Rozmowa z Donaldem trwała około piętnastu minut. Czy zapamiętał klienta, który wynajął kontener numer dwadzieścia sześć? Pana Todda Thomasa? Tak.
– Dlaczego? – spytał Harvath.
– Mój kuzyn z Kentucky nazywa się Thomas – odparł menedżer. – Zażartowałem, że jesteśmy spokrewnieni. Facet nie uznał tego za zabawne.
– Dlaczego?
– Pewnie dlatego, że on był Azjatą, a ja nie.
Bingo, pomyślał Harvath.
– Czy rozpoznałby pan tego człowieka, gdyby zobaczył go pan ponownie? – spytał, pstrykając palcami, żeby zwrócić uwagę Nicholasa.
– Być może – odrzekł Donald.
– Ma pan dostęp do komputera?
– W sensie do internetu czy czegoś?
– Taa – powiedział Harvath. – W sensie do internetu.
– Do tego to mam telefon.
– W porządku. Proszę się nie rozłączać.
Harvath zawiesił rozmowę i spytał Nicholasa, czy zna sposób, by umieścić zdjęcie Bao Denga w sieci, tak żeby Donald mógł rzucić na nie okiem.
– Zapytaj go, czy używa Snapchata – odpowiedział Nicholas.
– Nie chcę używać Snapchata i umieszczać zdjęcia na ich serwerze. Chcę, żebyśmy mieli nad wszystkim kontrolę.
Nicholas podał Harvathowi adres URL i powiedział, że za chwilę umieści tam zdjęcie Denga.
Czekając, aż zdjęcie się załaduje, Harvath spytał menedżera o kserokopię prawa jazdy pana Thomasa. Donald wyjaśnił, że w przeciwieństwie do większości klientów, którzy wypełniają dokumenty przy kontuarze recepcji, Thomas zjawił się z gotowymi papierami. Dołączył do nich własną kserokopię prawa jazdy.
– Czy poprosił pan o okazanie dokumentu, żeby zweryfikować kopię? – spytał Harvath.
– Oczywiście – odparł Donald. – Wszystko pasowało. Mogłem odczytać jego adres, datę urodzin i tak dalej, więc uznałem, że robienie kolejnej kopii jest zbędne. Chronimy przyrodę, nie?
Harvath pokręcił głową. Gdyby mieli to zdjęcie, mogliby zdziałać znacznie więcej.
Nicholas pokazał mu uniesione kciuki, dając do zrozumienia, że przesłał fotografię Denga. Harvath podał Donaldowi adres URL.
Po chwili menedżer znów przyłożył aparat do ucha i oświadczył:
– To nie on.
– Jest pan pewny? – zapytał Harvath. – Proszę się dobrze przyjrzeć.
– Nie muszę. Ten gość, Thomas, był znacznie starszy od faceta na waszym zdjęciu.
– Ile starszy?
– Nie wiem – odparł Donald, gorączkowo myśląc. – Mógł mieć pięćdziesiąt kilka, może sześćdziesiąt lat.
– Czy zapamiętał pan jakiś szczegół jego wyglądu? Cechę charakterystyczną? Tatuaż? Bliznę?
– Nie. Miał pospolity wygląd.
– Przypomina pan sobie, jakiego był wzrostu?
– Niższy ode mnie. Zdecydowanie. Mierzył jakieś sto osiemdziesiąt centymetrów.
Harvath zrobił kolejną notatkę.
– Jakim samochodem przyjechał? Miał pan okazję rzucić okiem na wóz Thomasa?
– Nie. Nigdy go nie widziałem.
Harvath zadał jeszcze kilka pytań, a następnie podziękował menedżerowi i zakończył rozmowę. W tej samej chwili nadszedł Urda.
– Prawo jazdy wystawione na nazwisko Todda Thomasa z Tennessee jest sfałszowane – oznajmił agent FBI.
Harvath nie był tym zaskoczony. Jego umysł pracował na najwyższych obrotach. Poprosił Loganów, żeby wrócili do części biurowej hangaru i tam na niego zaczekali. Nie chciał omawiać sytuacji w ich obecności.
Kiedy wyszli, Nicholas powiedział:
– Kim jest nasz nowy tajemniczy Azjata?
– Myślę, że można go bezpiecznie nazwać Chińczykiem – odparł Urda.
Harvath skinął głową.
– Zgadzam się. Jeśli ten Thomas wynajął kontener w Nashville, możemy przyjąć, że zrobił to również w innych miastach, w których umieścili swoje komórki.
Urda ponownie wyjął telefon.
– Posługując się tym samym nazwiskiem?
– Na jego miejscu za każdym razem użyłbym innego nazwiska i dokumentu tożsamości – odrzekł Harvath. – Nie chciałbym, żeby ktoś połączył kropki.
– Czego więc mają szukać nasi ludzie w pozostałych miastach?
– Mężczyzny pochodzenia chińskiego, w wieku pięćdziesięciu kilku, sześćdziesięciu lat. Wzrost sto osiemdziesiąt centymetrów. Posługuje się nazwiskiem Todd Thomas. Pewnie je wybrał, żeby nic w dokumentach nie sugerowało jego chińskiego pochodzenia, zatem to również należy wziąć pod uwagę. Wiemy, kiedy wynajął kontener w Nashville, mamy więc punkt odniesienia. Szukałbym również kogoś, kto przyszedł z gotową kopią prawa jazdy.
Kserokopia dokumentu miała w sobie coś jeszcze, co nie dawało Harvathowi spokoju, ale nie potrafił tego określić.
– To wszystko? – zapytał Urda.
– Skupiłbym się na firmach rodzinnych, działających w spokojnej, nieco odludnej okolicy, w pobliżu naszych miast.
– Co z kamerami?
– Oczywiście, niech je sprawdzą, ale mam przeczucie, że facet nie przejmuje się kamerami. Że może wręcz używać ich do własnych celów. Kiedy włamie się do systemu, może przecież monitorować kontenery na odległość.
– Coś jeszcze?
– Nie. Na tym koniec. Przynajmniej na dziś.
– Chwileczkę – wtrącił Nicholas, który stukał w klawiaturę swojego laptopa. – Mam coś jeszcze.
Przejrzał wcześniej dokumenty Thomasa, koncentrując się na tych, które zawierały dane o płatnościach.
– Zdołałeś namierzyć kartę kredytową? – spytał Harvath.
Nicholas skinął głową i coś zanotował, wpatrując się w ekran.
– Wygląda na to, że użył przedpłaconej karty kredytowej dużej wartości, by zlecić cykliczny przelew na rzecz przechowalni. Oprócz ludzi regulujących należność gotówką szukałbym tego rodzaju płatności.
– Przyjąłem – odparł Urda. Zabrał notes i przeszedł na przód hangaru, żeby zdać relację swojemu zespołowi z Krajowego Centrum do spraw Terroryzmu.
Harvath spojrzał na Nicholasa.
– Udało ci się dotrzeć do rejestru kodów, które wprowadzono dzisiaj na klawiaturze przy bramie przechowalni?
– Tak, ale wieczorem usunięto dużą ilość danych.
Także to nie zaskoczyło Harvatha.
– Człowiek, który wyłączył wideo, mógł mieć dostęp do rejestru z wpisanymi hasłami.
– Co facet przechowywał w tym hangarze? – spytał Nicholas.
– Coś, co spowodowało wielki wybuch.
– Nie sądzisz, że to eksplozja policyjnego radiowozu?
– Nie. Deng robił coś przy kontenerze, kiedy nadjechał policjant, więc musiał faceta sprzątnąć. Może użył policyjnego wozu jako zapalnika, by zapoczątkować reakcję łańcuchową. Jednak w środku musiało się znajdować jeszcze coś innego.
– Masz jakieś domysły?
Harvath pokręcił głową.
– Pewnie coś związanego z atakiem. Może bomba. Sądzę, że Wazir Ibrahim brał w tym udział i się zdemaskował, dlatego wysłali Denga, żeby go sprzątnął.
– A ten inżynier z Nashville, który korzystał z Facebooka?
– Ibrahim nie żyje. Policjant drogówki też. Kontener magazynowy eksplodował z głośnym hukiem. Nie sądzę, by przed naszym inżynierem rysowały się różowe perspektywy.
Nicholas otworzył kolejne okno przeglądarki na laptopie.
– Ostatnio nie korzystał z Facebooka, więc możesz mieć rację.
– Albo kompletnie się mylić. Może wysłali Denga, żeby zabił Somalijczyka i zajął jego miejsce. Może on i inżynier z Nashville rozpoczęli operację, a spalenie magazynu miało dać im czas na wykonanie zadania. Nie wiem.
Właśnie to było najbardziej frustrujące. Stale znajdowali się kilka kroków za przeciwnikiem, stale usiłowali zmniejszyć dystans w grze, która z każdym dniem nabierała tempa.
– Na czym mam się skoncentrować?
Harvath spojrzał na wszystkie materiały, które zwieźli do hangaru i uporządkowali, a później skierował wzrok na Nicholasa siedzącego przed komputerem. Najrozsądniej było dać mu wolną rękę w pracy, na której znał się najlepiej.
– Znajdź człowieka, który przełączył system kamer w tryb offline i wymazał hasła wprowadzone na klawiaturze przy bramie przechowalni.