Podczas gdy Ho leżał skrępowany na siedzeniu pojazdu, Harvath i Sloane obserwowali, jak olbrzymi helikopter Bell 412EP wypluwa z siebie członków zespołu HRT. Agenci FBI najpierw sprawdzili dom, a następnie stodołę i budynki gospodarcze. W jednym z nich znaleźli długi metalowy regał wypełniony po sufit paletami z żywnością, lekarstwami, ubraniami i innymi produktami. Dowódca zespołu HRT nazwał znalezisko składem godnym dnia sądu.
Kiedy agenci HRT potwierdzili, że jest bezpiecznie, na ranczo wjechały policyjne SUV-y. Najpierw do pracy przystąpił zespół NEST, przeczesując posiadłość w poszukiwaniu materiałów promieniotwórczych lub jądrowych. W trakcie ich inspekcji Harvath wszedł do środka i dokonał własnej. Chciał jak najszybciej dowiedzieć się jak najwięcej o człowieku, którego miał przesłuchiwać.
Tak jak oczekiwał, wystrój domu był całkowicie nijaki i łączył akcenty chińskie z amerykańskimi. Kalendarz na kuchennej ścianie przedstawiał wybrane miasta Chin, a obraz nad zużytą kanapą w salonie dwóch północnoamerykańskich Indian, ojca i syna, polujących na jelenia. Żadnych plakatów z przewodniczącym Mao w czytelni, żadnego Manifestu komunistycznego na nocnym stoliku. Co charakterystyczne, wnętrze wydawało się pozbawione cech szczególnych. Właśnie tak powinien być urządzony dom głęboko zakonspirowanego agenta działającego na terenie obcego kraju. Harvath zdołał jednak na podstawie interesujących szczegółów odgadnąć, jakim człowiekiem jest Ren Ho.
W jego nijakiej kuchni znajdowały się drogie książki kucharskie i kosztowne małe AGD, na przykład wysokiej klasy mikser KitchenAid i luksusowy robot kuchenny Cuisinart. Ho kupował przyprawy w ekskluzywnych sklepach sieci Dean & DeLuca i upodobał sobie drogie wina bordeaux. W salonie znajdowała się imponująca kolekcja płyt z francuskim jazzem i brazylijską bossa novą. Ho robił wrażenie człowieka o dobrym guście.
I ojca, który bardzo kocha swojego syna. W domu było wiele zdjęć chłopaka, w tym kilka zrobionych na ranczu. Inne wykonano podczas wakacji, na które Ho zabierał młodzieńca w ciągu minionych lat. Pozowali obok siebie na moście Golden Gate w San Francisco, na tle wieżowca Space Needle w Seattle, w chicagowskiej Willis Tower, w nowojorskim Empire State Building i na tle budynku Misji Alamo w San Antonio. Na niektórych zdjęciach obejmował syna ramieniem, na innych śmiał się z nim lub przybijał piątkę. Prezentował na nich zupełnie inne oblicze niż to, które pokazał, gdy próbował przegnać dwoje zbłąkanych wędrowców ze swojej posiadłości.
Harvath wiedział już, jak go złamać. Poprosił przez radio o przyjazd Stephanie Esposito, ekspertki CIA do spraw Chin.
Po tym jak wyjaśnił, czego od niej oczekuje, naszykował kamerę i polecił przez radio, by Sloane i Chase przyprowadzili Rena Ho.
Usadowili go na kanapie, zdjęli mu kaptur i odkleili taśmę z ust.
– Co tu się dzieje? – spytał Ho. – Jestem amerykańskim obywatelem. Coście za jedni? Co robicie w moim domu?
Harvath przedstawił się, używając jednego ze swoich pseudonimów.
– Panie Ho, nazywam się Tim Rudd. Reprezentuję rząd Stanów Zjednoczonych. Zamierzam oszczędzić nam obu wiele czasu. Jest pan szpiegiem, więc nauczono pana, by wszystkiemu zaprzeczać i wysuwać kontroskarżenia. Mimo to oczekuję pańskiej natychmiastowej i pełnej współpracy. Będzie pan odpowiadać na moje pytania zgodnie z prawdą i robić to niezwłocznie. Proszę pozwolić, że pokażę, co się stanie, jeśli pan odmówi.
Kiedy pstryknął palcami, Esposito wyszła z kuchni z telefonem w dłoni. Wprowadziła numer w Chinach i włączyła tryb głośnomówiący. Kiedy mężczyzna, do którego dzwoniła, odebrał, Esposito przemówiła do niego płynnym mandaryńskim.
– Czy trzyma pan chłopaka na muszce? – zapytała.
– Tak – odparł mężczyzna.
– Proszę go opisać.
Esposito sfotografowała za pomocą telefonu zdjęcia syna Ho, które znajdowały się w jego domu, a następnie wysłała je koledze w Pekinie, który teraz nie tylko przedstawił szczegółowy rysopis chłopaka, ale również zmyślił, a potem scharakteryzował jego ubiór. Następnie poprosił o zgodę na oddanie strzału.
Esposito spojrzała na Harvatha i przetłumaczyła prośbę.
Harvath pokręcił głową.
Esposito powtórzyła wiadomość, powiedziała, że oddzwoni i się rozłączyła.
– Panie Ho – podjął Harvath. – Złożę tę propozycję tylko raz, dlatego proszę uważnie słuchać. Wiemy o wszystkim. Zlokalizowaliśmy przechowalnie. Znaleźliśmy urządzenia. Mamy balony pogodowe. Zatrzymaliśmy studentów inżynierii, których Khuram Hanjour zwerbował w Zjednoczonych Emiratach. Zatrzymaliśmy również Somalijczyków. Oczywiście jest jeszcze ta draka w Nashville, ale o tym pan już wie. Zlokalizowaliśmy wszystkie miejsca, do których pan chodził, by monitorować facebookowe konta członków komórek. Dotarliśmy nawet do kserokopiarki w Boise, której użył pan do skopiowania podrobionych dowodów tożsamości. A teraz moja propozycja. Czy pan mnie słucha?
Ho skinął głową.
– Dobrze. Chcemy, żeby pan dla nas pracował.
– A jeśli odmówię? Zabijecie mojego syna?
– Tak, ale nie koniec na tym.
– Później zabijecie mnie?
Harvath pokręcił głową.
– Pewnie, że nie – odparł Ho. – Przecież to Ameryka. Najpierw urządzicie mi proces, a później wykonacie egzekucję.
– Nie będę pana okłamywać, panie Ho. W rządzie mojego kraju są ludzie, którzy pragną pańskiej egzekucji. Co więcej, przypięliby mi medal, gdybym teraz pana zastrzelił.
– Dlaczego pan tego nie zrobi?
Harvath zmienił temat. Pragnął nawiązać nić porozumienia z więźniem, ale musiał również wyznaczyć punkt odniesienia, by wiedzieć, kiedy Ho go okłamuje.
– Widziałem pańskie płyty.
– Coś z nimi nie tak?
– Moja matka była wielbicielką Charliego Byrda. Ma pan jego płyty?
– Tak – odrzekł chłodno Ho. – Album, który nagrał ze Stanem Getzem.
Harvath pokiwał głową, jakby przeniósł się daleko myślami.
– Pamiętam Getza. The Girl from Ipanema to ulubiona piosenka mojej matki. Ciągle jej słuchała. Dzień w dzień.
– Dlaczego pyta mnie pan o płyty?
– Bo odniosłem wrażenie, że jest pan wytwornym człowiekiem, panie Ho. Domyślam się również, że jest pan dobrym ojcem, który troszczy się o syna. Niezależnie od pańskich osobistych wyborów chłopak nie zasługuje na to, by umrzeć.
Ho pokręcił głową.
– Nie zasługuje. To dobre dziecko.
– Tak jak powiedziałem, jeśli odmówi pan współpracy, zabijemy pańskiego syna. Jednak pan nie zostanie stracony. Umieścimy pana w pilnie strzeżonym więzieniu, położonym na Górnym Półwyspie w stanie Michigan, gdzie jedyną rzeczą gorszą od nieznośnie mroźnych zim są nieznośne lata, podczas których roi się od komarów. Będzie pan musiał przebywać w izolatce i wykonywać ciężką pracę fizyczną na zewnątrz budynku. Po pierwszym tygodniu będzie pan żałować, że nie został zabity. Po pierwszym miesiącu zacznie obmyślać plan ucieczki. Po pierwszym roku zrozumie pan, że można się stamtąd wydostać, tylko jeśli się przejdzie na tamten świat. Nawiasem mówiąc, widziałem pańską kuchnię. Pan się zna na dobrym jedzeniu. W tym więzieniu psy jadają lepiej od więźniów. Tego, czym tam karmią, nie można nazwać jedzeniem. Ludzie, których tam osadzono, to zwierzęta. Nie są tak wyrafinowani jak pan. Przez brak jakichkolwiek udogodnień pańskie życie w tym miejscu zacznie się panu jawić jeszcze cięższe, bardziej ponure. Takich miejsc nie odwiedzają pracownicy Amnesty International lub Czerwonego Krzyża. Zakład funkcjonuje po to, by wymierzyć karę surowszą niż śmierć. Na dodatek będzie pan sam ze swoimi myślami, ze świadomością, że można było wszystkiemu zapobiec, włącznie ze śmiercią syna.
Ho spojrzał na niego wzrokiem bez wyrazu, jakby kompletnie nie wiedział, co robić.
Harvath pozwolił, żeby na chwilę zapadła cisza, a później spytał:
– Czyż nie powinien pan ocalić syna?
Chińczyk skinął głową.
– W takim razie proszę przyjąć moją propozycję, panie Ho. Niech pan zacznie pracować dla nas.
– Jeśli się zgodzę, będę trupem.
– Potrafimy zapewnić ochronę swoim – odparł Harvath. – Daję panu moją osobistą gwarancję.
– Czy zapewnicie ochronę mojemu synowi? Czy zdołacie wywieźć go z Chin?
Harvath spojrzał na Stephanie Esposito, która skinęła głową. Odwrócił się do Rena Ho.
– Tak, możemy to zrobić. Najpierw jednak musimy odbyć bardzo poważną rozmowę. Jeśli okłamie mnie pan w jakiejkolwiek kwestii, umowa będzie nieważna. Zrozumiał pan?
– Zrozumiałem – odpowiedział Ho.
Harvath zaczął od pytań, na które znał już odpowiedź.
– Jaki jest kryptonim waszej operacji?
– Po chińsku Xuĕ Lóng. Śnieżny Smok.
– Ile macie komórek?
– Sześć.
– Ilu ludzi jest w każdej z nich?
– Dwóch – odparł Ho.
– Gdzie są rozmieszczone?
– W Seattle, Las Vegas, Des Moines, Dallas, Nashville i Baltimore.
Nie odrywając oczu od twarzy mężczyzny, Harvath zapytał:
– Jak zwerbowaliście członków komórek?
– Użyliśmy werbowników. Jednego z Dubaju, drugiego z Mogadiszu.
– Kim jest Tommy Wong?
– Członkiem triady z Los Angeles.
– Której triady?
– 14K – odparł Ho.
Jego odpowiedzi były jak dotąd zgodne z prawdą. Harvath nie zauważył ruchów twarzy, które mogłyby wskazywać na to, że kłamie.
– W jakim amerykańskim mieście wylądowali wszyscy studenci ze Zjednoczonych Emiratów?
– W Houston.
– Pod jakim pretekstem załatwiono im wizy?
– Udziału w praktykach NASA, organizowanych dla muzułmańskich studentów – odrzekł Ho.
– Każdy z nich miał telefon komórkowy. Skąd pochodziły?
– Kupił je Tommy Wong i przesłał mnie. Ja przekazałem je werbownikowi z Dubaju, który wręczył je studentom przed odlotem do Stanów.
Harvath był już gotów, by zadać inne pytania.
– Kto jest ich opiekunem?
– Ja – odparł Ho.
– Gdzie znajdują się pliki z danymi członków komórek?
– Na moim komputerze. W czytelni. Hasło to Samba477823//*.
– Są jakieś wydruki? – spytał Harvath.
– Pod ostatnim boksem w stodole. Pod sianem jest właz prowadzący do schronu burzowego. Trzymam tam wszystkie teczki.
Harvath spojrzał na Chase’a i powiedział:
– Weź ze sobą specjalistów od włamań z HRT i zajrzyjcie do stodoły. Sprawdźcie, czy nic nie jest podłączone pod system alarmowy. Daj mi znać, co znaleźliście.
– Zrozumiałem – odparł Chase i wyszedł z pokoju.
Harvath wolał nie grzebać w komputerach Rena Ho, jeśli nie było to absolutnie konieczne, bo chociaż Nicholas pewnie by sobie z nimi poradził, to członkowie NSA mieli odpowiednie kompetencje, by wydobyć z nich wszystkich dane. Poza tym wydruki plików Rena Ho powinny zawierać informacje kontaktowe członków komórek.
Kiedy odwrócił się do Chińczyka, żeby zadać kolejne pytanie, odezwała się jego komórka i komórka Sloane. Po dźwięku można było poznać, że to mail od Starego. Nie odrywał wzroku od Ho. Jeśli wiadomość była ważna, Sloane da mu znać.
Odczytała SMS-a, podeszła i wyszeptała mu do ucha:
– FBI odnalazło ostatnie magazyny w Seattle i Baltimore. Stary chce wiedzieć, czy oprócz nich są inne. To nasz priorytet. Kiedy się dowiesz, zapytaj o Bao Denga. Dowiedz się, kim jest, dokąd się wybiera i jak go powstrzymać.
Harvath skinął głową i ponownie skupił uwagę na Renie Ho. Starannie dobierając słowa, skierował przesłuchanie na nowe tory.