20 grudnia 2013
Paryż

Pobiegła skulona wzdłuż rzędu taksówek, aż uznała, że znalazła się poza zasięgiem wzroku swoich prześladowców. Kątem oka zauważyła, jak mężczyzna w bojówkach przebiega przez ulicę. Widząc to, wcisnęła się między dwa parkujące wozy. Serce dudniło jej w piersiach. Z drugiego końca ulicy nadjechał granatowy golf. Mężczyzna wsiadł do niego i samochód ruszył za taksówką, którą odjechał Mahmoud.

Klara wyjrzała ostrożnie zza aut. Kobieta z końskim ogonem nadal stała przed wejściem do budynku dworca. Wyglądało na to, że komunikuje się z kimś przez ukryty mikrofon. Nie przerywając rozmowy, rozglądała się czujnie dokoła. Klara rozpoznała w niej kobietę, którą widziała przed swoim domem w stroju do biegania. Zrobiło jej się niedobrze i o mało nie zwymiotowała. Od kiedy ją obserwują? Zmusiła się, żeby równo oddychać. Żadnych emocji. Żadnych uczuć. Żadnych myśli.

Wiedziała, że musi się dostać na teren dworca, bo inaczej nie będzie mogła dotrzeć do skrytki bagażowej. Skuliła się i pod osłoną taksówek zaczęła posuwać się do przodu. Obejrzała się, gdy znalazła się przy końcu dworca. Kobieta z końskim ogonem zniknęła. Klara wyjęła z torebki czerwoną czapkę z włóczki i założyła ją na głowę. Bardzo dokładnie ukryła pod nią długie włosy. Potem zdjęła granatowy płaszcz i przewiesiła go przez ramię. Trzęsła się z zimna. Szara kamizelka, za którą zapłaciła w Antwerpii majątek, na niewiele jej się przyda przy takiej pogodzie. Po prostu nie trzymała ciepła. W Paryżu był równie zimno jak w Brukseli, ale nie miała innego wyjścia. Musiała choć trochę zmienić wygląd.

W końcu zdobyła się na odwagę i ruszyła w stronę wejścia. Przez stację przewalał się tłum pasażerów. Klara szła z prądem. Orientowała się według tabliczek informujących, gdzie znajdują się skrytki bagażowe. Ruchomymi schodami zjechała na niższy poziom.

Żeby dostać się do skrytek, musiała najpierw przejść coś w rodzaju kontroli bezpieczeństwa. Ponury ochroniarz prześwietlał wszystkie torby i walizki. Do stanowiska kontroli utworzyła się krótka kolejka. Kiedy przyszła kolej na Klarę, położyła na taśmie torbę i płaszcz.

– Przepraszam – powiedziała, zwracając się do ochroniarza – czy może mi pan powiedzieć, gdzie znajduje się skrytka numer C193?

Z trudem zachowywała spokój. Ochroniarz spojrzał na nią uważnie i odparł:

– W Sekcji C, mademoiselle. To tam.

Klara podziękowała mu i zdjęła rzeczy z taśmy. Kto wie, może szczęście rzeczywiście jej sprzyja?

Już po minucie udało jej się znaleźć skrytkę. Była niewielka, kwadratowa, pół na pół metra.

Pochyliła się i wbiła w klawiaturę kod wydrukowany na kwicie. Wstrzymała oddech. Obok drzwiczek rozbłysła czerwona lampka. Na wyświetlaczu pojawił się jakiś komunikat w języku francuskim. Błędny kod. Klara poczuła, jak podłoga usuwa jej się spod nóg. Błędny kod. Ponownie rozwinęła kwit i powoli wbiła sześć cyfr.

Tym razem już po sekundzie zapaliła się zielona lampka, a chwilę później drzwi schowka się otworzyły, wydając przy tym metaliczny trzask. Klara się pochyliła, żeby zajrzeć do szafki.

W środku ujrzała ciasny nylonowy pokrowiec. Wyjęła go z szafki, kucnęła i uniosła pod światło, żeby mu się przyjrzeć. Otworzyła zamek błyskawiczny. W pokrowcu znajdował się niewielki laptop firmy Apple, MacBook Air. Klara zasunęła zamek i na chwilę przymknęła oczy. A to niespodzianka. Wyprostowała się i ruszyła w stronę wyjścia. Nagle coś zwróciło jej uwagę; jakiś ruch za szklaną szybą, między stanowiskami zajmowanymi przez firmy wynajmujące samochody a przechowalnią bagażu. Odwróciła głowę i w tym samym momencie dostrzegła kobietę z końskim ogonem.

– Niech to szlag! – syknęła.

Niestety, nie mogła się już cofnąć. Ze wzrokiem wbitym przez cały czas w szklaną ścianę zaczęła przeciskać się przez grupę pasażerów, którzy kierowali się do przechowalni, żeby zostawić w niej walizki i plecaki. Niczego niezwykłego tam jednak nie zauważyła. Może sobie wmówiła, że ta kobieta tam jest? Zarzuciła pasek od pokrowca przez ramię i wyszła z poczekalni. Tylko bez emocji, pomyślała. Musi się wydostać na ulicę, złapać taksówkę, a potem zadzwonić do Mahmouda. W tej kolejności.

I właśnie wtedy to poczuła. Zapach był słaby, ale wyczuwalny. Słodka woń sztucznego cynamonu. Błyskawicznie się odwróciła, żeby sprawdzić, skąd dolatuje. Nie dalej niż trzy metry od niej stała kobieta z końskim ogonem.

Instynktownie poczuła, że to, co za chwilę zrobi, nie jest zbyt dobrym rozwiązaniem, ale nie mogła się powstrzymać. Przecisnęła się przez grupę japońskich turystów i ogarnięta paniką pobiegła w stronę ruchomych schodów. Nie oglądała się za siebie, tylko jak najszybciej przemierzyła poczekalnię i ruszyła w górę po schodach. Jak najdalej od tego miejsca.