało mi się sprawić, że się uśmiechnąłeś – powiedziała Klara.

Wyciągnęła prawą rękę i ostrożnie, czule go pogłaskała. Potem powoli opuściła rękę i chwyciła go za dłoń. Mahmoud poczuł, że schodzi z niego napięcie. Uścisnął ją, może trochę za mocno, ale Klara nie protestowała.

– To chyba niezbyt właściwy moment na takie rzeczy, ale… – zaczęła. Zamrugała, poczuła się nagle taka mała. – Boże, teraz brzmi to tak banalnie. Zresztą nieważne.

Umilkła.

– Masz rację – odparł Mahmoud.

Przyłożył drugą rękę do jej policzka, ujął ją delikatnie za brodę i odwrócił jej twarz ku sobie.

– Oczywiście, że cię kochałem, bardziej niż kogokolwiek innego. Nie o to chodzi. Poza tym pociągałem cię fizycznie.

– Nie pochlebiaj sobie.

– Ciągle jednak miałem wrażenie, że czegoś mi brakuje. Sam nie wiem. Nie da się tego tak łatwo wyjaśnić. Już wtedy, gdy byłem nastolatkiem, podobali mi się chłopcy, to znaczy,  t e ż  mi się podobali. A wtedy, w Alby… Nikt się takimi rzeczami głośno nie chwali. Potem ta historia w Karlsborgu… Teraz już wiesz, jak było. Kiedy cię poznałem, pomyślałem, że w końcu mi się jakoś ułoży, że stanę się normalny. Co mogę dodać? Tak to postrzegałem. Nigdy nie dawało mi to spokoju.

Mahmoud zamilkł. Oboje popatrzyli na siebie. Pociąg pędził prawie z maksymalną prędkością, od Paryża dzieliła ich niecała godzina jazdy.

– Wszystko się ułoży, Moody – powiedziała Klara. – Jakoś sobie z tym poradzimy. Okej?

Mahmoud skinął głową i zamknął oczy, aby ukryć łzy. Klara oparła się o niego. Poczuł zapach jej ciała, perfum, szamponu do włosów.