– Jesteś pewna, że chcesz to zrobić?
Przed chwilą zadzwoniłam do Wojtka. Jego jasne włosy kołyszą się na wietrze. Choć rozmawiamy przez kamerkę internetową, niemal czuję na skórze te chłodne berlińskie powiewy. Przyjaciel jest otulony bladoniebieskim szalikiem. W tle rozciąga się pomnik muru berlińskiego, na który składają się wysokie ciemne pręty ułożone pionowo, jeden obok drugiego. Jego kolega właśnie robi sobie selfie na ich tle.
– Nie mam wyboru, Wojtek. Muszę się przeprowadzić. To, co się stało w Mosznej, mnie przerosło.
– Myślałaś o jakiejś terapii? – pyta nieśmiało.
– Na Osiedlu Marzeń ponoć jest grupa wsparcia dla kobiet podobnych do mnie.
– Nie wiedziałem. – Spuszcza wzrok. – To znaczy... to dobrze, jeśli tego właśnie chcesz.
Mam wrażenie, że jego ta informacja o mojej przeprowadzce też przytłacza. Moja decyzja wynika przecież z lęku. Nic innego mną nie kieruje.
– Jest możliwość wynajmu próbnego przez dwa tygodnie. Pomyślałam, że nic nie szkodzi spróbować.
– Ile kosztuje?
– Okres próbny jest za darmo, a później też w miarę rozsądnie. Wynajem domu kosztuje praktycznie tyle samo co wynajem mieszkania.
– Ciekawe, czy znajdzie się tam też miejsce dla mnie. – Uśmiecha się gorzko.
– Dlaczego miałoby się znaleźć?
Zaciska usta i bierze głęboki wdech, po czym spogląda na swojego kolegę i mówi do niego kilka słów po niemiecku.
– Będę kończył, Iga, robi się coraz chłodniej.
– Wojtek, co się dzieje?
Ma nieodgadniony wyraz twarzy. Jego oczy są smutne i zlęknione. Dopiero teraz to zauważam. Do tej pory myślałam tylko o sobie. Mówiłam, że czuję się zagrożona, że bałam się pójść do jego mieszkania, bo ktoś mi groził w Mosznej. Nie pytałam, co u niego, czy czuje się dobrze w Berlinie. Byłam skoncentrowana wyłącznie na sobie.
– Wojtek, proszę, nie rozłączaj się. Widzę, że coś jest nie tak.
– To głupota. – Sili się na uśmiech. – Ty masz większe problemy.
– Proszę, powiedz, co się stało.
Masuje się po wewnętrznych kącikach oczu.
– Wczoraj cudem uniknąłem ataku jakichś pijanych facetów. Szli za mną i Danielem, rzucali bluzgami. Wracaliśmy do hotelu z kolacji służbowej. Trochę wypiliśmy i chcieliśmy się przewietrzyć.
– To straszne.
Próbuję się wczuć w jego sytuację, odsunąć się od swoich problemów. Po chwili jestem już z nim na prowadzącej do jego hotelu pustej ulicy, wzdłuż której wznoszą się kamienice pełne rozświetlonych okien. Nikt się jednak nie interesuje losem dwóch chłopaków wracających do domu późną nocą. Wojtek opowiada, że słyszał za sobą huk rozbijanego szkła. Myślał, że zaraz dostanie odłamkiem, że ci faceci szykują sobie oręż, którym go zaatakują.
– Wiesz, co było najgorsze?
– Co? – pytam, ocierając łzę.
– Bezsilność.
– Świat to szalone miejsce – powtarzam słowa usłyszane w biurze Osiedla Marzeń.
– To prawda. Może to dobrze, że się przeprowadzisz. Wszędzie jest teraz pełno zagrożeń.
– Jak się czujesz teraz? Wciąż się boisz?
– Dziś jest już lepiej, wczoraj długo nie mogłem zasnąć. Myślałem o tobie.
– O mnie?
– Tak, o tobie, Iga. Zrozumiałem, jak się czułaś przez cały ten czas. Jak to jest śmiertelnie się bać.
– Ty też nie miałeś ze mną najweselej.
– Ten facet, który zastukał w twoje okno, był okropny. – Otwiera szerzej oczy, a na jego twarzy gości lekki uśmiech.
Odwzajemniam go natychmiast. Cieszę się, że w całej tej paskudnej sytuacji Wojtek potrafi jeszcze żartować. Wcześniej nie byliśmy w stanie o tym rozmawiać. Teraz jednak ten śmiech dobrze nam robi. Jeszcze tli się w nas pozytywna energia.
– Masz jakieś wieści od Anki? – pyta.
– Nie odzywała się do mnie od wyjazdu. Nie wiem, jaki ma teraz numer telefonu. Nic nie wiem. – Wzruszam bezradnie ramionami.
– Trzeba chyba uszanować to, że postanowiła się od nas odsunąć.
– Pytanie tylko, czy to jej decyzja. – Wbijam w niego przenikliwe spojrzenie.
– A czyja?
– Pewnie Amelii. Wykorzystała moment, w którym mogła nas rozdzielić.
– Coś w tym jest. Lecę, Iga. Dzwoń, jak będziesz chciała pogadać.
– Kiedy wracasz?
– Za parę tygodni, nie wiem dokładnie, w który dzień. Będziemy w kontakcie.
– Dobrze.
Żegnam się z przyjacielem i proszę go, żeby na siebie uważał. Ogarniają mnie wyrzuty sumienia. Ostatnio myślałam tylko o sobie. Nie wiem, co się dzieje z Anią, nie interesowało mnie też, jak Wojtek sobie radzi w Berlinie. Bezmiar zła nie rozlewa się tylko po moim życiu. Zdaje się wszechobecny. Albo to ja nie potrafię już nigdzie zobaczyć dobra.