Przepuścić film Marcella Mastroianniego to prawie klęska. „Jest bardzo przystojny. Myślisz, że kręci z tą cycatą Loren?”, docieka Lupe Marín. Choć jej wnuczek Diego Julián podobnie jak ona uwielbia kino, Lupe nie ma do niego przekonania. Nigdy nie mówi do niego Diego Julián, zawsze tylko krótko Julián.
Drugi syn Lupe Rivery to przeciwieństwo jego brata Juana Pabla. Nosi długie włosy do ramion, chodzi w dżinsach i tenisówkach:
– Zetnij te kłaki. Co to za okropna koszulka! Nie możesz być taki jak twój starszy brat? Ogol się.
Po ukończeniu prepy Diego Julián wyrusza z przyjaciółmi na halucynogenne grzybki do Huautla de Jiménez w stanie Oaxaca. W efekcie którejś z delirycznych nocy burmistrz odsyła szurniętych chłopców ze stolicy z powrotem do domu.
– Pojechałeś ze swoimi kolesiami, prawda? Zostaniesz jeszcze większym głupkiem, niż jesteś.
– Babciu, nie wtrącaj się…
– Rozpuścisz go jak dziadowski bicz, skoro zamierzasz mu pozwalać na takie rzeczy – krzyczy na córkę Lupe Marín.
Diego Julián rusza do niej z zaciśniętą pięścią, ale powstrzymuje go Juan Pablo.
– Tylko spróbuj! Nikt w życiu mnie nie tknął. – Lupe Marín podskakuje jak na sprężynie.
Lupe Rivera robi wszystko, co może, by w niczym nie przypominać Lupe Marín. W odróżnieniu od niej jest matką-wspólniczką, która nie wtrąca się w życie swoich dzieci, a już tym bardziej w ich sprawy sercowe. Nie zwraca uwagi na dżinsowe spodnie, koszulki, muzykę i imprezy. Czekać na nich całą noc? Musiałaby upaść na głowę! Juan Pablo i Diego Julián mają swoje życie, a ona jest deputowaną i wciąż interesują się nią mężczyźni, często do niej dzwonią. Jej kalendarzyk Hermèsa wypełniają zapiski o kolacjach i koktajlach. Lata psychoanalizy nauczyły ją, że życie dla innych to aberracja. Co ma być, to będzie. „Babcia to dyktatorka”, skarży się Diego Julián, leżąc na sofie u matki ze stopami opartymi na haftowanych poduszkach. „Czemu nie jest taka jak ty?” Lupe Rivera wciela w życie zasadę niech każdy pilnuje swego nosa. „Wiesz co? Masz gdzieś własne dzieci, a twój syn Julian to prostak”, zarzuca jej Lupe Marín. „A moja babcia to wścibska zołza i ciemiężca”, odgryza się wnuczek.
Lupe Marín i Diego Julián nie widują się przez rok. Kiedy Juan Pablo wspomina babci, że jego młodszy brat będzie studiował kino w Uniwersyteckim Centrum Badań Kinematografii CUEC w UNAM, Lupe dzwoni do niego, jak gdyby nigdy nic.
– Słuchaj no, przyjdź jutro na obiad.
Diego Julián widzi, że dobrze zrobił, wyznaczając granicę, ponieważ nie krytykuje już jego koszulki i długich włosów. Rozmawia z nim tylko o filmach i aktorach:
– Skąd ty tyle wiesz, babciu?
– Bo nie przepuszczam żadnej premiery, ale meksykańskie kino jest marne, uwielbiam za to francuskie…
– Czemu takie nabożeństwo dla Francji?
– Tam jest cywilizacja. Francja dyktuje modę całemu światu.
– Maríę Félix też odrzucasz, za to, że urodziła się w Meksyku?
– O nie, ona to co innego, ale jako osoba! Jako aktorka jest beznadziejna.
Diego Julián chwali tacos z suszoną krewetką, którymi Lupe częstuje go w charakterze przekąski. Musi przyznać, że w domu na rogu Reforma i Insurgentes panuje porządek i czystość. Drewniany parkiet zawsze jest wypastowany, na toaletce stoi pełno importowanych perfum, a zapach rosołu z kurczaka nadaje wszystkiemu wrażenie kojącego bezpieczeństwa. „Gdyby nie obrażała się tak łatwo…”
Juan Pablo, najstarszy wnuk, nie osądza babci, zawsze jej ustępuje. „Oj tak, Guagua i jej pomysły!” Diego Julián pod wpływem matki zajmuje pozycje obronne, gdy tylko wkracza do salonu Lupe Marín. Zachowuje czujność, przygotowując się na atak, który nieodmiennie nadchodzi spomiędzy ciemnych warg Coatlicue65.
– Wszyscy Meksykanie to łachmaniarze i obszarpane paszczury, które migają się od pracy i nie umieją się ubrać. Powinni pojechać do Paryża, żeby zobaczyć, na czym polega życie.
Diego Julián zabija czas, kartkując czasopismo „Elle”, które Lupe prenumeruje. Uwielbia przyglądać się modelkom w bieliźnie: „Na co tak się gapisz?”, strofuje go babcia.
Od kiedy matka rozwiodła się z Ernestem Lópezem Malo, Diego Julián odwiedza ojca co weekend. López Malo dobrze się bawi, słuchając opowieści syna o Lupe Marín, ale kiedy ten mówi o niej wścibska baba, poprawia go. „Twoja babcia przerasta wielu innych”. „Babcia sądzi, że w Meksyku nie pracują tylko ci, którzy nie chcą”. López Malo wzdycha: „Oj, ta Lupe!”. Diego Julián tęskni za zapachem prażonych papryczek chili, chętnie by ją odwiedzał, gdyby nie była taka wybuchowa.
– Julián, chodźmy do kina – dzwoni do niego Lupe Marín i Diego Julián opowiada jej o CUEC.
– Powinieneś zrobić własny film.
– Do tego trzeba dużo pieniędzy, babciu.
Od czasów pamiętnej afery spowodowanej grzybkami w Huautla de Jiménez, Lupe wie, że Diego Julián ma całkiem inny temperament niż jej ulubieniec Juan Pablo.
Lupe Rivera wychowuje sama dwóch synów, choć Gómez Morín i López Malo płacą za ich szkołę i utrzymanie. Juan Manuel i jego rodzice mają oko na Juana Pabla i chłopak spędza wiele czasu przy ulicy Árbol w San Ángel.
– Guagua, czemu wciąż jesteś taka zacietrzewiona?
Marín wykłóca się z wnuczkami, z rodzeństwem, z którym od lat nie utrzymuje kontaktów, a przede wszystkim ze swoją córką, która otwarcie mówi, że matka to dla niej źródło traumatycznych przeżyć, i która radzi sobie jedynie dzięki psychoanalizie i ostatecznie dochodzi do wniosku, że jedynym rozwiązaniem jest zerwanie kontaktów z Lupe.
„Destruktywne zdolności mojej matki nie znają granic”.
13 stycznia 1974 roku Lupe Marín dowiaduje się z radia o śmierci Salvadora Novo: „Wreszcie odpocznę od twojego jadu”, powtarza. Prasa rozpływa się w zachwytach nad kronikarzem miasta Meksyk, co wyprowadza ją z równowagi: „Ten typek był draniem, kanalią, przydupasem”, informuje wnuczka Diega Juliána.
Cztery miesiące później, 13 maja, wszystkich porusza samobójstwo Jaime Torresa Bodeta. Don Jaime pakuje sobie kulkę w skroń przy własnym biurku i nie zostawia nawet listu pożegnalnego do żony Josefiny. Wdowa po nim wyjaśnia: „Już tylko mną mógł komenderować”. Prasa podkreśla, że był Meksykaninem uniwersalnym. „Wywindował imię Meksyku”. Dwukrotny minister edukacji, któremu tak bardzo leżało na sercu nauczenie Meksykanów czytania i pisania, wieczny minister, znany ze słynnego hasła „Dwadzieścia milinów Meksykanów nie może się mylić”, ambasador Meksyku w ONZ, człowiek, którego wszyscy szanowali, targnął się na własne życie.
Pomimo nalegań dyrektora Bellas Artes Sergia Galindo, Lupe odmawia udziału w uroczystościach na jego cześć. „Znałam Jaime i nic do niego nie mam, ale samobójcy mnie przerażają”. Teraz ostatnim żywym członkiem Contemporáneos jest Carlos Pellicer.
Z upływem lat osiągnięcia grupy bledną. Mało kto o niej pamięta, niewielu czytuje, a liczni przyznają rację Efraínowi Huercie: „W tamtym okresie Contemporáneos byli zadowoleni z własnych osiągnięć, atakowali cały świat swoimi satyrami, uprzejmie przepraszali za wprowadzanie zamętu i mówili, że są »idealnie zsynchronizowani z rytmem południków«. Jednak w istocie ich wkład nie był aż tak znaczący. Przy swojej znajomości języków, wrażliwości i kulturze dali nam – a nadszedł już czas, by wystawić rachunek – serię prac, z których, uczciwie rzecz biorąc, jakieś dziesięć procent możemy uznać za cenne”.