Mężczyzna, który wysiadł z gulfstreama G450, cierpiał na karłowatość pierwotną – niezwykle rzadką chorobę, stwierdzoną u mniej niż stu osób na całym świecie. Niedostatki fizyczne rekompensował sobie inteligencją.
Był znakomitym hakerem i geniuszem w zakresie algorytmów. Przyjaciele mówili mu Nicholas. Wrogowie, do których zaliczała się większość społeczności wywiadu międzynarodowego, nazywali go Trollem.
Sprzedany do burdelu przez bezdusznych rodziców, miał koszmarne dzieciństwo. Żadne dziecko – a zwłaszcza takie, którego wzrost nigdy nie przekroczy dziewięćdziesięciu centymetrów i które według przewidywań nie dożyje trzydziestki – nie powinno doświadczyć tak okrutnego i nieludzkiego traktowania jak Nicholas.
Jednak jemu udało się przetrwać. Co więcej, nauczył się radzić sobie całkiem nieźle. Największym atutem Nicholasa był przenikliwy umysł, którym posługiwał się jak chirurg skalpelem. Milcząc i nasłuchując, uzyskał wiele cennych informacji od bogatych i wpływowych klientów, przewijających się przez przybytek rozpusty. Kiedy zrozumiał, że kluczem do potęgi jest nie wiedza, ale umiejętność jej wykorzystania, jego życie uległo radykalnej zmianie.
Niektórzy określali jego działalność mianem szantażu, choć on sam lubił myśleć, że po prostu wykorzystuje techniki perswazji. W miarę wzrostu jego władzy rosły również środki zgromadzone na rachunku bankowym. Stał się ważnym graczem na rynku nielegalnych informacji wywiadowczych. Nienawidziły go agencje wywiadu, a możni tego świata drżeli na dźwięk jego nazwiska. Krótko mówiąc, Nicholas sporo osiągnął, odkąd jako dziecko trafił do burdelu w Soczi nad Morzem Czarnym.
Od dawna nie wykradał już informacji wywiadowczych. W dalszym ciągu parał się czarną magią w cyfrowym świecie jako haker, ale miał na karku trzeci krzyżyk i pragnął od życia czegoś więcej. Będąc wiecznym banitą, chciał stać się częścią czegoś większego i ważniejszego. Scot Harvath dostarczył mu okazji.
Schodzącemu po schodkach samolotu Nicholasowi towarzyszyły dwa olbrzymie białe psy – Argos i Draco. Te ważące po dziewięćdziesiąt kilogramów bliźniacze bestie mierzyły ponad metr w kłębie. Były kaukaskimi psami pasterskimi, znanymi lepiej jako owczarki kaukaskie, ulubionymi przez wschodnioniemiecką straż graniczną oraz rosyjskich wojskowych. Szybkie, niezwykle lojalne i nieustraszone w obliczu zagrożenia, stanowiły idealną ochronę dla człowieka, który miał wśród wrogów najpotężniejszych i najniebezpieczniejszych ludzi na świecie.
Owczarki były równie czujne jak ich właściciel. Niczym para oddanych wartowników obserwowały wszystko, co się działo w prywatnym hangarze. Kiedy ich wzrok spoczął na Harvacie, przydreptały i podsunęły łby pod jego ręce.
Na znak zaufania i oddania oparły się o niego. Harvath poczuł się tak, jakby ścisnęły go dwie furgonetki. Głaskał zwierzaki, dopóki Nicholas nie klasnął językiem o podniebienie, dając znak, by do niego wróciły. Psy natychmiast posłuchały polecenia.
Harvath spojrzał na Nicholasa. Facet wyglądał zdrowo. Był opalony i choć latem zapuścił włosy, jego broda była schludnie przystrzyżona. Stanowiła oznakę męskości oraz powód do dumy, nie słyszano bowiem, by mężczyźni cierpiący na karłowatość pierwotną mogli zapuścić zarost. Nicholas wydał małą fortunę na walkę z chorobą, próbując wszelkiego rodzaju leków i terapii. Uważał, że skoro żył dłużej, niż przewidywano, i zdołał zapuścić brodę, to tę walkę wygrał.
Odkąd dołączył do Carlton Group, angażował się w swoją pracę i był do niej nastawiony pozytywnie jak nigdy dotąd. Poza tym w jego życiu pojawiła się kobieta. Nicholas miał się czym zająć, miał kogo kochać i mógł patrzeć w przyszłość z optymizmem. Odkrył trzy sekrety szczęścia. Harvath cieszył się razem z nim.
Duży prywatny hangar, do którego zakołował odrzutowiec, został przekształcony w ogromną salę narad. Szafki z dokumentami, wyniesione z przechowalni, stały ustawione w rzędach, a pudła i sterty dokumentów leżały na rozkładanych stołach. Wstawiono biurka, do których doprowadzono prąd za pomocą długich kabli od przedłużaczy, biegnących po podłodze hangaru.
Nicholas omiótł to wszystko wzrokiem, wziął głęboki oddech, westchnął i powiedział:
– Papier. Jakie to prowincjonalne.
Harvath go rozumiał. Nicholas wolał pracować w świecie cyfrowym. On również. Wiedział jednak, że jeśli odpowiedzi znajdują się wśród dokumentów lub na którymś z dysków komputerowych, to we dwóch je odnajdą.
– Czy to moi asystenci? – spytał, wskazując starsze małżeństwo, siedzące w oszklonym biurze hangaru.
Harvath przytaknął.
– To pan i pani Logan. Właściciele przechowalni. Będziesz mieć do pomocy także mnie.
Nicholas pokręcił głową.
– Zapowiada się długa noc.
Kiedy Nicholas leciał do Nashville, Harvath przesłuchał somalijskiego taksówkarza. Bao Deng był faktycznie jego klientem, bez dwóch zdań. Jednak Somalijczyk nie wiedział nic więcej oprócz tego, co już powiedział policji. Harvath postanowił więc, że skupi się na wątku przechowalni. Ponieważ Nicholas przybył na miejsce, mogli przystąpić do pracy.
Nicholas podchodził do problemu w sposób matematyczny, a Harvath wzrokowy. Dzięki temu spoglądali nań z dwóch różnych punktów widzenia. Jak dwie ekipy, drążące tunel z przeciwnych stron góry, mieli nadzieję spotkać się pośrodku i właśnie tam odnaleźć odpowiedzi. Pani Logan pracowała z Nicholasem, a jej mąż pomagał Harvathowi.
Harvath miał wiele pytań, a pierwsze z nich dotyczyło zapisu z kamer bezpieczeństwa. Loganowie powiedzieli, że korzystają z taniego, bezprzewodowego systemu kamer. Dołączono do niego internetową aplikację, która pozwalała zdalnie obserwować sytuację w przechowalni. Od czasu do czasu system się zawieszał i przechodził w tryb offline. W takim wypadku można go było naprawić jedynie na miejscu, restartując go ręcznie. Mimo to Harvath wątpił, że wyłącznie w wyniku zbiegu okoliczności zawiesił się akurat tej nocy.
Kolejne pytanie dotyczyło rozkładu przechowalni. Pan Logan odnalazł dokładny plan nieruchomości w jednej z szafek, przyniósł go i rozłożył na stole, którego używali razem z Harvathem.
Na podstawie zniszczeń straż pożarna określiła przybliżone miejsce wybuchu. Harvath zaznaczył grupę kontenerów, w obrębie których przypuszczalnie doszło do zapłonu, i rozpoczął poszukiwania.
– Co pan wie na temat tych kontenerów? – spytał. – Chodzi mi o numery dwadzieścia sześć, dwadzieścia siedem, trzydzieści sześć i trzydzieści siedem.
Pan Logan podszedł do szafek i zaczął przeglądać dokumenty. Choć on i jego żona przechowywali niektóre dane na komputerze, woleli korzystać z papieru i ołówka. Wszystkie umowy wynajmu kontenera wymagały złożenia podpisu. Pan Logan miał kopię każdej z nich.
– Czy zapamiętał pan jakichś nietypowych klientów? – spytał Harvath, podczas gdy mężczyzna przeszukiwał szafki.
– W tej branży widuje się różnych ludzi. „Nietypowy” to trochę nieprecyzyjne określenie.
– Podejrzanych?
– Są i tacy – przytaknął Logan, sprawdzając teczki, z okularami do czytania zsuniętymi na czubek nosa. – Musimy mieć oko na ludzi, którzy wykorzystują nasze kontenery do nielegalnej działalności. Czasami wynajmują któryś z większych kontenerów, żeby ukryć skradziony samochód, dopóki nie będzie można rozmontować go na części. Bywa, że rozmontowują go na miejscu, późną nocą. Dlatego dopilnowaliśmy, by policja znała hasło do bramy. Żeby mogła patrolować teren, kiedy zechce.
Harvath przypomniał sobie panel z numeryczną klawiaturą.
– Czy wszyscy używają tego samego hasła?
– Nie. Każdy klient ma własne niepowtarzalne hasło. W ten sposób możemy zablokować mu wjazd, jeśli nie zapłaci rachunku. Zakładamy również dodatkową kłódkę na jego kontener.
– Czy prowadzicie rejestr wejść? Odnotowujecie, kiedy otwierano bramę?
– Tak. Dane trafiają do naszego systemu komputerowego.
Harvath spojrzał na Nicholasa, który siedział przy jednym z biurek razem z panią Logan.
– Pracuję nad tym – odrzekł Nicholas.
– Zwracamy również uwagę na ludzi, którzy wytwarzają amfetaminę – dodał Logan. – Nie byłbym zaskoczony, gdyby to właśnie oni spowodowali eksplozję. Mogły wybuchnąć substancje chemiczne przechowywane w jednym z kontenerów.
Harvath w to wątpił. Wywołanie tak silnej eksplozji wymagałoby dużej ilości chemikaliów, ale wszystko było możliwe.
Po odnalezieniu umów na wynajem czterech wskazanych kontenerów Logan wrócił do stołu i podał mu dokumenty.
Harvath ułożył je w sposób, który odzwierciedlał rozmieszczenie kontenerów, i spojrzał na nazwiska widniejące na pierwszych stronach.
– Czy któreś z tych nazwisk coś panu mówi?
Logan otworzył umowy na ostatniej stronie. Na każdej z nich widniała kserokopia prawa jazdy wynajmującego. Kiedy się im przyglądał, Harvath poprosił panią Logan, by podeszła i obejrzała dokumenty razem z mężem.
– Nic? – zapytał po upływie kilku minut.
Pan i pani Logan pokręcili głową.
Harvath spojrzał na trzecie ze zdjęć, które składały się na ich zaimprowizowane fotograficzne okazanie. Przedstawiało niejakiego Todda Thomasa, ale ledwie było go na nim widać.
– Dlaczego zdjęcie ma taką kiepską jakość? Wygląda jak kopia kopii.
Pan Logan podniósł kartkę i przyjrzał się jej uważnie.
– Nie wiem, ale ta kopia nie została wykonana na naszym kserze.
– Skąd pan wie?
Logan podniósł inne umowy, spojrzał na daty i odrzekł:
– Bo nasza kserokopiarka jest w doskonałym stanie. Kupiliśmy nową maszynę i rzadko jej używamy. Poza tym proszę spojrzeć na inne kopie. Są idealne.
Harvath obejrzał dokumenty. Logan miał rację. Kopie dwóch umów skserowanych, zanim skopiowano zdjęcie Thomasa, były wykonane w wysokiej jakości, podobnie jak ta, którą zrobiono później.
– Nie słyszałem, żeby kserokopiarki miały złe dni.
Pani Logan zwróciła uwagę męża na coś w umowie Thomasa, wskazując palcem dół kartki.
– O co chodzi? – spytał Harvath.
– Nie przyjęliśmy tej aplikacji – wyjaśniła pani Logan. – Przyjął ją Donald.
– Jaki Donald?
– Don to nasz menedżer – odpowiedział pan Logan, kręcąc głową. – To sympatyczny młody człowiek, ale nie zawsze przywiązuje wagę do szczegółów.
– Mąż wyraża się oględnie – wtrąciła pani Logan. – Chciał powiedzieć, że Donald jest leniwy. Nie sypiam po nocach, zastanawiając się, czy zamknął obiekt. Czy nie zostawił włączonych świateł.
– Wiecie, gdzie jest teraz? – zapytał Harvath.
– Pewnie śpi w domu.
– Macie jego numer telefonu? Chciałbym z nim pomówić.
Pan Logan skinął głową i wyciągnął sfatygowany notes z kieszeni na piersi. Podczas gdy mężczyzna szukał numeru, Harvath przywołał Urdę i poprosił go, żeby sprawdził nazwiska i numery prawa jazdy z czterech umów najmu.
Urda zanotował je i udał się na przód hangaru, żeby zadzwonić. Kiedy pan Logan odnalazł kartkę z numerem telefonu menedżera, pokazał go Harvathowi.
Harvath wyciągnął komórkę i wprowadził numer.
– Kiedy Donald odbierze, proszę mu powiedzieć, że wybuchł pożar. Że staramy się odnaleźć jednego z klientów, którego kontener spłonął.
Pan Logan skinął głową, a Harvath podał mu telefon.