Rozdział 49

Kiedy FBI koordynowało działania zespołów uderzeniowych, Harvath i Carlton zajęli jedną z sal konferencyjnych i poprosili agentkę specjalną Heidi Roe, żeby do nich dołączyła.

– Co ci wiadomo o działalności przestępczej Somalijczyków? – zapytał ją Harvath.

– Zajmują się głównie importem narkotyków, przeważnie wytwarzanych z liści czuwaliczki jadalnej, i dorywczo prostytucją.

– A działalność terrorystyczna?

– FBI i CIA niepokoją młodzi Amerykanie somalijskiego pochodzenia, którzy wracają do Afryki, żeby się szkolić i walczyć w dżihadzie. Specjaliści przepowiadają, że jest tylko kwestią czasu, kiedy wykorzystają te umiejętności w kraju.

– Czy myślisz, że właśnie z takim przypadkiem mamy do czynienia? – spytał Harvath. – Czy to możliwe, by inżynierów zwerbowano z powodu umiejętności technicznych, a Somalijczyków, bo znają się na robocie terrorystycznej?

– Ale na czym konkretnie? Na męczeńskiej śmierci?

– Być może.

– Dlaczego w takim razie pojechali do Idaho? – spytała Roe. – Żeby się nauczyć, jak złożyć siebie w ofierze?

– To zależy od metody. Porywacze z jedenastego września musieli opanować sztukę pilotażu, by ponieść męczeńską śmierć.

– Nie wszyscy.

Harvath skinął głową.

– To prawda. Niektórzy byli wyłącznie od mokrej roboty.

– Ale czy to właśnie mokra robota przychodzi ci do głowy, gdy myślisz o Somalijczykach? – zapytał Carlton.

– Nie. Niezupełnie.

– Myślisz o dżihadystach, prawda? O szahidach, którzy decydują się na męczeńską śmierć… – powiedział Carlton.

– Dżihadysta może być bojownikiem. To nie musi być ktoś, kto ma zamiar umrzeć męczeńską śmiercią. Może właśnie dlatego zostali w to włączeni – żeby walczyć.

– Chwileczkę – przerwała mu Roe. – Co wiemy na pewno? Inżynierów sprowadzono do Stanów z powodu ich wiedzy technicznej. Przypuśćmy, że mieli coś zbudować lub zmontować z części. Nazwijmy to bombą.

– Zgoda – odrzekł Harvath.

– Musieli ich przywieźć do USA, dlatego że z jakiegoś powodu nie mogli znaleźć nikogo o tego rodzaju kompetencjach tu, na miejscu.

– Albo dlatego, żeby upozorować atak islamistów.

– Wiem, plan wojny nieograniczonej. Zatem mamy inżynierów, którzy złożą bombę. To muzułmanie, obywatele Zjednoczonych Emiratów. Przypuśćmy, że są religijnymi ludźmi. Ponieważ za wszystkim stoją Chińczycy, przypuśćmy również, że pozostawili lub pozostawią dość śladów, by wyglądało na to, że inżynierowie są związani z Al-Kaidą.

– Czemu zaprzeczą rodziny – wtrącił Carlton. – Jak rodziny tych, którzy brali udział w zamachach z jedenastego września.

– Tylko że tym razem rodziny będą mówić prawdę – dodał Harvath.

Carlton skinął głową, a Roe podjęła:

– Udział obywateli Zjednoczonych Emiratów ma sens. Mogliby być zresztą obywatelami jakiegokolwiek kraju arabskiego. Ale w takim razie jak się do tego mają Somalijczycy?

– Nad tym się właśnie zastanawiam – odpowiedział Harvath. – Jeśli chcą się podszyć pod Al-Kaidę, dlaczego nie zwerbowali Arabów, Jemeńczyków lub Pakistańczyków?

– Bo to zbyt trudne?

– Dżihadystów jest na pęczki.

Roe stuknęła ołówkiem o stół.

– Co czyni Somalijczyków wyjątkowymi w oczach autorów planu?

– Wazir Ibrahim mieszkał w Stanach od kilku lat.

– Zadomowił się – powiedziała Roe, zapisując coś w notatniku. – Poznał zwyczaje, miał pracę i żonę.

– Był również śmieciem, który katował żonę i należał do siatki pedofilów.

– Najwyraźniej jego opiekun o tym nie wiedział – skwitował Carlton.

– Dlaczego powiedziałeś „najwyraźniej”?

– Bo nikt by go nie chciał w swojej komórce. Stwarzał zbyt duże ryzyko. Taki popapraniec mógłby ściągnąć na kark gliny.

– Co to wszystko mówi o jego opiekunie?

– Nie wiedział ważnych rzeczy o Wazirze Ibrahimie.

– Dlaczego miałby nie wiedzieć?

– Jest milion powodów – odparł Stary. – Opiekun mógł nim kogoś w ostatniej chwili zastąpić. Ibrahim mógł być bardzo dobrym kłamcą. Mógł cierpieć na chorobę, która dawała o sobie znać jedynie w nieparzyste czwartki, co drugi miesiąc. I tak dalej.

Carlton przypominał Roe jej dziadka. Bywał wybuchowy, ale nie sposób było mu odmówić nieprzeciętnej inteligencji.

– Zastosujmy brzytwę Ockhama – nacisnęła. – Jaka jest najprostsza odpowiedź?

– Opiekun po prostu nie zachował należytej staranności.

– Dobrze. Przypuśćmy, że tak właśnie było. Dlaczego? Dlaczego w sprawie tak wielkiej wagi miałby nie zachować należytej staranności?

Harvath wyczuł, że Roe zaczyna drażnić Starego, ale podobał mu się jej sposób rozumowania. Posiadała znakomite umiejętności analityczne. Miała słuszność i zmuszała ich do myślenia.

– Nie poszedłby na skróty – przytaknął Harvath. – Nie w takiej sprawie. Zrobiłby to, co do niego należy.

Roe spojrzała na niego.

– Jak to zatem wyjaśnisz?

– Myślę, że Wazir Ibrahim to modelowa postać. Uśpiony agent, przebywający w kraju od lat. Zadbali o to, żeby mieszkał w Stanach legalnie. Musieli sprowadzić go tu jako politycznego uchodźcę lub kogoś w tym rodzaju. W ten sposób do kraju przyjechały dziesiątki tysięcy Somalijczyków. Stany Zjednoczone należą do państw, które przyjęły najwięcej somalijskich uchodźców na świecie. Chińczycy mogli więc mieć werbownika w Somalii, który szkolił uśpionych agentów i pomagał sprowadzać ich do Stanów zgodnie z procedurą imigracyjną. Potraktujmy Wazira Ibrahima jako punkt wyjścia. Sprawdźmy, z jakiej części Somalii pochodził i kto wyemigrował do Stanów w tym samym czasie co on, a być może trafimy na jednego z mężczyzn, który pojawia się na nagraniach z dworca w Boise.

Pomysł był dobry, więc Roe go zapisała.

– Sądzisz, że człowiek, który zwerbował Wazira, mógł nie wiedzieć o jego skłonnościach?

Harvath skinął głową.

– Wiem, że FBI kontaktuje się ze wszystkimi somalijskimi informatorami, ale zatelefonowałbym również do detektywa Hoffmana z Nashville. Poprosiłbym, żeby sprawdził, czy któryś z członków somalijskiego gangu pedofilów rozpoznaje Somalijczyków na nagraniach z dworca autobusowego. Niech przesłucha również wdowę po Wazirze Ibrahimie. Kobieta może wiedzieć coś na temat jego podróży do Boise. Skoro już o tym mowa, czy któryś z waszych zespołów zdołał cokolwiek ustalić w drugiej sprawie, którą zleciłem?

Roe skinęła głową.

– Nie sądzę, żeby kiedykolwiek wcześniej wydano taki nakaz, ale w końcu go zdobyliśmy. Myślę, że twój pomysł, by poprosić o pomoc komendanta policji i burmistrza, był dobry, szczególnie w kontekście kontaktów z mniejszymi firmami. Do tej pory wszyscy wyrazili zgodę na współpracę.

– Wiemy już, na kiedy uda się to zrobić?

– Wszystko jest podpięte pod NSA. Uruchamiają algorytmy, w miarę jak otrzymują dane.

– A Tommy Wong? – spytał Harvath.

– Nadal nic.

– A inni członkowie triady 14K w Południowej Kalifornii? Może oni coś wiedzą?

– Nawet jeśli wiedzą, milczą jak zaklęci – odpowiedziała Roe. – Mamy na podsłuchu ich telefony i monitorujemy ich konta mailowe, ale FBI dysponuje ograniczoną liczbą ludzi. Nie możemy im kazać, by zajmowali się tym na okrągło.

– Rozumiem – odrzekł Harvath i spojrzał na Starego. – Czy Anne Levy udało się dotrzeć do znajomych studentów w Zjednoczonych Emiratach Arabskich?

Carlton pokręcił głową.

– Nie.

Harvath spojrzał na zegarek. Choć zlokalizowali jedynie trzy z pięciu przechowalni, prezydent pozwolił im do nich wkroczyć. Znajdowały się w Las Vegas, Dallas i Des Moines.

NSA odrzuciła pomysł zaatakowania Chińskiego Muru Ogniowego i miała ku temu dobry powód. Z tego, że jednostka hakerska Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej w Szanghaju obserwowała nagrania z kamer na terenie przechowalni, nie wynikało, iż nie robił tego nikt inny. Kiedy NSA zaczęła weryfikować informacje dostarczone przez Nicholasa, jej ludzie doszli do wniosku, że ktoś jeszcze przegląda nagrania i nie są to Chiny.

W końcu uznali, że jedynym rozwiązaniem jest zakłócenie, z terytorium Stanów Zjednoczonych, działania internetu na wielką skalę. Omówili ryzyka z prezydentem, a po tym jak udało im się rozstrzygnąć kilka potencjalnych problemów związanych z bezpieczeństwem narodowym i sektorem prywatnym, Porter wyraził zgodę.

Ubrani po cywilnemu agenci FBI w Las Vegas, Dallas i Des Moines potajemnie ewakuowali klientów przebywających na terenie przechowalni, a następnie pod innym pretekstem w każdym z tych miast wywieźli mieszkańców domów i pracowników firm, którzy znajdowali się w okolicy. Nie wiadomo było, co umieszczono w przechowalniach. I czy nie zainstalowano w nich bomb pułapek.

Po usunięciu klientów NSA przystąpiła do przygotowania materiałów wideo, którymi mieli zastąpić obraz na żywo. Niestety kamery w dwóch przechowalniach rejestrowały ruch uliczny w pobliżu bramy wjazdowej.

W celu zapewnienia bezpieczeństwa publicznego zmieniono organizację ruchu na ulicach sąsiadujących z przechowalniami. NSA postanowiła użyć nagrań z kamer przy bramie, zarejestrowanych podczas dwóch poprzednich nocy. Po kilkukrotnym sprawdzeniu, czy nikt nie wchodził na teren przechowalni w trakcie rejestracji nagrań, zawiadomili centralę, że są gotowi do akcji.

Zespoły uderzeniowe przybyły na miejsce i oczekiwały na sygnał do rozpoczęcia operacji, którą należało przeprowadzić jednocześnie w trzech miastach.

Dyrektor Wywiadu Narodowego i szef FBI pojechali do Białego Domu, żeby towarzyszyć prezydentowi w centrum operacyjnym wraz z pozostałymi członkami zespołu do spraw bezpieczeństwa narodowego. Harvath i Carlton postanowili zostać w Centrum, by kontynuować pracę do czasu rozpoczęcia operacji.

Zerknęli na zegarki, po czym z centrum konferencyjnego przeszli do centrum operacyjnego.