20 grudnia 2013
Paryż

Zbliżała się godzina szczytu. Taksówka, którą jechał Mahmoud, i golf trzymający się za nią w pewnej odległości stały zakleszczone w korku. Mahmoud starał się opanować zdenerwowanie. Nie ma nic gorszego niż sytuacja, kiedy człowiek nie ma wpływu na rozwój wypadków i jest uzależniony od decyzji podejmowanych przez innych. Szybko przebiegł w myślach wszystkie dostępne rozwiązania. Mógłby pobiec do metra i zniknąć, bo jeżdżąc różnymi trasami, łatwo ucieknie prześladowcom. Ale to oznaczało dużą stratę czasu, a on martwił się o Klarę. Po co wysłał ją na dworzec i kazał sprawdzić, co jest w skrytce?

Nie przewidział, że dziewczyna z końskim ogonem tam zostanie. Działał szybko, pod wpływem impulsu. Zaczęło go to niepokoić. Może tamci zauważyli, jak Klara wymyka się z taksówki, i zmienili plany? Próbował się do niej dodzwonić, ale za każdym razem zgłaszała się automatyczna sekretarka. Prawdopodobnie Klara jest teraz w przechowalni i po prostu nie słyszy telefonu. Z drugiej strony nie mógł powstrzymać czarnych myśli, że zdarzyło się coś o wiele gorszego.

Odwrócił się. Samochody posuwały się w ślimaczym tempie. Golf jechał jakieś dwadzieścia metrów za nim. Najwyższy czas, żeby podjąć konkretną decyzję. Musi pozbyć się ogona i odnaleźć Klarę. Zaryzykować. Nie ma innej możliwości.

– Jaka to ulica? – spytał kierowcę taksówki.

Ten się odwrócił i spojrzał na niego zmęczonym wzrokiem.

– Rue La Fayette – odparł.

– A konkretnie? Które skrzyżowanie?

– Dojeżdżamy do Rue de Châteaudun. Ale z powodu korków będziemy tam nie wcześniej niż za dwadzieścia minut.

Kierowca wypowiedział te słowa zrezygnowanym tonem. Mahmoud jeszcze raz się odwrócił. Samochody nadal stały. Przez chwilę się nad czymś zastanawiał, a potem wyjął z kieszeni telefon na kartę, wcisnął trzy klawisze i czekał.

Niecałe dwadzieścia minut później z tyłu rozległ się dźwięk syren. Chwilę potem pojawiły się dwa policyjne motocykle. Mahmoud spojrzał wstecz, żeby popatrzeć przez tylną szybę. Policjanci lawirowali w kolumnie pojazdów, aż w końcu zatrzymali się koło granatowego golfa. Taksówkarz opuścił boczną szybę i wychylił się, żeby sprawdzić, co się stało. Samochód wypełniło zimne powietrze. Zmęczeni kierowcy pojazdów stojących w korku ze znudzeniem obserwowali całą scenę. Mahmoud pochylił się w stronę taksówkarza i trącił go lekko w ramię. Mężczyzna odwrócił się do niego poirytowany.

– Wysiądę tutaj – powiedział Mahmoud i podał mu banknot o nominale dziesięciu euro. Kierowca spojrzał na niego zdumiony. – Reszty nie trzeba.

Mahmoud się obejrzał. Policjant w grafitowogranatowym mundurze zsiadał właśnie z motocykla. Położył dłoń na kolbie pistoletu i podszedł powoli do golfa.

Zrozumiał, że to jego szansa. Teraz albo nigdy. Otworzył drzwi taksówki i wysiadł ostrożnie na ulicę. Poczuł zapach spalin. Kuląc się, biegł między samochodami, aż dotarł do chodnika. Niebo było szare, jak gdyby nie zdecydowało się jeszcze, jaką pogodę zafundować mieszkańcom Paryża. Temperatura utrzymywała się w okolicy zera, co zwiastowało deszcz albo śnieg. Zanim zbiegł schodami do stacji metra Cadet, jeszcze raz się obejrzał. Samochody ruszyły, ale golf stał w miejscu na światłach awaryjnych. Policjanci kazali wyjść z samochodu mężczyźnie ubranemu w bojówki i kierowcy. Rozgorzała gwałtowna dyskusja. Mężczyzna w bojówkach stanął na palcach, żeby sprawdzić, co się dzieje z taksówką. Czy zauważył, że Mahmoud ją opuścił? Nieważne, Amerykanie i tak będą potrzebować przynajmniej kilku minut, by przekonać policjantów, że doszło do pomyłki, bo przecież nikomu nie grozili pistoletem. Potem nic już nie będą mogli zrobić. Mahmoud się uśmiechnął. Postąpił jak Houdini. Nikt go nie złapie. W chwili, gdy zjeżdżał schodami, odezwał się jego telefon. Dzwoniła Klara.