Ziściły się nasze najgorsze obawy.
I dokonał wielki przełom, o którym mówił Ryan.
Z zaciśniętą szczęką Slidell wyjął plastikową torebkę marki Ziploc z kartonowego pudełka, w którym znajdowało się ich więcej, a także jeden niewielki plastikowy pojemnik.
Przez jej przezroczysty bok dało się zauważyć cztery przedmioty. Srebrny pierścionek z muszelką. Klucz na czerwonej wstążce. Żółtą tasiemkę. Różowy pantofelek baletowy.
Wpatrywaliśmy się w to wszyscy. Zdeprymowani. Przerażeni. Wściekli.
– Czyja to tasiemka? – Mój głos był wysoki, pełen napięcia.
– Nieważne. Mamy sukinsyna.
Slidell odłożył torebkę i wybrał kolejną. Zawierała fiolki wypełnione jakimś ciemnym płynem, który wyglądał na krew. W trzeciej znajdowały się igły do robienia zastrzyków. W czwartej wymazówki z bawełnianą końcówką, w piątej zmięte chusteczki jednorazowe.
– Co jest w tym pojemniku? – zapytał Larabee.
Slidell zdjął pokrywę. Wstrętny odór uderzył w nasze nozdrza.
– Jasna cholera! – Głowa Slidella gwałtownie odskoczyła na bok.
– Pokaż mi to – powiedziałam.
Slidell wyciągnął rękę i podał mi pojemnik.
Larabee wstrzymał oddech. Ja chyba też.
Zobaczyłam jasne włosy pływające w błotnistej brązowej zupie. Poniżej znajdowała się jakaś nierozpoznawalna masa.
– Części ciała, tak?
Nikt nie udzielił odpowiedzi na to pytanie.
– Jeszcze jedna pamiątka?
Na to też nie.
– Dacie wiarę? Ten drań cały czas udawał niewiniątko, a swój chory cyrk woził w samochodzie. – Slidell zwrócił się do Larabee’ego. – Weź te części ciała. Ja zawiozę resztę do laboratorium.
Larabee kiwnął głową.
Zerwawszy rękawiczkę zębami, Slidell poleciał do techników kryminalistyki. Nie słyszałam jego poleceń, ale wiedziałam, jak brzmią. Wszystko zabezpieczyć, opisać, skonfiskować wóz, przeszukać jeszcze raz cały dom z góry na dół.
Gdy Larabee schował plastikowy pojemnik w worku na dowody rzeczowe, technicy wyciągnęli ze swojej furgonetki rolkę żółtej taśmy i zaczęli odgradzać miejsce zdarzenia. Slidell pobiegł do samochodu i wskoczył do środka.
Patrzyłam, jak pędzi ulicą z komórką przyciśniętą do ucha.
Larabee postanowił zbadać najpierw pojemnik. Tak naprawdę nie byłam mu potrzebna, mimo to poprosił mnie o pomoc. Gdyby konsultacja antropologiczna okazała się nagle niezbędna, miałam się tym zająć, a on poprowadziłby sekcję zwłok Ajaxa sam.
Zgodziłam się chętnie. Byłam roztrzęsiona, niemal na skraju załamania nerwowego. Wiedziałam, że w mojej przybudówce będzie dziś ciasno i klaustrofobicznie, skoro pojawi się tam pięć duchów martwych dziewczynek. A może sześć.
Poza tym nie miał mnie kto odwieźć do domu.
O ósmej byliśmy w wydziale medycyny sądowej. Przebrałam się w fartuch i dołączyłam do Larabee’ego w prosektorium. Hawkins zajmował się postępowaniem przygotowawczym w sprawie Ajaxa, postanowiliśmy więc przystąpić do działania sami.
Wzięłam aparat, a Larabee postawił pojemnik na kontuarze. Poprosiłam o numer sprawy, dobrałam naklejki i zrobiłam zdjęcia. Kiedy już odłożyłam nikona, Larabee włożył rękawiczki i maskę. Zrobiłam to samo. Otworzył pojemnik. Taki sam fetor. Te same włosy i gówniano-brązowe pomyje.
Robiłam kolejne fotki. Tymczasem Larabee, przy użyciu sitka z bardzo drobną siateczką, wylał płyn z pojemnika do zlewki. Rozłożył w zlewie zielony ręcznik.
Kiedy przechylił sitko, na tkaninę spadła grudka, gąbczasta, śliska i pokryta włosami.
Larabee rozwinął ją i spłaszczył próbnikiem. Była dość cienka w przekroju, owalna, szeroka na mniej więcej jeden cal i długa na dwa.
Larabee uniósł próbnikiem grudkę do góry, trzymając ją za kłębek włosów.
Mój umysł wyświetlił szereg obrazów. Zobaczyłam ciało barwy zsiadłego mleka. Ciemne odrosty na końcu każdego jasnego kosmyka.
Poczułam, że zbiera mi się na wymioty. Przełknęłam ślinę.
– To skóra z głowy.
– Ludzkiej? – Larabee pochylił się niżej. – Możliwe.
– Nie tylko możliwe. – Starałam się, żeby mój głos brzmiał spokojnie. – Na pewno.
Larabee obrzucił mnie wzrokiem. Bez słowa wziął ręczne szkło powiększające, ustawił je i nachylił się jeszcze niżej.
– Rozumiem, co chcesz powiedzieć. Włosy są rozjaśniane.
– Należały do Anique Pomerleau.
– Żartujesz. – Obrócił się, żeby spojrzeć na mnie.
– Asystowałam przy sekcji zwłok Pomerleau.
– W Burlington.
Kiwnęłam głową.
– Pomerleau miała trzy rany na skórze głowy, których nie potrafiłyśmy wyjaśnić.
– Obszary martwicze?
Potrząsnęłam głową.
– Z czaszki zniknęły fragmenty tkanki. Każda rana miała kształt owalny, mierzyła mniej więcej cal na dwa.
Nasze oczy ponad maskami wpatrywały się w siebie. W spojrzeniu Larabee’ego widziałam zaskoczenie. W moim niewątpliwie czaił się wstręt.
– O czym ty mówisz?
– Mówię, że zabójca wziął od Pomerleau – z trudem szukałam właściwego słowa – próbki i umieszczał je na swoich ofiarach.
– Włosy w gardłach Leal i Estrady?
Skinęłam głową.
– Fiolki. Chryste, więc on także pobierał krew? Może korzystał z wymazówek, aby mieć DNA?
– Sądzę, że to możliwe.
– Po co?
– Nie wiem.
Brwi Larabee’ego złączyły się ze sobą. Zaczął coś mówić.
W tym momencie zza drzwi wychyliła się głowa Hawkinsa.
– Gotowe – powiedział cicho.
– Zaraz przyjdę – odrzekł Larabee.
Minęła długa minuta.
– Ajax był lekarzem. Wiedział, jak pobiera się krew. Nacina tkanki.
– Tak – zgodziłam się.
– Jeżeli płyn w tych fiolkach okaże się ludzką krwią, serolog powinien wyodrębnić z nich DNA.
– Zadzwonię do Slidella – powiedziałam.
– Dzięki.
Zrywając z siebie maskę i rękawiczki, Larabee pospiesznie wyszedł z pomieszczenia.
Zrobiłam kilka finalnych ujęć, zapakowałam z powrotem fragment skalpu i umieściłam go w chłodni. Potem poszłam do swojego gabinetu.
Może to przez zmęczenie, może rozkojarzenie, ale Slidell prawie nie zareagował na moje nowiny. Poprosił tylko, żebym zadzwoniła, kiedy Larabee skończy sekcję. Był w szpitalu Mercy, rozmawiał ze współpracownikami Ajaxa.
Larabee przyszedł do mojego gabinetu o 3.30. Fartuch miał ciemny pod pachami i poplamiony krwią. Rozprysk na jednym z rękawów przypominał mi elektryczne lodowe sople na frontowych drzwiach domu sąsiada.
Odsunęłam raport i przyjęłam pozycję słuchacza. Szef lubił dzielić się wszystkimi szczegółami.
W opłucnej nie znalazł zrostów ani płynów, w płucach nie doszło do zatoru ani krwotoku, zawał mięśnia sercowego też nie miał miejsca. W żołądku nie znalazł wrzodów, w wątrobie zwłóknień, nie odkrył zakrzepicy żylnej ani żylaków w układzie tętniczym i limfatycznym.
Nie licząc początków miażdżycy, normalnej u mężczyzny w wieku czterdziestu ośmiu lat, Hamet Ajax cieszył się dobrym zdrowiem. Cały dzień nic nie jadł. W żołądku miał tylko kawę.
Larabee zaobserwował natomiast złowieszczo wiśniową barwę krwi i mięśni, a także oznaki przekrwienia we wszystkich tkankach. Na całym obszarze obu półkul mózgowych doszło do przekrwienia, obrzęku i rozproszonego krwawienia punktowego. Niemal całkowitemu zniszczeniu uległy komórki kory mózgowej i zwoju współczulnego, zwój podstawy mózgu zdegenerował się symetrycznie, zwłaszcza rdzeń.
– Asfiksja wywołana ostrym zatruciem tlenkiem węgla.
– Jak do niej doszło?
– To już trudniejsze pytanie.
– Coś wskazuje na inną przyczynę niż samobójstwo?
– Raczej nie. Ale poczekam na wyniki badań toksykologicznych, zanim podpiszę protokół. Chcę także wiedzieć, co znaleźli w tamtym domu. A teraz – jego łokcie rozeszły się na zewnątrz, gdy wstał nagle, dotąd wsparty dłońmi na kolanach – muszę jechać na przyjęcie bożonarodzeniowe.
– Świąteczne.
– Co?
– Nie zapominajmy o chanuce.
– Ani o kwanzaa***.
Z tymi słowami wyszedł.
Nie przekazałam usłyszanych szczegółów Slidellowi. Potwierdziłam tylko, że śmierć Ajaxa nastąpiła wskutek zatrucia tlenkiem węgla. I że Larabee będzie wiedział więcej, kiedy otrzyma wyniki z toksykologii.
Zadzwoniłam również do Ryana. Opowiadając mu wszystko, wyobrażałam sobie, jak przesuwa dłonią po włosach.
– Więc Slidell myśli, że te pamiątki niezbicie świadczą o zamordowaniu Leal, Gower i Nance. A fakt posiadania DNA Pomerleau wiąże faceta z Estradą – powiedział.
– Nie był zbyt gadatliwy, ale jestem pewna, że tak właśnie myśli.
– Chudy powinien świętować. Cztery zabójstwa rozwiązane, więc pa, pa, Tinker.
– Sprawiał wrażenie wykończonego.
– A co z pozostałymi?
– Nie wiem.
– Fatalnie, że Slidell nie może przesłuchać Ajaxa – zauważył Ryan.
– Owszem.
– Mam zrezygnować z dalszego śledztwa tutaj?
– Chyba tak.
– I tak nie miałem żadnego tropu.
Zapadła długa chwila milczenia.
– Wesołych świąt, Brennan.
– Wesołych świąt, Ryan.
Rozłączyłam się i siedziałam chwilę z telefonem w dłoni. Powinnam być zadowolona. Powinno mi ulżyć. Dlaczego wcale się tak nie czułam?
Pozostałe. Koseluk. Donovan. Czy ich sprawy będą nadal otwarte? Czy śledztwo wciąż będzie się toczyć? Czy ktoś gdzieś szuka dziecka, którego szkielet leży na mojej półce?
Przecież w Stanach Zjednoczonych ginie rocznie ponad osiem tysięcy osób. Od śmierci ME107-10 minęły co najmniej cztery lata. Od zaginięcia Avery Koseluk – trzy. Znałam smutną odpowiedź.
Lecz Ajax miał już na dużym palcu u nogi kartkę na sznureczku. Szaleństwo się skończyło.
Mój wzrok powędrował w stronę ulotki przypiętej do tablicy korkowej. Wypowiedź Larabee’ego o czymś mi przypomniała. Ja też zostałam przez kogoś zaproszona.
Tego wieczoru odbywało się świąteczne spotkanie personelu wydziału antropologii Uniwersytetu Karoliny Północnej w Charlotte. Często imprezę tę planowano jakieś milion kilometrów od miasta, na zapadłej wsi. W tym roku jednak zaproszono nas do siedziby wydziału w Plaza-Midwood. Niedaleko mojej przybudówki.
Mimo wszystko nie byłam w nastroju. Rzadko jestem. Gorące, zatłoczone pomieszczenia. Brzydkie swetry. Uczestnicy zabawy zaróżowieni od ajerkoniaku i świątecznego piwa. Nie chodzi mi o picie. Nauczyłam się żyć bez alkoholu. Po prostu towarzyskie rozmowy nad kanapeczkami to nie jest moja mocna strona.
Lubię jednak moich kolegów z pracy. Oraz większość doktorantów.
Kupiłam butelkę pinota, włożyłam na siebie czerwoną jedwabną bluzkę i poszłam na wesołą imprezkę.
Powinnam przecież mieć ochotę się zabawić. Wreszcie dorwaliśmy mordercę. Bez motywu. Bez wyjaśnienia, w jaki sposób Ajax spiknął się z Pomerleau. Dlaczego i jak ją zabił. Dlaczego nadal realizował jej scenariusz. Odpowiedzi na te pytania przyjdą później. Teraz liczyło się tylko to, że facet już nikogo więcej nie zamorduje.
A jednak te niepokojące pytania nie dawały mi spokoju.
Pomyślałam o słowach Ryana. Czy Ajax chciał, żeby go złapano? W takim razie po co wynajmował prawnika? Po co udawał niewinnego, skoro go wreszcie dorwaliśmy?
To akurat było łatwe. Ajax był socjopatą. Socjopaci kłamią. I dobrze im to idzie.
Przypomniałam sobie przesłuchania. Ajax nie okazał najmniejszego współczucia dla zamordowanych dziewczynek. Dla dziecka, które tak potraktował.
Ajax popełnił samobójstwo. Skoro je planował, dlaczego obiecał Cauthern, że wróci do szpitala? Czy była to nagła, spontaniczna decyzja? Co ją wywołało?
Kiedy uprowadzono Leal, Ajax znajdował się w odległości dziesięciu mil. Jak mógłby być w dwóch miejscach jednocześnie? Czy miał wspólnika?
Kiedy wracam wspomnieniami do tamtych świąt, do tamtych spraw, zawsze przypomina mi się ów moment, gdy otworzyliśmy bagażnik. Drgające fluorescencyjne światła rzeźbiące rysy naszych twarzy. Niebiesko-czerwone, stroboskopowe, migające w zimnym powietrzu świtu. Nocny szron ustępujący pod ciepłem promieni słonecznych.
I zawsze się zastanawiam – czy gdybym wtedy wypowiedziała na głos swoje obawy, wszystko potoczyłoby się inaczej?
Nigdy się tego nie dowiem. Milczałam.